30 maja
czwartek
Ferdynanda, Karola, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Testament prymasa

Ocena: 5
651

Przed 75 laty, 22 października 1948 r., zmarł prymas Polski August Hlond. Już na jego pogrzebie powtarzano pogłoskę, że pomogli mu w tym komuniści. Zmarł przedwcześnie, a dla władzy ludowej stanowił poważne zagrożenie.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Na temat jednego z największych osiągnięć prymasa Hlonda – aktu oddania Polski Niepokalanemu Sercu Maryi – oficjalna prasa milczała. Nie wspomniano, że Częstochowa gościła naraz ponad milion pielgrzymów. Tylko media katolickie oddały sprawiedliwość wydarzeniu, którego skali komunistyczne władze mogły jedynie pozazdrościć. Akt nastąpił 8 września 1946 r., po wcześniejszym dokonaniu go na poziomie parafii i diecezji. Tak pisał wówczas tygodnik „Niedziela”: „Milion ludzi skupionych tłumnie, tłoczno i ciasno, jeden tuż przy drugim (…). Taki milion ma swoją własną wymowę i swój własny ciężar gatunkowy. Wartości tego miliona nie da się ani obliczyć, ani wymierzyć, ani nawet sobie uzmysłowić! I kto na własne oczy oglądał ów milion dusz nieśmiertelnych, ten nigdy tego zapomnieć nie może!”.

Z pewnością nie zapomniały komunistyczne władze, które na własne oczy zobaczyły, jaką siłą dysponuje polski katolicyzm. Nie zapomniał też młody biskup lubelski Stefan Wyszyński, który ujrzał wtedy – jeszcze o tym nie wiedząc – program na czas konfrontacji z komunizmem, kiedy to jemu przyszło pełnić godność prymasa.

 


BEZ USTĘPSTW

„Duchowa rozterka powojennego świata jest głęboka, gdyż dotyczy zasadniczych zagadnień życia – mówił kard. Hlond jesienią 1945 r., kiedy stabilizowała się władza Polskiej Partii Robotniczej. – Chodzi o to, czy przyszłość oprzeć na zasadach i wartościach chrześcijańskich, czy na światopoglądzie materialistycznym”. Był to okres, kiedy komuniści nie wydali jeszcze otwartej wojny Kościołowi, zamierzając najpierw rozprawić się z opozycyjnymi partiami politycznymi i podziemiem zbrojnym. Uderzenia w Kościół, przede wszystkim ograniczające społeczną działalność katolików, powtarzały się jednak przez całe trzy lata 1945–1948, kiedy kard. Hlond przewodził Kościołowi w rządzonym przez komunistów kraju. Prymas nie dążył do konfrontacji, ale stawiał sprawę jasno: „Trzeba strzec chrześcijańskiego znamienia tej ziemi. W niczym nie wolno robić ustępstw pogaństwu i w żadnym wypadku w walce z nim nie wolno dawać za wygraną”. Stanowcze odcięcie się od przemian w Polsce było krytykowane przez niektórych biskupów, ale kard. Hlond przekonywał, że mając oparcie w 90 proc. katolickiej ludności kraju, Kościół nie musi rezygnować ze swoich praw.

Taka postawa musiała spotkać się z przeciwdziałaniem komunistów. UB założyło sprawę o kryptonimie „Pasterz”, która miała doprowadzić do kompromitacji prymasa. W prasie powtarzały się artykuły mające zdyskredytować go w oczach Polaków. Okazja nadarzyła się latem 1946 r., kiedy wszystkie kościoły w Polsce przygotowywały się do parafialnego etapu oddania Polski Niepokalanemu Sercu Maryi. Czwartego lipca krajem wstrząsnęła wiadomość o pogromie kieleckim. Fałszywa pogłoska o porwaniu chłopca przez kieleckich Żydów doprowadziła do zamieszek, w wyniku których zginęło kilkadziesiąt osób. Prymas potępił mordy, ale zamiast na tym poprzestać – czego oczekiwała opinia publiczna w Polsce i na Zachodzie – zdecydował się zaprezentować w całości swój pogląd na sytuację Żydów w Polsce, biorący m.in. pod uwagę liczną reprezentację osób pochodzenia żydowskiego wśród komunistów. Do dziś jest przez to oskarżany o antysemityzm, a wówczas jego postawa stała się pretekstem do prasowej nagonki.

 


TRUCIZNA CZY CHOROBA

Istnieją przesłanki, że UB nie poprzestało na próbach kompromitacji prymasa, ale starało się doprowadzić do jego śmierci. Jesienią 1947 r. na drodze, którą jechał, rozsypano gwoździe i tłuczone szkło. Prymas uniknął wypadku, ponieważ ostrzegł go przypadkowy motocyklista. Incydent ten mógł wynikać z nadgorliwości funkcjonariuszy i spotkał się z dezaprobatą zwierzchników. Rok później w samochodzie kard. Hlonda odpadło w czasie jazdy koło, co też odbierano jako efekt działań UB.

Wieczorem 13 października 1948 r. prymas kazał wezwać lekarzy z powodu ostrego bólu brzucha. W ciągu doby przeprowadzono operację, ale stan jego zdrowia jeszcze się pogorszył. Kolejna operacja i inne wysiłki najlepszych lekarzy w Warszawie na nic się nie zdały. Prymas zmarł w warszawskim szpitalu elżbietanek 22 października. Wśród ostatnich jego słów, skrzętnie notowanych przez świadków, zapamiętane zostało pytanie do lekarzy: „Panowie, co powiecie po mojej śmierci, na co ja umarłem?”. Często interpretuje się je jako sugestię, że przyczyny choroby nie były naturalne. Czy rzeczywiście prymas to miał na myśli? Miał 67 lat, więc śmierć przyszła przedwcześnie, jednak ani wiek, ani przebieg choroby nie świadczą o tym, że przyczyną było otrucie.

Pogłoska o zabójstwie prymasa na zlecenie władz rozeszła się i trwa do dziś. Wicepostulator beatyfikacji kard. Hlonda, ks. Bogusław Kozioł, złożył w 2018 r. wniosek do IPN o wszczęcie śledztwa w sprawie jego śmierci. Opierał się m.in. na wspomnieniach ks. Józefa Zator-Przytockiego, który podczas przesłuchania usłyszał od śledczego słowa: „Myśmy pomogli zdechnąć Hlondowi”. Śledztwo IPN miało albo potwierdzić wersję o zabójstwie, albo uciąć spekulacje na ten temat. Wydaje się jednak, że dostępne źródła nie pozwalają na ostateczny werdykt w sprawie.

 


NASTĘPCY

W dniu śmierci kard. Hlonda 47-letni wówczas bp Stefan Wyszyński zanotował: „Wiadomość obezwładnia kroki. (…) Tak często radowałem się myślą, że w niezwykle trudnej sytuacji Kościoła w Polsce błogosławieństwem jego jest Sternik (…). Człowiek czuł się dziwnie spokojny w pobliżu Prymasa Hlonda. A teraz coś się zawaliło. Runął mur oporowy. Kto teraz będzie antemurale? Po cóż to pytanie! Kardynał Hlond nie żyje!”. Wyszyński nie wiedział, że Hlond przed śmiercią wyznaczył go na swojego następcę w roli antemurale – przedmurza chroniącego Polaków przed komunizmem.

Kiedy niedługo później rozpoczął urzędowanie jako nowy prymas, jedno zdanie kard. Hlonda stało się dla niego zobowiązaniem. „Nie traćcie nadziei – mówił umierający prymas po łacinie do zgromadzonych wokół jego łóżka księży. – Lecz zwycięstwo, jeśli przyjdzie – będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. Stefan Wyszyński pisał później: „To były niemal ostatnie słowa kard. Augusta Hlonda. Nigdy ich nie traciłem z mej świadomości”, a także: „Wydało mi się, że mam wszystko uczynić, co w ludzkiej mocy leży, aby to widzenie prorocze umierającego Prymasa się urzeczywistniło”. Słowa o zwycięstwie przez Maryję Wyszyński powtarzał tak często, że w 2000 r. Jan Paweł II wspomniał to w swoim testamencie jako dowód na pełne zawierzenie się Matce Bożej przez Prymasa Tysiąclecia.

Program prymasowski Stefana Wyszyńskiego był zbudowany na założeniach wypracowanych przez Augusta Hlonda. Ten pierwszy nie tylko oparł swoje wysiłki na wierze w ostateczne zwycięstwo Maryi, ale także kontynuował zasadniczą linię poprzednika wobec komunizmu. Pamiętał z pewnością widok miliona ludzi na Jasnej Górze powierzających się w 1946 r. Maryi. Sam później dwukrotnie zebrał podobne tłumy pod częstochowskim sanktuarium – w 1956 r. na Jasnogórskich Ślubach Narodu i w 1966 r., w czasie obchodów milenium chrztu Polski, na akcie oddania się Polaków w macierzyńską niewolę Maryi. Zdawał sobie sprawę z tego, że katolicyzm, żeby przeciwstawić się złu, musi poruszać nie tylko pojedyncze serca, ale całe społeczeństwa.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest historykiem, pracownikiem Centrum Myśli Jana Pawła II

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 30 maja

Czwartek, VIII Tydzień wielkanocny
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 14, 12-16. 22-26
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter