16 lipca
wtorek
Mariki, Benity, Eustachego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Z doświadczeń amerykańskich

Ocena: 5
205

Amerykańskie doświadczenia w kwestii walki z pedofilią mogą być dla nas bardzo pouczające.

fot. Marcin Mazur / BP KEP

Doświadczenia te można streścić w jednym zdaniu: im szybciej i im dogłębniej, tym lepiej. Niestety, w USA praktyka była dokładnie odwrotna: przez lata ociągano się z jasnym i zdecydowanym postawieniem sprawy, skutkiem czego amerykański Kościół przeżył chińską torturę. To znaczy, że szczegóły „kapały” stopniowo, a tymczasem wyrosło całe pokolenie młodych Amerykanów, którym katolicyzm kojarzy się nade wszystko z pedofilią.

Niezwłoczne i dogłębne uporanie się z tym wyzwaniem jest zarówno słuszne, jak i leży w interesie Kościoła, ponieważ na dłuższą metę niczego ukryć się nie da. Na to wskazują amerykańskie doświadczenia – i nie można już nie brać ich pod uwagę.


Po pierwsze: zadośćuczynić

Ponad wszystko jednak należy bez zwłoki zadośćuczynić ofiarom za poniesione krzywdy. W USA było to zadanie stosunkowo proste, co nie znaczy bezbolesne. W Stanach Zjednoczonych panuje kult pieniądza i wypłacanie odszkodowań było postrzegane zarówno przez ofiary, jak i przez szeroką publiczność, za właściwe i wystarczające. W Polsce natomiast sprawa ta może być bardziej złożona.

Cały skandal ma korzenie w latach 50., ale na nagłówki gazet trafił w końcu lat 90., gdy prasa zaczęła ujawniać przypadki przenoszenia księży pedofilów z jednej parafii do drugiej. Ponieważ USA jest krajem o wielkich tradycjach merkantylnych, początkowo sprawę załatwiano, płacąc ofiarom słone odszkodowania. Pierwszy taki wielki przypadek miał miejsce w Dallas w stanie Teksas, gdzie w 1998 r. archidiecezja wypłaciła prawie 31 mln dolarów dwunastu ofiarom jednego księdza pedofila. Niemniej światowy rozgłos przyniosła dopiero sytuacja w archidiecezji bostońskiej. W kwietniu 2002 r. ważna lokalna gazeta „Boston Globe” wydrukowała serię artykułów opisujących zamiatanie pod dywan przez kard. Bernarda F. Lawa licznych spraw księży pedofilów. Rzecz nabrała takiego rozgłosu, że w grudniu tego samego roku kardynał podał się do dymisji, którą Jan Paweł II przyjął.

Wypada nadmienić, że gdyby nie błędne podejście do walki z przypadkami molestowania nieletnich, kard. Law zapewne przeszedłby do historii jako jedna z jaśniejszych postaci swej epoki. Był on jednym z inicjatorów opracowania Katechizmu Kościoła Katolickiego, przedsięwzięcia ze wszech miar pożytecznego, i wyznawał poglądy całkowicie zgodne z nauczaniem Kościoła, co w owych czasach w USA nie było normą.

Po dymisji kard. Lawa amerykańska hierarchia bardziej systematycznie zaczęła traktować sprawę pedofilii, co nie znaczy, że kryzys został od razu przełamany. Poszczególne diecezje mozolnie zmagały się z tym wyzwaniem, do czego niejednokrotnie przymuszały je pozwy sądowe. Ocenia się, że do tej pory wysokość odszkodowań wypłaconych przez wszystkie diecezje przekroczyła trzy miliardy dolarów. Skutkiem tych ogromnych obciążeń finansowych szereg diecezji ogłosiło bankructwo. Należy tu dodać, że w tych przypadkach bankructwo nie oznaczało likwidacji, tylko reorganizację – diecezja, jak każda inna instytucja podlegająca temu procesowi, spłaca tylko część należności, reszta jest umarzana. Niemniej taka procedura trwa miesiącami, jeśli nie latami, i skutkiem tego diecezja, wraz np. z podlegającymi jej szkołami, nie może normalnie funkcjonować.


O wiele za późno

W zeszłym roku miały miejsce zdarzenia, które – miejmy nadzieję – będą stanowić koniec tej ciernistej drogi. Otóż kard. Theodore McCarrick, któremu udowodniono molestowanie osób nieletnich i kleryków, został najpierw pozbawiony kapelusza kardynalskiego, a w lutym tego roku wydalony ze stanu duchownego. W latach 2001-2016 był on arcybiskupem Waszyngtonu, jednej z najważniejszych diecezji w USA.

Latem ubiegłego roku na emeryturę przeszedł także kard. Donald Wuerl, następca McCarricka w Waszyngtonie, a wcześniej arcybiskup Pittsburgha. Podobnie jak kard. Law, należał on do grona biskupów wiernych doktrynie. Po mianowaniu do Pittsburgha w 1988 r. energicznie zabrał się do usuwania księży podejrzanych o molestowanie nieletnich. Kłopot jednak w tym, że to, co było uważane za energiczne w latach 90., za takowe już nie uchodziło w roku 2018, gdy prokurator generalny stanu Pensylwania, w którym leży Pittsburgh, wydał raport na temat pedofilii w tamtejszym Kościele. W 2018 r. obowiązywała już zasada „zero tolerancji”, kard. Wuerl zaś nie spełnił tego kryterium w trakcie swej posługi w Pittsburghu.

Tu dochodzimy do dwóch istotnych wniosków. Po pierwsze, jeśli sam Kościół szybko i dogłębnie nie upora się z tym wyzwaniem, to do sprawy zabiorą się politycy, a oni mają na względzie jedynie własny interes. Z powodu licznych skandali rozciągniętych na lata i związanego z tym ogromnego uszczerbku na wizerunku Kościoła politykom bardzo opłaca się wykazywanie maksymalnie twardego stanowiska w kwestii przypadków molestowania nieletnich przez księży katolickich. I tak też stało się w Pensylwanii.

Druga obserwacja: prędzej czy później zasada „zero tolerancji” staje się jedynym kryterium, według którego jest oceniane postępowanie danego biskupa lub przełożonego zgromadzenia zakonnego. Ekonomiście nie przystoi osądzać, czy jest to podejście moralnie słuszne, czy nie, ale takiej postawy oczekuje opinia publiczna, jak zaś głosi stara dewiza: vox populi vox Dei. Zatem już dziś należy działać według tej zasady, nawet jeśli w Polsce takie podejście jeszcze nie jest powszechnie oczekiwane.

Wspomniane przypadki kardynałów McCarricka i Wuerla wykazują, że niewygodne fakty tak czy owak wychodzą na światło dzienne. W USA o zainteresowaniu McCarricka młodymi mężczyznami było słychać już przed jego nominacją do Waszyngtonu, ale przypadek molestowania przez niego osoby nieletniej wyszedł na jaw dopiero po 47 latach. W 2015 r. kard. Wuerl ukończył 75 lat, ale wówczas jego rezygnacja nie została przyjęta; stało się to dopiero po wybuchu afery z kard. McCarrickiem, ponieważ jako jego następca w Waszyngtonie przypuszczalnie wiedział o jego „wyczynach”, ale nie informował o tym Watykanu.


Po szczeblach skandali

W USA niejeden dziennikarz śledczy zrobił karierę dzięki artykułom tyczącym się skandali w Kościele – i nie można mieć wątpliwości, że podobnie będzie w Polsce. Nie jest to zresztą rzecz nowa ani ograniczająca się do Kościoła. Przed ponad 45 laty dwóch młodych dziennikarzy, Bob Woodward i Carl Bernstein, zdołało wygrzebać kompromitujące fakty na temat najpotężniejszego człowieka na ziemi, prezydenta Richarda Nixona, co w końcu doprowadziło do jego dymisji, którą poprzedził ciężki kryzys polityczny.

W USA, jak i w tej chwili w Polsce, cała uwaga mediów skupia się na przypadkach molestowania nieletnich przez księży katolickich, choć udział księży w tym haniebnym procederze jest nikły. A to może powodować nastawienie typu „dlaczego tylko my”, czyli: dlaczego przestępstwa przedstawicieli innych zawodów są pomijane?

Rozumowanie tego typu mija się jednak z celem, ponieważ ksiądz to nie jest zawód, ale powołanie. Co prawda w Polsce mówi się o powołaniu do zawodu nauczyciela czy lekarza, niemniej żaden zdrowy na umyśle nauczyciel ani lekarz nie rości sobie prawa do odpuszczania grzechów ani nie twierdzi, że w wyniku wypowiadanych przez niego słów chleb i wino zamieniają się w Ciało i Krew Zbawiciela. Ksiądz nie reprezentuje żadnego zawodu, ale jest przedstawicielem zupełnie wyjątkowego stanu, stanu duchownego. Stąd ocena jego postępowania nie może być porównywana do zachowania się przedstawicieli żadnego „zwykłego” zawodu. Stan duchowny reprezentuje doskonałego Boga, i od jego przedstawicieli oczekuje się dążenia do doskonałości na tyle, na ile to jest możliwe tu na ziemi. Z tego też powodu w USA argument ten nie był w ogóle podnoszony.

Ostatnie dwie dekady w życiu Kościoła w USA można przyrównać do czyśćca na ziemi, co w niemałym stopniu nastąpiło na skutek powolnego działania hierarchii. Katolicyzm poniósł wielkie straty wizerunkowe i wyniku tego biskupi nie byli – i nadal nie są – w stanie zabierać głosu w wielu palących sprawach publicznych. Dzisiaj próbuje się odzyskać wiarygodność w tak drastyczny sposób, jakim jest publikacja nazwisk wszystkich księży winnych molestowania nieletnich od początku lat 50. U zarania tego kryzysu cały problem można było rozwiązać dużo mniejszym kosztem.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 16 lipca

" Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie "

Dziś w Kościele: wtorek, XIV tydzień zwykły
+ wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Wj 2, 1-15a; Ps 69; Mt 11, 20-24
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Lato z SalveNet - na okres wakacji proponujemy formację duchową w przystępnej formie: codziennie jeden kilkuminutowy film z cyklów prezentowanych na portalu SalveNet.



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -