19 lipca
piątek
Wincentego, Wodzislawa, Marcina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Geniusz Leonarda

Ocena: 5
1134

Był i pozostał artystą wszechczasów. W tych dniach przypada pięćsetlecie śmierci Leonarda da Vinci – prawdziwego człowieka renesansu.

fot. archiwum

Zmarł 2 maja 1519 r. we Francji. Nad Sekwaną i Loarą przebywał od trzech lat. Gościł na dworze Franciszka I – król zachwycony dziełami Włocha uczynił go swoim nadwornym malarzem. Opuszczając Italię, Leonardo zabrał ulubione obrazy, wśród nich m.in. „Giocondę” – dlatego „Mona Lisa” jest dziś własnością paryskiego Luwru. Nie było mu dane powrócić do ukochanej rodzinnej Toskanii. Zmarł na obczyźnie. Wedle Giorgia Vasariego, pierwszego biografa da Vinciego, Leonardo dosłownie „skonał w ramionach” francuskiego monarchy. Przyjaźń, jaką darzył Franciszek I Leonarda jest faktem, ale Vasariemu nie we wszystkim należy ufać – do wielkiego artysty za bardzo pasuje śmierć w ramionach pełnego uwielbienia admiratora, który jest jednocześnie wybitnym władcą.

Zmarłego pochowano, zgodnie z jego ostatnią wolą, w kościele św. Florentyna – wybór nie wydaje się przypadkowy – na zamku Amboise; była to rezydencja królewska, w której malarz spędził ostatnie lata życia. Kościół został zburzony w czasie rewolucji francuskiej. Gruzy świątyni pogrzebały doczesne szczątki Leonarda. Po pięćdziesięciu latach, w połowie XIX w., w ruinach kościoła odnaleziono fragment płyty nagrobnej z nazwiskiem Leonarda oraz prawie kompletny ludzki szkielet, który pochowano w pobliskiej kaplicy św. Huberta. Na płycie nagrobnej do dziś widnieje nazwisko da Vinci, ale nie mamy pewności, kto pod nią spoczywa. Włoscy naukowcy przeprowadzili testy DNA, które mają pomóc w ustaleniu tożsamości zmarłego. Ciągle czekamy na wyniki: ich publikacja jest zapowiedziana na ten rok, naukowcy chcą zdążyć je opublikować jeszcze w roku jubileuszowym.

W zamęcie dziejowym zaginęły nie tylko doczesne szczątki Leonarda. Da Vinci uważał się przede wszystkim za malarza, choć do dziś przetrwało jedynie 15 jego obrazów, których autorstwo nie budzi wątpliwości, przy czym jedna trzecia z nich to zaledwie szkice – artysta bardzo często porzucał swoje prace niedokończone. Jego dorobek, znacznie bogatszy i wykraczający daleko poza malarstwo, w znacznej części nie zachował się do naszych czasów. Wyobrażenie o nim dają zapiski da Vinciego sporządzane słynnym pismem lustrzanym (pisane od prawej do lewej, tak aby postronny obserwator nie mógł ich odczytać) i bogato ilustrowane; sam Giorgio Vasari zapisał, że Leonardo nigdy nie rozstawał się z notatnikiem. Nie sposób tu nawet wymienić wszystkich dziedzin aktywności renesansowego geniusza – także fascynujących projektów inżynierskich z samolotem włącznie – których ślady znajdujemy w notatkach. Można za to pokusić się o próbę wytłumaczenia tej niegasnącej do końca życia pasji poznawczej florentyńczyka.

Jan Białostocki źródło „fenomenu Leonarda” upatruje w renesansowym podejściu do sztuki, zwłaszcza sztuki malarskiej. Dla da Vinciego i innych włoskich humanistów epoki odrodzenia malarstwo było odzwierciedleniem rzeczywistości – z tego przekonania brał się ich postulat sztuki realistycznej. Na obrazie uwidaczniała się prawda o świecie. Artysta tę prawdę miał najpierw zgłębić, a potem odwzorować na płótnie w jak najdoskonalszy sposób. Aby osiągnąć pożądany efekt, musiał poznać świat, który starał się naśladować. Leonardo studiował więc anatomię i botanikę, geografię, geologię i astrologię, poznawał prawidła optyki i geometrii, badał ruch ciał – a wszystko po to, by lepiej malować. Efekty tej wytężonej pracy zachwycają do dziś, a rozległość zainteresowań sprawiła, że Leonardo stał się dla potomnych symbolem renesansu.

Zachwyt dla jego twórczości nie maleje i dziś. Rok rocznicowy jest tego najlepszym przykładem. W ojczyźnie mistrza na pięćsetlecie śmierci planowanych jest pięćset imprez jemu dedykowanych. Na jesieni Luwr planuje wystawę poświęconą autorowi „Mony Lisy”. Trwają starania o wypożyczenie na tę okazję jak największej liczby jego obrazów. Kuratorzy nie zdradzają jeszcze wszystkich szczegółów, ale już sensację wzbudziła zapowiedź zaprezentowania w Paryżu „Zbawiciela świata” – to obecnie jedyny obraz Leonarda, który znajduje się w prywatnej kolekcji, należy do saudyjskiego księcia Badra bin Abdullaha bin Farhana, który zgodził się go udostępnić paryskiemu muzeum.

Dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na podróż nad Sekwanę, pozostają jeszcze rodzime propozycje. Muzeum w Wilanowie w styczniu otworzyło wystawę „Leonardiana w kolekcjach polskich”, która gromadzi dzieła uczniów włoskiego mistrza oraz kopie jego słynnych obrazów. Nie są to oczywiście oryginały, ale pozwalają przynajmniej w niewielkim stopniu posmakować geniuszu Leonarda. A na chętnych na spotkanie z prawdziwym Leonardem czeka w Krakowie „Dama z gronostajem”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -