2 lipca
czwartek
Jagody, Urbana, Marii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zadania Kościoła

Ocena: 0
2741

Biskupi i księża są bardzo zajęci, ciągle w rozjazdach. Tymczasem muszą znajdować więcej czasu na osobistą lekturę i modlitwę oraz na głębszą formację wiernych, bo bez tego ludzie będą odchodzić. Dzisiaj rodzina przestała formować religijnie swoje dzieci. Trzeba, żeby Kościół był bliżej ludzi, także fizycznie. Nie łudźmy się, że jak ludzie mają do świątyni parę kilometrów, to nie problem, bo wszyscy mają samochody. Wielu starszych ludzi nie dotrze do kościoła, a trzeba się starać, aby każdy miał przynajmniej raz w tygodniu ten oddech nadprzyrodzoności. Ludzie muszą wiedzieć, że ksiądz jest z nimi. Siłą Kościoła w Polsce jest to, że ksiądz jest związany z ludem i niezależny finansowo od państwa. To jedna z niewielu takich sytuacji w Europie, i tego trzeba bronić.

 

Mówi Ksiądz Arcybiskup, że rodzina przestała wychowywać religijnie swoje dzieci, ale czy księża nie zaniedbali formacji?

Mam inną ocenę tej sytuacji. Rodzinę osłabiły warunki. Nastąpiło sprzężenie ideałów socjalizmu, kapitalizmu i zachodniego feminizmu. Jeśli w rodzinie brakowało matki, to w systemie komunistycznym powodem było to, że oboje rodzice musieli pracować. W systemie zachodnim praca stała się narzędziem dowartościowania kobiety, dawała jej samodzielność finansową. Dziecko często nie zna ciepła matki. Jeśli rodzice wracają z pracy późno, matka musi jeszcze zrobić zakupy, pojawiają się kłótnie z ojcem, bo ten nie pomaga w domu, to taka atmosfera nie sprzyja wychowaniu dzieci. Do tego dochodzi plaga rozwodów.

 

Jak to zmienić?

Trzeba wrócić do fundamentów i nie deptać ludzkiej natury. Mercedes Wilson przeprowadziła badania na tysiącach rodzin w USA i okazało się, że, choć średnio rozpada się tam 40 proc. małżeństw, to małżeństwa katolików, którzy codziennie razem się modlą i rozmawiają ze sobą chociaż kilkanaście minut, rozpadają się tylko w przypadku 0,02 proc.

Wielu młodych nie widziało modlącego się ojca.
Jak mają założyć zdrową rodzinę?

Pytanie o rodzinę jest dzisiaj absolutnie podstawowe. Tylko czy rodzina chce się dzisiaj zmienić, i jak to zrobić, żeby chciała się zmienić, żeby była sobą? Mamy w Kościele pewne środki, aby wspierać rodziny. Weźmy pod uwagę choćby Kościół Domowy w ramach ruchu oazowego. Albo ekipy Notre Dame, inne ruchy czy stowarzyszenia katolickie aspirujące do formacji człowieka. Ale to wymaga osobistego zaangażowania i czasu. W wakacje na rekolekcje dla rodzin przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Oni widzą ten problem. Ale jak przekonać innych? Dzisiaj młodzi ludzie często wychodzą z rodzin, w których nie mieli szansy zobaczyć modlącego się ojca. Jak mają założyć zdrową rodzinę?

Problemem jest także brak prorodzinnej atmosfery w kulturze i mediach. Epatuje się złem, a nie pociąga dobrem. Gdzieniegdzie pojawiają się już piękne postaci. Ale chodzi o to, żeby nie były one pokazywane jedynie podczas ich kanonizacji.

 

Jak dobrze przeżywane kapłaństwo czy powołanie zakonne może wpływać na świętość rodzin?

Kiedyś na międzynarodowym spotkaniu postawiono pytanie, czy potrzebny jest ksiądz w stowarzyszeniach małżeńskich, czy nie mógłby to być świecki asystent. Wtedy wstała pewna pani i powiedziała, żeby nie mieszać porządków. Sakrament małżeństwa potrzebuje bowiem obecności sakramentu kapłaństwa. Małżeństwo jest dla chrześcijan święte, małżonkowie stają się jednym ciałem w Chrystusie. Siostra Faustyna opisuje w „Dzienniczku”, jak bardzo przeżywała, że już na zawsze jest zaślubiona Chrystusowi. Podobnie jest z celibatem kapłańskim – nie może być pustym słowem, z którego mógłbym się czuć zwolniony. I to samo dotyczy małżeństwa: jest się poślubionym drugiemu człowiekowi w Chrystusie. To nie może być egoizm we dwoje.

Z bólem obserwuję, jak ksiądz nie wie,
co zrobić z wolnym czasem,
którego ma mniej niż kiedyś

Księża muszą dawać przykład poświęcenia i wierności. Wśród wstępujących do seminariów i młodych księży jest wielu idealistów. Trzeba im pomagać, aby swoich ideałów nie tracili, żeby lgnęli do Chrystusa. Z bólem nieraz obserwuję, jak ksiądz nie wie, co zrobić z wolnym czasem, którego dzisiaj ma mniej niż kiedyś. I mimo wszystko, kiedy wraca zmęczony ze szkoły, szuka towarzystwa, boi się samotności. A przecież tu nie chodzi o zwykłą samotność, tylko o trwanie przed Bogiem na modlitwie, rozważaniu Pisma Świętego czy innej poważnej lekturze.

Teraz, na emeryturze, coraz bardziej dostrzegam sens swojego kapłańskiego trwania przed Bogiem na modlitwie w pewnej zewnętrznej bezczynności. Zawsze pragnąłem mieć czas dla Pana Boga i być bliżej Niego, ale teraz widzę różne problemy w innej perspektywie. Wiem, że nie wszystko zależy tylko od nas.

 

Co robić, żeby ludzie wstępujący z ideałami do seminariów nie tracili ich w kapłaństwie?

Odpowiem przykładem. Jest wielu księży z naszej archidiecezji, którzy pracują czy studiują zagranicą, a w wakacje przyjeżdżają, aby tu pracować z grupami oazowymi i rodzinnymi czy pójść z pielgrzymką na Jasną Górę. Widać u nich potrzebę kontaktu ze środowiskiem wiary, w którym duchowo ciągle tkwią. Dla tego kontaktu poświęcają czas i pieniądze. Trzeba dbać o takie środowiska wiary, w których będziemy się wzajemnie w wierze umacniać.

 

Może, jak każdy ksiądz jest święcony dla konkretnej diecezji czy zakonu, tak powinien od początku być duchowo przypisany do konkretnej wspólnoty wiernych, niezależnie od tego, gdzie potem będzie pracował?

Każdy musi coś sobie wybrać z tego bukietu różnych duchowości, które są w Kościele. Czasy się zmieniły i rodzina nie zawsze jest dla człowieka zapleczem. Bez zakorzenienia we wspólnocie z Bogiem i z innymi wiernymi trudno wytrwać. Widzimy to po ludziach, którzy, choćby z Podkarpacia, wyjeżdżają do Warszawy i tam przestają chodzić do kościoła, jeśli ich wiara nie była pogłębiona. Przekonałem się o tym, gdy jako ksiądz studiowałem w Warszawie i pomagałem w parafii Opatrzności Bożej na Rakowcu. Były to lata 60. Kiedy pierwszy raz poszedłem tam z kolędą, wróciłem zdruzgotany, bo na trzydzieści rodzin przyjęły mnie tylko dwie. Zacząłem się wykręcać przed taką kolędą, ale proboszcz, ks. prałat Kołakowski, powiedział mi: „To są wasi ludzie, m.in. z łomżyńskiego”. Byłem bowiem księdzem diecezji łomżyńskiej. To mi pokazało, do czego prowadzi wyrwanie człowieka z jego środowiska wiary.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 2 lipca

Czwartek, XIII Tydzień zwykły
+ dzień powszedni
Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczone są ci twoje grzechy».
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Am 7,10-17; Ps 19,8-11; Mt 9,1-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter