17 lipca
środa
Anety, Bogdana, Jadwigi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wstyd i tyle

Ocena: 0
2373
W wiadomościach Katolickiej Agencji Informacyjnej wyczytałam w poranek 19 lipca, że film dokumentalny o rodzinie Ulmów, która oddała życie za ukrywanie Żydów, nie otrzyma dofinansowania z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF).
Taką wiadomość podał na Facebooku reżyser Mariusz Pilis. Nie poznałam człowieka osobiście, ale wiem, że jest to doświadczony reżyser i dokumentalista, autor świetnych filmów, wyróżniony już znaczącymi nagrodami, współpracownik wielu stacji telewizyjnych, w tym TVP, TVN i BBC, pomysłodawca i pierwszy dyrektor TVP Info. Nie sądzę więc, żeby przygotowując projekt filmu na tak ważny temat, nie stanął na wysokości zadania.

Nie chciałabym się dosadnie wyrażać, ale naprawdę brak mi łagodnych słów. W maju pisałam w tym miejscu o rodzinie Ulmów i zmierzających już ku końcowi pracach nad Muzeum Sprawiedliwych w Markowej, gdzie Ulmowie mieszkali i gdzie zginęli z niemieckich rąk wraz z ukrywanymi rodzinami żydowskimi Szallów i Goldmanów. Czytam teraz w KAI, że „wniosek o dofinansowanie filmu dokumentalnego o rodzinie Ulmów z Markowej na Podkarpaciu autorzy złożyli w marcu. Formalnie wniosek został złożony poprawnie (o czym w pierwszym etapie kwalifikacji poinformował PISF). Film przepadł w ocenie merytorycznej, czyli eksperci go odrzucili – relacjonuje reżyser. I zapowiada, że jeśli będą możliwości odwołania od tej decyzji, na pewno z nich skorzysta po dokładnej analizie dokumentów z PISF”.

I dalej czytam, że „troje ekspertów Instytutu jednogłośnie zaopiniowało wniosek Mariusza Pilisa do odrzucenia. Ich zdaniem podstawowa wątpliwość dotyczy tego, «że nie wiadomo, na czym twórcy chcą się skupić». «W eksplikacji reżyser opisuje, że bohaterem jest rodzina Ulmów, natomiast w scenariuszu jest także wiele innych wątków, co w tym przypadku sprawia wrażenie braku zdecydowania, a nie wielowymiarowości tematu. Przeciętne środki wyrazu – budowa muzeum nie wydaje się ekscytująca dramaturgicznie, podobnie wątek beatyfikacyjny» – napisali w uzasadnieniu. «Nie ma nic gorszego niż zły film na bardzo ważny temat. To po prostu zmarnowana okazja»” – podsumowali.

Nie wiem, jaki jest ten scenariusz. Jakikolwiek jednak byłby, sprawa powinna być absolutnym priorytetem w państwowej instytucji i powinna uruchomić szereg decyzji. Jeśli scenariusz wymaga pomocy, to instytut powinien natychmiast taką pomoc zaproponować i niemal stanąć na głowie, żeby to nie była „zmarnowana okazja”. I już szukać specjalistów do angielskiej, niemieckiej, francuskiej ścieżki dźwiękowej, i już szykować promocję tego filmu za granicą. Żeby znowu nie musiały nas tego uczyć amerykańskie uczennice, które pokazały w swoim kraju bohaterstwo Ireny Sendlerowej.

Kiedy 1 lipca zmarł w Anglii sir Nicolas Winton, który w 1939 roku ratował żydowskie dzieci, żegnał go premier Cameron i światowa prasa. O Henryku Sławiku, który uratował kilka tysięcy żydowskich dzieci i zginął, czy o zamordowanej rodzinie Ulmów polski premier zapewne nawet nie wie.

Barbara Sułek-Kowalska
Idziemy nr 30 (513), 26 lipca 2015 r.



PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -