19 lipca
piątek
Wincentego, Wodzislawa, Marcina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W roli świętej

Ocena: 5
1767

– Fascynuje mnie oddanie, z jakim Faustyna zaufała Jezusowi – mówi aktorka Kamila Kamińska.

fot. Bastek Czernek/fotos z filmu "Miłość i Miłosierdzie"

Z aktorką Kamilą Kamińską, odtwórczynią roli św. Faustyny w filmie „Miłość i miłosierdzie”, rozmawia Marta Jacukiewicz

Znajduje Pani czas w nawale zajęć na zatrzymanie się, ucieczkę od świata?

Tak, doceniam każdą chwilę.

Gdzie na co dzień szuka Pani wyciszenia?

Jeżeli jestem bardzo zmęczona, wracam do domu – właściwie jednego z trzech, w zależności od miasta, w którym tego dnia pracuję. To sytuacja optymistyczna. Uwielbiam spać. Człowiek wyspany – nowy dzień, nowa jakość! Jeśli pojawia się chaos, gorszy nastrój, zastanawiam się najpierw, jaka potrzeba organizmu nie została spełniona.

W tej wielozadaniowości łatwo wpaść w uzależnienie od działania. Zdarza się, że nawet po pracy ciągle „coś jeszcze mam do zrobienia”. I robię – bo chcę.

Ale nie da się wszystkiego. Czasem trzeba sobie powiedzieć: Stop. Zatrzymuję się i słucham tego, co ważne „tu i teraz”. Często odpowiedź przychodzi w odpoczynku, nawet zwyczajnym leżeniu, ciszy, oddychaniu, spacerze, obserwowaniu kwitnącej natury, modlitwie. Lub w spotkaniu z bliskimi, znajomymi, nowymi ludźmi.

Staram się zachować jedną rutynę oprócz podstawowych potrzeb: budzę się i zasypiam z fragmentem Ewangelii na każdy dzień. Wtedy słowo Boże „pracuje”, gdziekolwiek jestem i cokolwiek robię.

Czym była dla Pani rola św. Faustyny?

Była i wyciszeniem, i zmaganiem, ale najważniejsze i niezwykłe okazały się dla mnie przygotowania do roli. Dużo się we mnie kotłowało emocji i myśli. W ciszy dzieje się naprawdę wiele. Serce rośnie, a prawda o nas uderza jak grom, który budzi do zdejmowania z siebie masek. Mogłam pobyć w klasztorze, pospacerować ścieżkami s. Faustyny, w naturze i w wyobraźni. Czytając „Dzienniczek”, zatrzymywałam się co chwilę, żeby móc „przetrawić” tę nasyconą miłością treść. Ona mnie przenikała.

Już na planie, mimo pośpiechu, został ze mną ten spokój. Zmagałam się czasem z technicznymi sprawami, jak na przykład granie na przemian po angielsku i polsku, łączenie innych produkcji... choć teraz już mniej o tym pamiętam.

Główna rola była dla Pani zaskoczeniem?

Tak, bo pierwotnie miała ją grać koleżanka.

Nie miała Pani obaw?

Czułam, że tak widocznie ma być. Poza tym św. Faustyna jest niesamowitą postacią. To dla mnie zaszczyt móc ją zagrać. Ta rola to nie tylko wyzwanie aktorskie, ale też możliwość pogłębienia wiedzy i zwiększony przyzwolony czas dla duchowości w moim życiu.

W jaki sposób przygotowywała się Pani do odegrania roli świętej?

Zaczęłam od najważniejszego: przeczytałam „Dzienniczek”. Ta lektura była jedną z mocniejszych w moim życiu. Przychodziłam też do klasztoru przy ulicy Żytniej w Warszawie, do sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, gdzie Faustyna została przyjęta do zakonu, przyglądałam się, a trochę nawet uczestniczyłam w zakonnym życiu. Spędziłam także kilka dni w Ostrówku u sióstr ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego, w Domu św. Faustyny, gdzie pracowała, by uzbierać na posag i móc pójść za swoim powołaniem. Bardzo cenne okazały się też wszelkie rozmowy, czytane wspomnienia. W pewnym momencie zorientowałam się, że nie muszę wszystkiego wiedzieć, doświadczyć, będzie ile będzie, jestem tylko skromnym narzędziem. To było wyzwalające.

Życie zakonne, które Pani poznała za murami, bardzo różniło się od tego, jakie Pani sobie wyobrażała?

Byłam zaskoczona, że jest tak normalnie… że w tych miejscach jest wiele ciepła i radości, fajnej rozmowy. Wyobrażałam sobie właśnie chyba większe mury, a tam ich wcale nie ma. Przynajmniej symbolicznie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -