21 sierpnia
wtorek
Joanny, Kazimiery, Piusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Siła sióstr

Ocena: 4.925
1847

Beata Kołodziej jest cenioną i nagradzaną bajkopisarką, pisarką, scenarzystką, reżyserką. Jej siostra Katarzyna Dziurdzik prowadzi szkołę tańca flamenco Fuente de la Amapola. Razem stworzyły w Krakowie niezwykły zespół.

fot. arch. Beaty Kołodziej

Przed trzema laty Kasia, włączając Beatę jako prelegentkę do swojego projektu przygotowanego dla szkoły, zadziałała w życiu siostry niczym katalizator. Dziś Beata realizuje projekty adresowane przede wszystkim do kobiet, prowadzi warsztaty, wygłasza prelekcje, których przesłanie można streścić słowami z jej ostatniej książki „Czas na kobiecość”: masz w sobie potencjał, który może zmienić świat. Obie odniosły w życiu sukces, swoje pasje przemieniając w zawód, i obie uważają, że spełnione, szczęśliwe życie jest na wyciągnięcie ręki: wystarczy całkowicie zaufać Bogu, zrobić krok w nieznane, a potem ciężko pracować.
 

Scenariusz na życie

Od lat życie Beaty układało się niczym dobrze wymyślony scenariusz: kochający mąż, dwójka dzieci, dom pod Krakowem i mnóstwo pracy twórczej. Wydawnictwa chętnie publikowały kolejne jej bajki, „Promyczki” śpiewały jej piosenki, „Ziarno” wykorzystywało jej scenariusze. Tymczasem Kasia miała poczucie, że jej życie buksuje w miejscu, niczym koła samochodu w piachu. W końcu, by uciec przed bezrobociem i własną frustracją, wyjechała do Hiszpanii. Tam ciężko, fizycznie pracowała, a dla higieny psychicznej uczyła się języka i tańca, który ją zachwycił – sevillany. Wróciła po czterech latach: pewna siebie, zahartowana przez przeciwności i nauczona, jak tańcem dodawać życiu kolorów. Żeby poznać nowych ludzi, poszła na kurs dla kobiet przedsiębiorczych. – Własny biznes chyba nie jest dla mnie – skonstatowała jednak... i pełna obaw założyła szkołę tańca.

W ofercie napisała, że uczy odmiany flamenco – sevillany. Sevillanas jest tak dużo, jak dużo do nich ułożono choreografii, a każda opowiada jakąś historię: miłość, sprzeczkę, sprawy sąsiedzkie, tematy biblijne, wydarzenia Wielkiego Tygodnia. Każda od tancerzy wymaga innych emocji, tempa, rytmu. Fascynujący, uwodzicielski taniec.

Ściany garażu w rodzinnym domu Kasia pomalowała na żółto, powiesiła na nich zdjęcia z Hiszpanii, stworzyła miejsce do odpoczynku z kawą i herbatą i zamówiła duże lustra na ściany. Lustra są ważne. Pokażą kursantom zafałszowania w postawie i ruchach – albo harmonię i piękno: że już, że wyszło, jest wspaniale. Kasia widziała, jak Hiszpanki w akademiach tańca tłoczą się przed szklanymi taflami. Nie przeszkadzają im ani „oponki” w pasie, ani zbyt małe czy zbyt duże biusty; każda patrzy na siebie jak na modelkę, a później w tańcu emanuje pewnością siebie. Takimi wyobrażała sobie swoje uczennice. „Oby ta szkoła przetrwała chociaż rok, bym nie musiała spłacać unijnego dofinansowania” – myślała po cichu i w modlitwie zawierzyła ją Matce Bożej z El Rocio. Tej, do której na Zesłanie Ducha Świętego pielgrzymują tysiące Hiszpanów, wśród nich niepoliczalna liczba tancerzy flamenco. Strój Maryi z El Rocio zdobią maki. Po hiszpańsku mak to amapola.

Na początku pojawiło się kilkanaście kursantek, między nimi: Beata z córką, przyjaciółka, znajome. Nie tyle za sprawą ogłoszeń, co szeptanego marketingu, z czasem osób zaczęło przybywać, a Kasia co roku wyjeżdżała do swojej maestry w San Sebastian (później do Malagi), by uczyć się dla nich nowej choreografii. Szkoła zaczęła organizować bale, uczestniczyć w festynach, koncertach, akcjach charytatywnych, wymyśliła pielgrzymkowy rejs do Tyńca, wystąpiła na scenie Teatru Słowackiego i na flash mobie w Galerii Krakowskiej.


Koło ratunkowe

W zajęciach uczestniczą osoby od 12 do 70 lat, najwięcej jest pań 40+. Kasia zauważyła, że to właśnie one bardzo często nie potrafią przyjmować komplementów, patrzeć na swoje odbicie w lustrze, zachowują się, jakby ktoś okradł je z poczucia wartości, pozbawił ich życie kolorów i wmówił im, że przez to, iż są samotne albo bezdzietne, albo porzucone, albo grube, albo chude, albo nie dość perfekcyjne – ich życie przypomina nadpsute jabłko. Wymyśliła więc, że swoim kursantkom zaproponuje cykl czterech całodziennych warsztatów: z wizażystką, prelegentką i Mszą Świętą. Wszystko po to, by na nowo odkryły własną kobiecość, otworzyły się, złapały oddech.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI