23 listopada
czwartek
Adelii, Klemensa, Felicyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nauka przy ognisku

Ocena: 3.5
1801

Bajki w Kamerunie tłumaczą fenomen ludzkiej natury – mówi s. Tadeusza Frąckiewicz OP

fot. Monika Odrobińska/Idziemy

Z s. Tadeuszą Frąckiewicz OP, przez 18 lat posługującą w Kamerunie, rozmawia Monika Odrobińska

 

Jak Kameruńczycy spędzają wolny czas po zachodzie słońca?

Blisko równika jasno jest od godz. 6 do 18, potem momentalnie zapada noc. Wtedy Kameruńczycy biorą się za przygotowywanie posiłku – często jedynego w ciągu dnia. Prąd jest tylko na misji, więc siadają rodzinami przy ognisku. Matka robi jedzenie, a dziadek, czasem babcia, opowiada bajki. Nie tylko dla rozrywki i nie tylko dzieciom. Często to jedyna droga edukacji i formacji, dlatego większość bajek wykracza poza percepcję małego słuchacza.

Czasem, np. podczas pielgrzymki, organizowane są większe ogniska – wtedy zasiadają przy nich mieszkańcy wioski i goście – pielgrzymi. Wokół takiego ogniska tańczy się grupami. Ludzie tam uwielbiają opowiastki, gry, zabawy, zagadki, teatrzyki. W ciągu pięciu minut są w stanie przygotować godzinne przedstawienie. Na początku uzgadniają tylko role i morał, a potem improwizują. To mistrzowie słowa!

 

Czym dla Kameruńczyków są bajki?

Bajki nieodzownie łączą się z osobą gawędziarza – griot. To, co on robi, to nie tylko opowiadanie historyjek. To przekazywanie z pokolenia na pokolenie tradycji, historii rodziny czy plemienia. Griot musi mieć piękną wymowę i doskonałą pamięć, a także wyobraźnię i poczucie humoru, by atrakcyjnie przekazać opowieść. A dodatkowo: kulturę osobistą i zasób wiedzy, który pozwoli mu odpowiadać na pytania.

Bajki mają dla Kameruńczyków ogromne znaczenie. Kiedy nie było szkół, one były podstawą wiedzy z zakresu biologii, geografii, psychologii, socjologii, nawet literatury czy filozofii, a co najważniejsze: moralności i kodu społecznego. To przez bajki przekazywano ryt kulturowy danej społeczności. Do dziś bajki tłumaczą fenomen ludzkiej natury i ludzkich obyczajów. Używa się ich jako przysłów. Są jak drogowskazy – bywają przytaczane jako argument podczas rozpraw sądowych. Znałam misjonarza, który kazanie też zaczynał zawsze od petite historie. To przemawia do odbiorców. Bajki pojawiają się nawet w szkolnych podręcznikach.

 

Która z opowieści spisanych w książce „Bajki kameruńskie” jest Siostrze szczególnie bliska?

W pamięć zapadła mi opowiastka „Lew i pszczoła”, w której pszczoła uosabia troskę o wspólnotę, a lew – indywidualizm. Pamiętam też bajkę „Wielbłąd i koń”, która uczy że do każdego przedsięwzięcia należy się przygotować, nie iść na żywioł. Bliska jest mi też „Siła milczenia”, gdzie dwóch młokosów okradło w nocy dom notabla. Ten rano wyprowadził przed dom niewiedzącą o niczym rodzinę, i tak siedzieli w milczeniu. Po kilku godzinach podeszło owych dwóch i zaczęło się użalać nad ich losem. Notabl nie miał wątpliwości, że to sprawcy, którzy sami się wydali. Morał? Milczenie ma siłę.

 

Tematyka bajek odzwierciedla sfery ważne dla Kameruńczyków. Co to za sprawy?

Pory roku, susza, ale też sprawy ludzkie: sieroctwo, niepłodność, śmierć, bieda, bogactwo. W Afryce niepłodność jest szczególnie bolesna. Sieroctwo to z kolei pokłosie AIDS i luźnych związków. Przeważają tam konkubinaty, bo od mężczyzny, który chce poślubić kobietę, wymagany jest posag jako zadośćuczynienie rodzicom za wychowanie dziewczyny. Żyją więc na kocią łapę, a jeśli kobieta ma dzieci z poprzedniego związku, to bywa, że mężczyzna je odrzuca, bo chce mieć własne. Stąd plaga sieroctwa. Z tym, że afrykańskie sieroctwo ma się nijak do tego, jak my je rozumiemy. Tam jest niewiele sierocińców, bo dziecko przygarnia zawsze bliższa czy dalsza rodzina.

Kwestia „wykupywania” żony od rodziny pociąga za sobą szereg komplikacji. Najczęściej mężczyzna „płaci” małymi prezentami. W razie problemów domowych żona wraca do domu rodzinnego, a jeśli mężowi zależy na jej powrocie, ponownie ją „wykupuje”. Kiedy jednak jest już „spłacona”, to nawet jeśli się pokłócą, rodzina jej nie przyjmie, bo jest już całkiem jego.

 

Niezbyt to po chrześcijańsku. A jak bajki kameruńskie mają się do wiary chrześcijańskiej?

Wyraża to bajka „Jeśli Bóg pozwoli”. Tam nie ma niewierzących, dlatego tak wiele jest sekt – trafiają na podatny grunt. Każda rozmowa Kameruńczyków wygląda mniej więcej tak: „Spotkamy się o godz. 14, jeśli Bóg pozwoli”. Często ich w tym prostuję, mówiąc: „Pan Bóg pozwoli, ale jeszcze ty musisz chcieć” – bo mają tendencję do zrzucania odpowiedzialności na osoby trzecie. To, co najbardziej przebija z ich bajek, to: nie chcieć więcej, niż się potrzebuje. Pazerność zawsze zostanie ukarana, a umiarkowanie – nagrodzone.

 

Co „Bajki kameruńskie” mają przekazać polskiemu czytelnikowi?

Przede wszystkim prawdę o solidarności, miłości, dobroci, sile wspólnoty, posłuszeństwie – głównie starszym. Pokazują, jakimi wartościami warto żyć; są to: samokontrola, dyskrecja, dotrzymywanie słowa, gościnność, uczciwość, wdzięczność, życzliwość, hojność, sprawiedliwość. Przekaz moralny tych bajek jest jasny: dobro zawsze zwycięża nad złem.

„Bajki kameruńskie. Najpiękniejsze opowieści dzieci afrykańskich zebrane przez misjonarkę s. Tadeuszę Frąckiewicz”, Esprit, Kraków 2017, 122 s.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły