18 lutego
wtorek
Szymona, Konstancji, Flawiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Opowieść o Legionach

Ocena: 0
783

- Najtrudniej o rzeczach ważnych mówić do szerokiej publiczności językiem zrozumiałym i atrakcyjnym - mówi Maciej Pawlicki, producent i współscenarzysta filmu "Legiony", w rozmowie z Radekiem Molendą.

fot. producent filmu

Maciej Pawlicki na planie „Legionów”

Na 101. rocznicę odzyskania niepodległości na ekranach kin możemy oglądać „Legiony”. Dlaczego dopiero teraz?

To pytanie raczej do kolegów filmowców. Temat jest niesłychanie zobowiązujący i może po trosze wynikało to z obawy przed zmierzeniem się z nim. Wszyscy mieliśmy poczucie, że taki film musi mieć rozmach i nie może się nie udać. Nie chcieliśmy kolejnego filmu historycznego, który będzie traktowany jako serwitut płacony naszej historii, zwłaszcza, że w ostatnich latach powstało u nas kilka filmów – o wiktorii wiedeńskiej czy bitwie warszawskiej – w powszechnej opinii mało udanych.

 

Panowie jednak się odważyli.

Trzeba było ludzi spoza branży, jak Adam Borowski, który przyszedł z tym szalonym pomysłem w 2014 r., w stulecie czynu legionowego. Ten film powstał z jego determinacji, żeby coś po tej rocznicy zostało. A wiadomo, że z okazji rocznic łatwiej zebrać środki na tak duży film. Swoją drogą, ten film nie powstałby bez człowieka, którego przysłał nam św. Józef – pana Andrzeja Senkowskiego, prywatnego przedsiębiorcy, właściciela firmy Polcar, który wyłożył pierwszą transzę pieniędzy na rozpoczęcie produkcji. Dopiero potem przyszły pieniądze ministerialne oraz od innych sponsorów.

 

Wybraliście nieoczywistą formę pokazania Legionów, Józef Piłsudski ani jego kadra niemal tu na ekranie nie istnieją. O czym więc jest ten film?

Odpowiadając najkrócej: o rodzeniu się wspólnoty i tożsamości narodowej oraz dorastaniu do patriotyzmu. Nie chcieliśmy robić filmu o Piłsudskim, ale o legionistach, których w sumie było 35- 50 tys. A w innych formacjach kolejne dziesiątki tysięcy.

Pisanie kroniki szlaku bojowego legionów dla koneserów zostawiamy innym. My myśleliśmy o tych widzach, którzy historią interesują się trochę, albo niemal wcale, i nie rozumieją, po co te tysiące chłopaków i dziewcząt z trzech zaborów połączyły się i poszły na ochotnika walczyć za Polskę, której jeszcze nie ma. Chodziło nam o pokazanie ducha i idei, motywacji odradzania się naszej wspólnoty państwowej i narodowej. Niemniej jednak odnajdziemy w filmie wiele istotnych historycznych postaci i wydarzeń, np. dwie bitwy: najbardziej spektakularną z bitew legionowych – szarżę pod Rokitną, i najważniejszą, jeśli chodzi o skutki – bitwę pod Kostiuchnówką.

Wiadomo, że w dwugodzinnym filmie nie da się wszystkiego opowiedzieć. Postawiliśmy więc na emocje. Stąd też nasi główni bohaterowie: Józek, Ola, Tadek.

 

Poznanie ich historii zostawmy tym, którzy wybiorą się do kina, zwłaszcza teraz, na Święto Niepodległości. Wspomnijmy jednak o szczególnie ważnej postaci Józka.

Został siłą wciągnięty, jak setki tysięcy Polaków, do armii carskiej. Było mu źle w mundurze, więc uciekł. Ale nie rozumie, po co w ogóle ta cała wojna, po co odrodzona, niepodległa Polska. Jego stopniowa przemiana, dorastanie, przesiąknięcie ideami legionowymi to główny, choć niejedyny wątek „Legionów”.

 

Z kolei Ola to nowa postać w polskim kinie: patriotyczna feministka początku XX w.

Kiedy moja córka Klara przeczytała pierwszą wersję scenariusza, w której o względy Oli w filmie starają się Tadek i Józek, i na tym kończy się jej rola, skrytykowała ten pomysł. I słusznie, ponieważ w legionach walczyły także kobiety. W samej Lidze Kobiet Pogotowia Wojennego było ich niemal 5 tys. A takich organizacji w latach I wojny światowej było kilka. Dopóki w pewnym momencie Piłsudski na wycofał ich z linii frontu, walczyły na równi z mężczyznami. W samym wywiadzie Pierwszej Kadrowej służyło 40 kobiet, pod dowództwem Aleksandry Szczerbińskiej, późniejszej żony Piłsudskiego. Jedną z nich jest Ola, której dojrzewanie także śledzimy na filmie. Szły przed oddziałami, rozeznawały teren, czy np. nie ma Rosjan w wiosce, do której chcieli wejść. Były łapane, torturowane, zabijane. Chcieliśmy oddać im hołd.

 

Nasze feministki dziękowały Panom za tę postać?

Jeszcze nie. Wciąż czekamy (śmiech).

 

Świetne zdjęcia, świetna muzyka, znakomite sceny szarży ułańskich, wciągająca opowieść. Na co jeszcze warto zwrócić uwagę?

W miarę łatwo jest opowiadać o naszą historię hermetycznym językiem dla wąskiej grupy znawców, która jest tym zainteresowana. Jeszcze łatwiej jest do masowej publiczności mówić prymitywnym językiem o rzeczach błahych. Najtrudniej jednak o rzeczach ważnych mówić do szerokiej publiczności językiem zrozumiałym i atrakcyjnym. Na tym nam zależało. Czy się udało? O tym świadczyć może bardzo dobry odbiór „Legionów” przez młodzież.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., były redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 lutego

Mając oczy, nie widzicie; mając uszy, nie słyszycie?
Dziś w Kościele: wtorek, VI tydzień zwykły, wsp. dowolne św. Teotoniusza, zakonnika
Czytania liturgiczne (rok A, II): Jk 1, 12-18; Ps 94, 12-15. 18-19; Mk 8, 14-21
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
SalveNet zaprasza na Duchową siłkę o. Szymona Janowskiego OFMCap.

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -