21 października
niedziela
Urszuli, Hilarego, Jakuba
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wratislavia Cantans wciąż fascynuje

Ocena: 0
217

W dniach 7 - 16 wrześnie we Wrocławiu i 11 miastach Dolnego Śląska odbył się 53. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego. Jest to jeden z najważaniejszych festiwali muzyki klasycznej na świecie.

fot. pixabay/niekverlaan/CC0

Gdy czytam, że Wratislavia Cantans to "jeden z najważniejszych i najbardziej prestiżowych festiwali muzycznych Dolnego Śląska", nie mogę się z tym zgodzić, to przecież o wiele za mało. Wratislavia jest w moim odczuciu czymś bez porównania większym i ważniejszym, i na pewno nie "jednym z…". Od swych początków była  zjawiskiem jedynym i  wyjątkowym w skali kraju, może też w znacznej części Europy Wschodniej, i w dużym stopniu ten wyjątkowy charakter zachowała. "Festiwal muzyki oratoryjno-kantatowej" - tak się początkowo nazywał, powołany w 1966 roku przez znakomitego dyrygenta Andrzeja Markowskiego (dziś nosi jego imię), był przed kilka dekad swego rodzaju azylem, wyspą, na której można było przeżyć coś niepowtarzalnego - usłyszeć dzieła wokalno-instrumentalne różnych epok, przeważnie - sakralne, w wykonaniu najbardziej renomowanych artystów i zespołów z kraju i zagranicy. Niektóre z wykonań były wręcz objawieniem. Nic dziwnego, że przed katedrą św. Marii Magdaleny czy Aulą Leopoldina ustawiały się długie kolejki złaknionych tej duchowej uczty. Te czasy minęły, ale wielka muzyka, wybitni wykonawcy i wnętrza wspaniałych wrocławskich kościołów nadal przyciągają rzesze  melomanów. A skoro o wnętrzach mowa, to wiele się zmieniło - nie ma pamiętnych wieczorów u Marii Magdaleny, nie ma już tylu koncertów w kościołach, bo część z nich odbywa się w salach Narodowego Forum Muzyki, mamy też odrestaurowane Oratorium Marianum. Wiele programów wykonywanych jest także poza Wrocławiem, w kilkunastu miejscowościach Dolnego Śląska.

Motto tegorocznego programu - Wyzwolenie - to czytelne nawiązanie do stulecia odzyskania niepodległości, jednak w znaczeniu nie tylko politycznym, lecz także społecznym, psychologicznym i kulturowym. W tę ideę wpisuje się wykonany na koncercie inauguracyjnym Król Roger Karola Szymanowskiego pod batutą Jacka Kaspszyka, z Mariuszem Kwietniem jako  Rogerem i z doborową obsadą solistów w pozostałych rolach. Festiwalowe motto równie trafnie odnosi się do opery Madame Curie Elżbiety Sikory, wykonanej z elementami inscenizacji Marka Weissa z Opery Bałtyckiej. Dzieło o znacznych problemach wykonawczych zostało doskonale przygotowane przez Wojciecha Michniewskiego, a kreacja Anny Mikołaczyk-Niewiedział wywarła wielkie wrażenie. Wyzwolenie w tym przypadku - to walka bohaterki o uznanie równoprawnej roli kobiety w świecie nauki. Kierując się tą samą ideą szef muzyczny festiwalu, Giovanni Antonini, włączył do programu dzieła o wydźwięku politycznym, rzadko goszczące na estradach - jak Der Tribun Mauricio Kagla czy Oda do Napoleona Arnolda Schönberga, do krytycznego wobec imperatora poematu Byrona. W słynnej Historii żołnierza, napisanej dokładnie sto lat temu, baśniowy bohater usiłuje wyzwolić się ze zniewolenia przez diabła, zaś Igor Strawiński skutecznie uwalnia się od konwencji muzyki europejskiej i ulega fascynacji ragtimem i jazzem.

Pełnej satysfakcji muzycznej dostarczyła włoska La Compania del Madrigale wspaniałym wykonaniem we wrocławskiej synagodze późnych madrygałów Claudia Monteverdiego. Nieznany repertuar sakralny epoki renesansu - utwory, zainspirowane popularnym wówczas motetem Alexandra Agricoli Si dedero somnum oculis meis - przedstawił znakomity, choć kontrowersyjny zespół wokalny Graindelavoix. Wciąż też stopniowo odkrywamy twórczość religijną kompozytorów francuskich z czasów Ludwika XIV - m.in. Lully'ego, Campry i Charpentiera (przejmujące Zaparcie się św. Piotra), która wypełniła program koncertu uczestników kursu interpretacji pod dyrekcją Benjamina Bayla.  

Dla równowagi mieliśmy też sporo muzyki polskiej. Jasna Góra, czego nie wszyscy są świadomi, była przez kilka wieków jednym z najważniejszych na ziemiach polskich ośrodków muzycznych. Od końca XVI wieku aż do r. 1915 działała tu znakomita kapela wokalno-instrumentalna, która dbała o oprawę muzyczną nabożeństw na najwyższym poziomie europejskim. Zachowane archiwa zawierają zarówno utwory sprowadzane na potrzeby wykonań, jak i dzieła działających tu wybitnych kompozytorów. Jednym z nich jest Marcin Józef Żebrowski, związany z kapelą głównie w latach 1748-1765, którego twórczość była wykonywana, a nawet drukowana w ważnych ośrodkach Europy. Choć uznawany za najwybitniejszego kompozytora polskiego 18 wieku, wciąż jest niedoceniany. Dobrze więc, że Andrzej Kosendiak, dyrektor generalny Festiwalu, przedstawił program poświęcony wyłącznie jego twórczości, zawierający m.in. wspaniały Magnificat oraz Missa Pastoritia.  Twórczość polską reprezentowały również utwory Henryka Mikołaja Góreckiego i Pawła Szymańskiego, wykonywane przez chóry z Estonii i Ukrainy, obok kompozytorów swoich krajów.  

Nie zabrakło też wielkich form wokalno-instrumentalnych. Jednym z największych wydarzeń Wratislavii (co nie zaskakujące) okazał się występ słynnego zespołu Il Giardino Armonico pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego z programem wyłącznie haydnowskim. (Jak wiadomo, Antonini jest w trakcie realizacji niezwykłego projektu - nagrania wszystkich stu siedmiu jego symfonii). Główną pozycję programu stanowiła Missa in tempore bellli Haydna, wykonana z udziałem świetnych solistów (znakomita Sandrine Piau!) i Chóru Narodowego Forum Muzyki, zwana z racji eksponowanej, "militarnej" partii kotłów Paukenmesse. W tej wspaniałej interpretacji dzieło ukazało wszystko swe walory - i doprawdy trudno pojąć, dlaczego późne msze Haydna - niewątpliwe arcydzieła - tak rzadko można usłyszeć?

Festiwal zwieńczyło wykonanie Messa da Requiem Giuseppe Verdiego - dzieła, które budzi kontrowersje z racji połączenia tekstu liturgicznego z estetyką operową, a zaproszenie do wykonania Johna Eliota Gardinera i jego zespołów - Monteverdi Choir i Orchestre Révolutionnaire et Romantique - było gwarancją powodzenia. W świetnym kwartecie solistów - Corinne Winters, Ann Hallenberg, Edgaras Montvidas - największe wrażenie wywarł na mnie fenomenalny bas Gianluca Buratto. Ogromne owacje świadczyły o zachwycie publiczności.

Tegoroczna Wratislavia dostarczyła, jak zawsze, mnóstwa niezapomnianych wrażeń muzycznych. Już zaczynam niecierpliwie wyczekiwać następnej!

Krzysztof Teodorowicz

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -