3 lipca
piątek
Jacka, Anatola, Tomasza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Św. Józef z Kupertynu - "latający zakonnik"

Ocena: 4.96667
1297

Pius XII nazywał go „Świętym od lotów mistycznych". Całe życie św. Józefa z Kupertynu było przeniknięte Bogiem. Podczas modlitwy, Mszy św. czy rozważania tajemnic Bożych nagle unosił się w górę i zastygał nieruchomo w powietrzu, będąc w tym czasie świadkiem „tych dóbr, których się spodziewamy (…) rzeczywistości, których nie widzimy.”( Hbr 11,1). Podobnie jak św. Ojciec Pio posiadał dar czytania w ludzkich duszach, doświadczał bilokacji, odwiedzały go Anioły i Święci, prorokował i znał przyszłość.

mal Ludovico Mazzanti /Wikimedia Commons/domena publiczna

W książce „Św. Józef z Kupertynu, Święty lotów” Alfio Giaccaglia tak opisuje świętego zakonnika:

Wielkość jego życia zasadza się na prostocie codziennego zachowania, na całkowitym zapomnieniu o sobie, przepełniającym go miłosierdziu względem innych (…) Bóg był jego życiem – każde westchnienie było tłumionym wołaniem miłości, każde słowo – pieśnią miłości, każda chwila dnia i nocy – niekończącą się miłosną rozmową z Bogiem. Był jeszcze mieszkańcem ziemi, ale już oddychał atmosferą raju.

Swoją obecnością św. Józef przywracał siły zniechęconym. „Słów używał jedynie po to, by się modlić lub pomóc bliźniemu”. Ludzie, którzy go słuchali, odnosili wrażenie, jakby mówił słowa, które przekazał mu sam Bóg. Był pokorny, cichy, zawsze podkreślał, że ubóstwo jest jego największym skarbem.

Paweł VI mówił, iż jest to „Święty, który będąc prosty z natury i umysłu, został ubogacony tak wspaniałymi darami, iż za jego sprawą wzrok kieruje się ku porządkowi nadprzyrodzonemu, pozwalając niemal dotknąć go ręką”.

Św. Józef Maria Desa urodził się 17 czerwca 1603 roku w Kupertynie w ubogiej, włoskiej rodzinie. W wieku 7 lat zapadł na ciężką chorobę, z której został cudownie uzdrowiony za pośrednictwem Matki Bożej.

Od dzieciństwa kochał Boga i Najświętszą Maryję Pannę. Wiele czasu spędzał na modlitwie i kontemplacji. Często wpadał w stan wzruszenia i zachwytu nad Stwórcą.

Pragnął zostać zakonnikiem. Kiedy miał 17 lat, zapukał do furty klasztornej franciszkanów. Gdy tam go nie przyjęli, udał się do  kapucynów. Wielka była radość Józefa, kiedy drzwi klasztoru braci św. Franciszka zostały przed nim otwarte. Jednak już po 8 miesiącach musiał opuścić zakon, ponieważ uznano, że nie nadaje się do wykonywania żadnych zajęć praktycznych. Był zbyt „oderwany” od życia, żeby mógł zostać kapucynem.

W 1625 roku Józef po raz drugi zgłosił się do franciszkanów, tym razem w klasztorze w Grotelli. Ku jego wielkiej radości został przyjęty. Przydzielono go do pracy w stajni. Z czasem stawał się bardziej zaradny. Przełożeni, widząc dokonujące się w nim zmiany, powierzali mu bardziej odpowiedzialne obowiązki.

Ze wszystkich sił starał się jak najlepiej wykonywać swoje zadania. Do końca życia wielką wagę przywiązywał do posłuszeństwa przełożonym. Był gorliwy, rozmodlony, surowo pościł i pracował nad sobą. Jego formacją duchową było czytanie Biblii, kazań i żywotów świętych.

W pewnym momencie św. Józefem zainteresowało się Święte Oficjum, które postanowiło zbadać jego przypadek. Przysporzyło to zakonnikowi wielu cierpień, ale w rezultacie orzeczono, że źródło jego zachowania jest nadprzyrodzone i pochodzi od Boga.

Papież Urban VIII, chcąc poznać niezwykłego kapłana osobiście, zaprosił go do siebie. Kiedy Józef przyszedł na spotkanie z Ojcem Świętym, w pewnym momencie zobaczył w jego osobie samego Chrystusa  i w zachwycie – „swoim zwyczajem” – uniósł się nad ziemię przed zaskoczonym papieżem, adorując Jezusa. Papież potwierdził lewitacje Józefa jako szczególny dar Boży. Później oświadczył generałowi zakonu, że „gdyby Józef umarł za jego pontyfikatu, on sam zgłosiłby to wydarzenie do akt procesu kanonizacyjnego”.

Nauka sprawiała mu ogromne problemy, cudem zdawał egzaminy. W  1628 po wielu trudach i zmaganiach intelektualnych, ale co najważniejsze z błogosławieństwem Bożym przyjął święcenia kapłańskie.

Święty Józef często doświadczał stanu zachwycenia Bogiem, co sprawiało, że natychmiast lewitował. Z tego stanu mogło go wyprowadzić jedynie polecenie przełożonego. Zdarzało się, że modląc się z zakonnikami w kaplicy klasztornej, nagle unosił się i zastygał nieruchomo w powietrzu. Msza św., którą odprawiał trwała zazwyczaj około dwóch godzin albo i dłużej. Ku zaskoczeniu wszystkich, wzbijał się w górę (o kilka centymetrów albo kilka metrów nad ziemią), wydając okrzyki pełne zachwytu i radości. Kiedy „powracał”, podejmował czytanie w miejscu, w którym przerwał, i kontynuował Najświętszą Ofiarę, jak gdyby nic się nie stało. Po skończeniu szybko udawał się do swojej celki, by tam w zachwyceniu, na kolanach, trwać przy Bogu.
Józef doświadczał mistycznych ekstaz już na sam dźwięk dzwonów kościelnych czy widok obrazów świętych lub krzyża, a także wspomnienie męki czy imienia Jezusa i Matki Bożej.

Zapytany kiedyś, dlaczego w momencie niespodziewanego uniesienia wydaje z siebie krzyk, odpowiedział: „Serce człowieka w ekstazie przypomina strzelbę w akcji – proch zapala się i z lufy pada strzał. Gdyby żar Bożej miłości nie ulotnił się przez usta, serce rozerwałoby się na kawałki”.

Zakonnik, podobnie jak św. Pio, był atakowany przez szatana bezpośrednio, a także poprzez pokusy zmysłowe, które rzadko zaskakują świętych. Józef posiadał szczególne przeczucie niebezpieczeństwa i zmysł wykrywania grzechu. „Istnieją jednak pokusy diabelskie, które osobom niedoświadczonym mogą się wydać natchnieniem Bożym i jedynie pokorni potrafią rozpoznać je i przezwyciężyć".

Widział  Aniołów i Świętych, przebywał w ich towarzystwie. Siostra Cecilia de’Nobili, która zmarła w opinii świętości, podczas swoich kontemplacji widziała duszę Józefa razem z Jezusem, a także ze świętymi na szczycie góry, która była symbolem doskonałości. Wyznała również, że Anioł Stróż Józefa zajmował pierwszorzędne miejsce w chórze Aniołów.

Do świętego z Kupertynu przybywali ludzie, którzy chcieli zobaczyć „latającego zakonnika”. Wielu z nich pragnęło, aby został ich duchowym przewodnikiem. Niestety, to zainteresowanie doprowadziło do dezorganizacji życia w klasztorze i burzyło porządek w czasie Mszy św. Dlatego zakazano Józefowi publicznego sprawowania Eucharystii.

Święty zakonnik musiał opuścić klasztor w Grotelli i udać się do Asyżu, gdzie przebywał 14 lat. Później z nakazu Świętego Oficjum przebywał cztery lata w ukryciu w klasztorach kapucyńskich. Było to bardzo trudne doświadczenie dla Józefa.

W 1648 roku w okolicy klasztoru, w którym przebywał Józef, zapanowała straszliwa bieda. Kustosz chciał zrezygnować ze swojej funkcji i odejść, żeby nie patrzeć jak bracia umierają z głodu, ale święty zakonnik powstrzymał go, mówiąc: „Zaufaj Bogu, On się o wszystko zatroszczy!” – i zachęcił do wspólnej modlitwy – Litanii do Matki Bożej. Nie trzeba było długo czekać na interwencję z wysoka. Wkrótce na podwórze zajechał wóz ze zbożem, które przysłał braciom kardynał Rapaccioli. Wtedy Józef powiedział do kustosza: „A nie mówiłem, że Bóg się zatroszczy? Nie wiesz, że święty Franciszek powiedział, iż dopóki na świecie znajdzie się jeden chleb, połowa będzie dla jego braci?”

Po jakimś czasie przeniesiono Józefa do klasztoru franciszkańskiego w Osimo, gdzie przebywał do śmierci, tj.  18 września 1663 roku. 90 lat później, w 1753 roku papież Benedykt XI beatyfikował go, a w 1767 Klemens XIII kanonizował.
19 września przypada wspomnienie liturgiczne św. Józefa z Kupertynu, który jest patronem lotników, astronautów, podróżujących drogą powietrzną, pilotów wojsk NATO. Proszą go również o wstawiennictwo studenci zdający egzaminy, a w szczególności ci, którzy mają problemy z nauką.

Ciekawostką z życia św. Józefa jest spotkanie z królem Polski, Janem Kazimierzem.  Było to w Rzymie, kiedy Kazimierz przebywał w domu nowicjackim. Pragnął zostać jezuitą, jednak przed podjęciem ostatecznej decyzji chciał zasięgnąć rady mądrego kierownika duchowego. Józef poradził mu, by zaczekał, gdyż Pan wkrótce objawi swoją wolę. I tak się stało. Do Rzymu przybyli ambasadorzy wysłani przez jego brata Władysława z misją, by uprosić papieża, aby ten nie dopuścił do święceń kapłańskich królewicza, który miał objąć po swym bracie tron Polski.

Z relacji ojca Ottavio Lulli wiemy, że św. Józef „był czczony i szanowany nie tylko przez ojców swojego zakonu, lecz również przez książąt i władców, szczególnie zaś przez wielu kardynałów, a także przez króla Polski Jana Kazimierza, przez książąt polskich Radziwiłła, Zamoyskiego i Aleksandra Lubomirskiego z żoną”.

Myśli św. Józefa z Kupertynu:

„Nie jest szczęśliwy ten, którego inni uznają za takiego, lecz ten, który nosi w swoim sercu prawdziwe szczęście; a nie ma innego szczęścia, jak posiadanie Boga w sercu”.

„Dopóki żyjemy, powinniśmy postępować niczym strudzony wędrowiec, który nie zatrzymuje się ani nie zabawia ze spotkanymi przygodnie po drodze, lecz tylko przygląda się im wszystkim i idzie dalej. Podobnie i my – powinniśmy przezornie ogarnąć spojrzeniem wszystko i wyciągnąć kroku, zdążając ku niebu.”

Największe pragnienie św. Józefa: „Żeby Bóg zawładnął całym moim sercem!”

Źródło:
„Św. Józef z Kupertynu, Święty lotów” Alfio Giaccaglia. Wydawnictwo Ojców Franciszkanów. Niepokalanów 1995. Wydanie I.
www.franciszkanie.pl

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 3 lipca

Piątek, XIII Tydzień zwykły
+ Święto św. Tomasza, apostoła
Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś;
błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 2,19-22; Ps 117,1-2; J 20,24-29
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter