19 lipca
piątek
Wincentego, Wodzislawa, Marcina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W centrum Miłosierdzia

Ocena: 0
1061

– Kto uważnie spojrzy w oczy Jezusa Miłosiernego, dostrzeże Jego miłość i zatroskanie – mówi ks. Franciszek Ślusarczyk.

fot. Piotr Ładoś

Z ks. Franciszkiem Ślusarczykiem, rektorem Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach, rozmawia Irena Świerdzewska

Dzieją się w Łagiewnikach cuda?

Samo powstanie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia jest wielkim cudem Bożej dobroci, a zarazem otwartości ludzi na trafne rozpoznanie znaków czasu, jakie Bóg zechciał nam przekazać na przełomie tysiącleci. Wyraził to lapidarnie Jan Paweł II podczas konsekracji świątyni 17 sierpnia 2002 r.: Kto mógł przypuszczać – powiedział – że ten człowiek, który przychodził tu w drewniakach podczas okupacji, będzie kiedyś konsekrował w tym miejscu Bazylikę Bożego Miłosierdzia? Z Bożej dobroci to miejsce jest przestrzenią, w której dokonują się nieustannie cuda duchowej przemiany ludzkich umysłów i serc. Dlatego codziennie od rana do wieczora trwa dyżur w konfesjonale, bo są to jedyne „kratki”, zza których człowiek wychodzi naprawdę wolny. Dyskretnym znakiem działania Bożej łaski są niejednokrotnie łzy szczęścia w oczach penitenta pojednanego z Bogiem, a często i łzy zdumienia i wielkiej wdzięczności w oczach kapłana, poprzez którego Jezus pragnie objawiać nadal swą przebaczającą miłość.

Z ustanowienia papieża Franciszka jest Ksiądz misjonarzem miłosierdzia. Jak wygląda ta posługa w tak szczególnym miejscu?

W naszym sanktuarium jest nadal brama miłosierdzia, na której w języku polskim i angielskim umieszczone są uczynki miłosierdzia co do ciała i co do duszy. Ta brama uświadamia nam, że ten, kto od Boga doświadczył przebaczającej miłości, ma wciąż dorastać do tego, by stawać się apostołem i świadkiem tej tajemnicy względem bliźnich. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, bo wciąż nam zagraża postawa starszego brata z przypowieści o Ojcu bogatym w miłosierdzie – brata, który nie potrafi się cieszyć z nawrócenia i powrotu swojego młodszego brata. Szatan próbuje zarazić nasze serca groźnym wirusem pychy, zazdrości, pretensji, przekonania o własnej doskonałości. Wówczas zamiast radości pojawia się smutek, może nawet żal do Boga, że jest aż tak miłosierny względem grzeszników! Stąd posługa misjonarza miłosierdzia jest szansą dla tych, którzy powracają do Ojca nieraz po latach zagubienia – z ciężkim sercem i wielkim zawstydzeniem, ale i szkołą miłosierdzia dla tych, którzy zbyt łatwo się gorszą i chcieliby zaprowadzić Boży porządek natychmiast. Tymczasem Jezus przypomina przez św. Faustynę, że teraz jest czas miłosierdzia; kto jednak nie przejdzie teraz przez bramę miłosierdzia, będzie musiał po śmierci przejść przez bramę sprawiedliwości. Spotkanie z misjonarzem miłosierdzia jest dla wielu szansą uporządkowania życia w blasku Dobrej Nowiny; odzyskania pokoju serca, zwłaszcza dla tych, którzy sakrament Bożego Miłosierdzia traktowali zbyt powierzchownie lub z poczucia wstydu czy lęku zataili kiedyś jakiś grzech, który wciąż nie daje im spokoju.

Kim są pielgrzymi, skąd przybywają?

Zasięg przybywających pielgrzymów trafnie ukazuje tabernakulum w bazylice, które jest w kształcie kuli ziemskiej ze wszystkimi kontynentami. Bo każdy człowiek ma prawo do Bożego miłosierdzia. Tabernakulum okalają suche krzewy, które symbolizują ludzi zmagających się z przeciwnościami losu. Są one bez liści, bez życia, bo dopiero w serdecznym spotkaniu z żywym Bogiem człowiek odzyskuje nadzieję i życie, jeśli tylko zdobędzie się na pokorę i odwagę, aby przed Nim stanąć w duchu i prawdzie. Wśród przybywających zdecydowaną większość stanowią prawdziwi pielgrzymi żyjący wiarą i Bożymi przykazaniami na co dzień. Jest też część takich, którzy przybywają do Łagiewnik jako turyści, ze zwykłej ciekawości, a po spotkaniu z Jezusem wracają jako pielgrzymi, z odnowionym sercem i konkretnymi postanowieniami na przyszłość. Kto uważnie spojrzy w oczy Jezusa Miłosiernego, ten dostrzeże Jego miłość i zatroskanie, bo On spogląda przenikliwie w nasze oczy i serca, ale nie po to, aby nas potępić czy skompromitować, lecz by nam przywrócić utraconą godność, wlać w serce ufność i nadzieję.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 lipca



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -