23 listopada
czwartek
Adelii, Klemensa, Felicyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Cukierek z Sienkiewiczem

Ocena: 0
1050

Nie było Polski, a były "cukierki narodowe", które w sposób absolutnie współczesny – choć zawoalowany – reklamowały Rzeczpospolitą

Słodycze, którymi częstowano na wernisażu w warszawskim Muzeum Literatury 8 listopada były "na okoliczność". Wystawa "Bibeloty do gabloty" pokazuje bowiem rozmaite osobiste pamiątki po polskich pisarzach i poetach, a na opakowaniu cukierków pysznił się kolorowy portret Henryka  Sienkiewicza. Zaraz potem rzucał się w oczy smak: "Poziomkowy" – choć w środku teraz były zwykłe krówki. No, może nie takie zupełnie zwykłe; zdaje się, że krówki to tradycyjne, ulubione cukierki Polaków.  A pod Sienkiewiczem można było odczytać napis: "Cukierki narodowe". Z innych napisów wynikało, że "cukierki narodowe" produkowała Parowa Fabryka Czekolady, Cukrów i Herbatników Rucker i Spółka ze Lwowa, i że marka była "ochronna, zarejestrowana".

Papierek zreprodukowano z okazji wystawy; oryginał powstał na podstawie wzoru z ok. 1890 r., przed 1912 r. – Jan Rucker, lwowski przemysłowiec żydowskiego pochodzenia, był wtedy po czterdziestce; dwadzieścia lat później został kawalerem orderu Polonia Restituta. A papierek z Sienkiewiczem, od cukierka, który wyprodukowała jego fabryka, znajduje się obecnie właśnie w Muzeum Literatury w Warszawie, nr inwentarza MLI 198/6.

Można przypuszczać, że istniały inne "cukierki narodowe": truskawkowy z Kochanowskim, czekoladowy z Mickiewiczem, miętowy ze Słowackim. A może byli tam zupełnie inni nasi wielcy, wielcy w zupełnie innych dziedzinach? Nie mam pojęcia. Wiem za to, że nie było Polski, a były "cukierki narodowe", które w sposób absolutnie współczesny – choć zawoalowany – reklamowały Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, za którą tęskniły pokolenia naszych przodków, i której odrodzenia mieli się doczekać już kilka lat później.

– Zobaczcie – powiedziałam w redakcji – przeszły dwie wojny światowe, Warszawa spłonęła i powstała znowu, Lwów został gdzieś za rubieżami, Polska odzyskiwała i traciła wolność, i znów ją odzyskiwała, a papierek od cukierka przetrwał. – Może był dla kogoś tak cenny? – podsunęła koleżanka. Może właśnie tak: obrazka ukochanym pisarzem Polaków nie godziło się wyrzucić do kosza. Albo przydał się jako zakładka w jakimś zaczytanym egzemplarzu "Potopu". Tak czy owak, i wówczas, i dziś – owijał słodką myśl o ojczyźnie.   

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktorka i felietonistka "Idziemy". Autorka książek "Cudownie być mamą" i "Pierwsza Biblia mojego dziecka". Wraz z mężem wieloletnia animatorka Spotkań Małżeńskich. Mama dwóch córek i czterech synów.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły