22 sierpnia
czwartek
Cezarego, Tymoteusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

To nasz dom

Ocena: 0
263

Sami projektowali kościół i rozprowadzali cegiełki na budowę. Świątynię w Chylicach maleńka wspólnota wzniosła błyskawicznie, a tu już będzie srebrny jubileusz.

fot. Irena Świerdzewska/Idziemy

Kościół nosi wezwanie Ośmiu Błogosławieństw, a parafia za ma patronkę św. Urszulę Ledóchowską, bo miejsce do 1996 r. było własnością Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. – Zostałem powołany do tworzenia parafii, kiedy jeszcze nie było gruntu – wspomina ks. Ireneusz Pasiak, od ćwierć wieku tutejszy proboszcz. – Siostry zgodziły się wynająć parafii kaplicę, zamieszkałem w Domu Samotnej Matki w Chyliczkach, po dwóch latach diecezja przejęła teren i budowa ruszyła.

– Rozpoczęła się niestandardowo, nie od plebanii, ale od kościoła, choć widzieliśmy, w jak koszmarnych warunkach w stojącym na terenie parafii budynku zamieszkał ksiądz proboszcz. Wszystkie pozyskiwane pieniądze szły na budowę świątyni – wspomina Bożena Skrzyńska, parafianka. – Z wielkim żarem ruszyliśmy do tworzenia parafii. Mamy najtaniej w Polsce zbudowany kościół, ale nie byle jak – opowiada Wojciech Krysztoforski, konserwator architektury sakralnej, jeden z projektantów świątyni i parafianin.

Utworzyli komitet budowy kościoła. – Miał być tradycyjny i jednocześnie nowoczesny, do tego w okolicy szukaliśmy prototypu kościoła, który budowany byłby oszczędnie. Znaleźliśmy taki – w Żukowie koło Mińska Mazowieckiego. Wpadłem na pomysł miesięcznego opodatkowania się po 50 zł od osoby na rzecz budowy. Trzy panie chodziły raz w miesiącu i przeprowadzały zbiórkę. W pracę zaangażowali się parafi anie z fachem w ręku. Hydraulik położył ogrzewanie podłogowe. Pilnowaliśmy, aby ani jeden gwóźdź się nie zmarnował – opowiada Wojciech Krysztoforski.

 – Cała parafia żyła budową, była jak jedna wielka rodzina. Ksiądz proboszcz był jednym z nas. Rzucało się pomysły i wybierany był najlepszy – wspomina Bożena Skrzyńska.

Organizowali ogniska i festyny, mecze kawalerowie kontra żonaci i akcje „kup pan cegłę”. Już po czterech latach w nowym kościele sprawowane były Msze Święte.

– Wiedziałem, że trzeba budować szybko, kiedy zapał największy – wspomina ks. Pasiak, który do dziś się cieszy, że udało się wznieść świątynię bez sponsorów. – Mieliśmy możliwość wsparcia z pewnej fabryki, ale nie chciałem, byśmy potem byli zobowiązani do umieszczania świętych na camelu, z papierosem w ustach – komentuje słynący z poczucia humoru proboszcz. – Parafianie muszą się natrudzić, czasem odjąć sobie od ust, żeby to był ich kościół. Żyłem też ze świadomością, że nie jestem budowniczym, ale duszpasterzem. Bardziej niż na wymiarze materialnym, zależało mi na ludziach. Modliłem się, aby Bóg dał ducha świątyni. I czuję, że duch modlitwy tu panuje – podkreśla.

Parafia początkowo liczyła zaledwie 1750 osób. Dziś rozrosła się do 5 tys. i wciąż się rozbudowuje. W większości przybywa domów jednorodzinnych. Jest tu też pięć budynków socjalnych z około tysiącem osób, głównie starszych, które nie wypracowały emerytury czy nie były w stanie utrzymać mieszkania w Piasecznie. – Z kolei do nowej zabudowy jednorodzinnej sprowadzają się głównie ludzie młodzi. W naszej parafii było trzykrotnie więcej chrztów niż pogrzebów – opowiada ks. Pasiak.

Sposobem na parafię stały się wizyty duszpasterskie. – Zwykle kolęda trwała bardzo długo, bo starałem się w każdej rodzinie być około pół godziny. W swoim domu każdy czuje się swobodniej – mówi ks. Pasiak. – Pociągało nas, że proboszcz wiedział, co się dzieje u tych „maluczkich”. I kierował kogoś z pomocą – mówi Bożena Skrzyńska.

– Nasz proboszcz stara się być świadkiem wiary, jest otwarty, ale stawia wymagania. Widać jego troskę, by ludzie świadomie przyjmowali sakramenty. Chrzestni muszą być ludźmi wierzącymi. Także pogrzeb jest okazją do głoszenia Dobrej Nowiny – zauważa Piotr Gajda – a w parafii widać zaangażowanie świeckich w liturgię. Przed pięcioma laty ksiądz proboszcz zachęcił mnie, żebym został szafarzem nadzwyczajnym. Chodzę z Komunią Świętą do chorych, pomagam w rozdzielaniu jej na Mszy Świętej – dodaje. Drugim szafarzem nadzwyczajnym jest Sławomir Łapczyński.

Z błogosławieństwem proboszcza parafianie reaktywowali w 2000 r. jako gminny Klub Sportowy Laura Chylice, ze stadionem. Dla miłośników szachów jest KS Laura SzaChylice. – Jeździliśmy na mistrzostwa ministrantów w szachach, gdzie zdobyliśmy pierwsze miejsce. Mamy puchary dla najlepszej drużyny mistrzowskiej – wspomina ks. Pasiak.

Jak mówi, wyzwaniem dla niego samego i parafii stała się choroba, z którą zmaga się od kilku lat. – Mogłem liczyć na dowożenie na wizyty, chciano nawet organizować zbiórkę na leczenie – nie ukrywa wzruszenia proboszcz.

Jedność, która zrodziła się przy budowie kościoła i tworzeniu do parafii, trwa w Chylicach do dziś.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 sierpnia



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -