21 stycznia
wtorek
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Biały kołnierzyk Scrooge'a

Ocena: 4.9
1964

Myślę, że duch tego spektaklu sprawi, iż widzowie wyjdą z teatru pokrzepieni – podkreśla Marcin Kwaśny, reżyser przedstawienia „Scrooge. Opowieść wigilijna”

fot. Facebook WSDDWP

Klerycy III roku tradycyjnie przygotowali sztukę teatralną – w tym roku na podstawie „Opowieści wigilijnej”, która w oryginale nosi, o czym nie wszyscy wiedzą, tytuł „Kolęda prozą”. Współpracy z seminarzystami podjął się reżyser i aktor Marcin Kwaśny. Tygodnik „Idziemy” objął nad przedsięwzięciem patronat medialny. W wypełnionej po brzegi dużej sali Wyższego Seminarium Diecezji Warszawsko-Praskiej na Tarchominie, przy ul. Mehoffera 2 można obejrzeć na scenie adaptację kultowego utworu Charlesa Dickensa. Ważnym elementem przedstawienia jest muzyka, której aranżację stworzył ks. Mariusz Rybałtowski. Wielu widzów traktuje obejrzenie spektaklu jako część adwentowych przygotowań do świąt Narodzenia Pańskiego.

Grający tytułową postać Ebenezera Scrooga kleryk Paweł Sasin nie ukrywa, że rolę skąpca doświadczającego wigilijnej przemiany przeżywa bardzo osobiście. – Skłania mnie ona do refleksji nad poprawą samego siebie i nad moim własnym nawróceniem – mówi. – Chciałbym żyć lepiej jako seminarzysta, w całym zamęcie obowiązków nie zgubić najważniejszego: Pana Boga. To, co robię, ma dawać coś dobrego ludziom, ale i mnie samemu: przemieniać serce.

– Zawsze staramy się być na sztukach przygotowywanych przez kleryków. Przedstawienie ma co roku inny charakter. Tym razem jest skierowane na przeżycia duchowe związane z czasem Bożego Narodzenia – dzieli się Jan Maliszewski z parafi i Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Warszawie. – Mówi o tym, że warto służyć innym ludziom i im pomagać. Nie można się odcinać ani od ludzi, ani od Pana Boga. W życiu każdego człowieka potrzebne jest nawrócenie, a ta sztuka jest do tego świetnym impulsem.

 

Jak powstała sztuka „Scrooge. Opowieść wigilijna”?

Musiałem wykonać prace nad tekstem. Dokonałem pewnych modyfi kacji i przykroiłem scenariusz do sześciu postaci, w dodatku tylko mężczyzn. Sztuka została uwspółcześniona. Scrooge jest białym kołnierzykiem, liczy się dla niego tylko on sam i zarabianie pieniędzy. W trakcie wydarzeń dochodzi do jego przemiany i nawrócenia. Dzieje się to za sprawą duchów, które się pojawiają w Wigilię Bożego Narodzenia. Duchy chcą go przestrzec i mu pomóc. Dzięki tym odwiedzinom życie Scrooge’a ulega odmianie. Zaczyna myśleć o innych, wychodzić z matni, w jakiej się znajduje, dzieli się z ludźmi pieniędzmi, radością i szczęściem. Jest to klasyczny moralitet.

 

Pańskie wrażenia po pierwszych przedstawieniach?

Cieszę się, bo bardzo żywiołowo reagowały dzieci. Dzieci nie lubią kłamstwa, dziecka nie oszukasz. A im się podobało, i to jest bardzo ważne.

 

Scrooge to zgorzkniały bohater, w którym zachodzi przemiana…

Nie kochał innych, ale i nie kochał siebie. Uświadomił sobie, że życie, jakie dotychczas prowadził, było życiem martwego człowieka. Wypełniał pustkę w sobie coraz to nowymi dobrami materialnymi, które nie dawały mu jednak szczęścia, tylko jego oczekiwania były coraz większe. W pełni szczęśliwy staje się dopiero wtedy, kiedy odkrywa, że Bóg go kocha. Dzięki temu zaczyna kochać siebie, innych ludzi, dostrzega bliskich i osoby potrzebujące. Stać go na udzielanie pomocy materialnej, i to czyni.

 

Wśród widzów widziałem wzruszenie.

Celem spektaklu jest, aby zarówno bawił – bo są momenty śmieszne, ale i wzruszał, dawał do myślenia, prowokował do refl eksji nad własnym życiem, aby każdy się zastanowił, co jest ważne, czy jesteśmy po to, aby mieć, czy aby być. Człowiek nie jest samotną wyspą, trzeba wychodzić do ludzi z miłością, którą Pan Bóg nas obdarza, nie tylko w święta Bożego Narodzenia.

 

Jak się pracowało z klerykami?

Bardzo się ucieszyłem, otrzymawszy propozycję współpracy od ks. Tomasza Sztajerwalda [prefekt seminarium – red.]. Do tej pory nie pracowałem z klerykami, chociaż u początku mojego aktorstwa miałem z nimi do czynienia. Kiedy miałem piętnaście lat, w sztuce „Rozdroże miłości” grałem młodego księdza, i na przedstawienie przyszli klerycy, aby je nagrać. Niefortunnie dopalili światła zbyt mocno i spadłem ze sceny na pewną starszą panią, która westchnęła: „O Boże, jeszcze żaden aktor na mnie nie spadł!”. Do mnie jak echem dotarła myśl, że, ktoś nazwał mnie aktorem. Ta pani nazwała potrzebę mojego serca. Tak więc przygoda z aktorstwem rozpoczęła dzięki klerykom, a teraz klerycy dzięki mnie stają się aktorami!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 stycznia

Syn Człowieczy jest Panem szabatu
Dziś w Kościele: wtorek, II tydzień zwykły, wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy
Czytania liturgiczne (rok A, II): 1Sm 16,1-13; Ps 89,20-22.27-28; Mk 2,23-28
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -