25 listopada
sobota
Erazma, Katarzyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Śpiewać każdy może?

Ocena: 4.875
2499

Kościół docenia każdą muzykę religijną, ale też każdej wyznacza właściwe jej miejsce. Czy na pewno rozumieją to zarówno wierni, jak i duszpasterze?

fot. ks. Henryk Zieliński / Idziemy

Co zrobić, kiedy uczestnictwo we Mszy Świętej lub w liturgii sakramentu małżeństwa czy chrztu ludzie zaczynają traktować jak wizytę w punkcie usługowym? Kiedy jest to jedynie kolejny „event”, na który przychodzą jako „konsumenci”? Po wybraniu ulubionego „lokalu” – kościoła, w którym wezmą ślub czy podadzą dziecko do chrztu – wybiorą sobie „potrawy”, czyli swoje ulubione piosenki, które mają im umilić uroczystość. A kiedy trafią na organistę czy księdza tłumaczącego, że tak się nie da, ich oburzenie na Kościół nie ma końca. Co wtedy?

Trzeba wracać do źródeł – uznali polscy biskupi, przyjmując 14 października długo oczekiwaną nową instrukcję o muzyce kościelnej. Jej celem jest „przywrócenie poziomu wykonywanej w kościele muzyki, a także nadanie należnej godności i powagi świętym obrzędom sprawowanym na chwałę Bożą i uświęcenie wiernych”. A w praktyce – uporządkowanie muzycznego wirydarza: przypomnienie o zasadach dotyczących muzyki religijnej, głównie liturgicznej, o których już zapomnieliśmy, źle je interpretujemy bądź przestaliśmy się z nimi liczyć.

 

Powrót do źródeł

Instrukcja – mimo niewielkiej objętości – jest zaskakująco kompletna i konkretna. W 12 krótkich rozdziałach porządkuje takie dziedziny, jak m.in. muzyka w liturgii Mszy Świętej, muzyka i repertuar w roku liturgicznym, śpiew liturgii godzin, muzyka w liturgii sakramentów, sakramentaliów oraz w nabożeństwach. Podjęte zostały także tematy rzadziej poruszane: muzyka w liturgii transmitowanej przez media, muzyka instrumentalna podczas liturgii, koncerty muzyczne w świątyniach, kwestie śpiewników oraz edukacji i formacji muzycznej czy rola i zadania diecezjalnych komisji muzyki kościelnej.

Zadecydowana większość zagadnień w instrukcji to powtórzenie zasad już znanych. To m.in. wskazanie, że teksty do śpiewów kościelnych należy czerpać z Pisma Świętego, że zwrotkę psalmu wykonuje się jednogłosowo, aklamacja „Święty” powinna być śpiewana przez cały lud wspólnie, „Ojcze nasz” – wyłącznie na melodie zamieszczone w Mszale, a śpiew na Komunię Świętą rozpoczyna się już wówczas, kiedy kapłan przyjmuje Ciało Chrystusa.

Są też omówione w instrukcji problemy nowe, z jakimi musi się mierzyć dzisiejszy Kościół: przepisy związane z transmitowaniem w mediach Mszy Świętej czy zjawisko tzw. elektronicznych organistów.

– To ostanie, to nieporozumienie takie samo, jak pomysł spowiedzi przez internet. W liturgii posługujemy się kielichem pozłacanym, a nie byle jakim, w prezbiterium umieszczamy prawdziwe, a nie sztuczne kwiaty, a na ołtarzu kładziemy haftowany obrus, nie kawałek prześcieradła. To wszystko dlatego, że chcemy Bogu ofiarować to, co najszlachetniejsze. I tak samo jest z muzyką podczas Mszy Świętej – wyjaśnia uczestniczący w pracach nad instrukcją ks. prof. Andrzej Filaber, konsultor podkomisji muzyki kościelnej przy Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP oraz m.in. dyrektor funkcjonującego już od ponad 50 lat Instytutu Szkolenia Organistów w Warszawie.

Instrukcja jasno i prosto przypomina podział muzyki na: religijną – każdą odnoszącą się do tematyki Pana Boga, kościelną – związaną z życiem Kościoła, sakralną – z przeznaczeniem na liturgię – oraz liturgiczną, która tworzy wraz z przepisami kościelnymi święte obrzędy. Już choćby z tego podziału widać, że Kościół żadnej muzyki nie wyklucza. Każda jednak ma wyznaczone jej miejsce. Piosenki kościelne doskonale pasują na pielgrzymkę, spontaniczne pieśni uwielbienia – na spotkania modlitewne, popisy chóru – na koncert przed albo po Mszy Świętej, a na Mszę Świętą – pieśni liturgiczne, najczęściej do wspólnego śpiewania, zaaprobowane przez diecezjalne komisje muzyki kościelnej. I nie powinno się tego ze sobą zamieniać.

Muzyka liturgiczna nie jest oprawą liturgii,
ale jej integralną częścią

Innym jeszcze, fundamentalnym, przypomnieniem jest to, że muzyka liturgiczna nie jest oprawą liturgii, ale jej integralną częścią, której liturgia się domaga. I wynosi tę muzykę na poziom nośnika treści transcendentnych, przemawia nią o Bogu. Nie może więc to być muzyka i pieśń byle jaka.

– Na bezrefleksyjne niekiedy wprowadzanie do liturgii muzyki nieliturgicznej wpływa z pewnością to, że gdzieś zanika nam poczucie sacrum. To się przejawia i w tym, jak się ubieramy, idąc do kościoła, i w architekturze współczesnych świątyń, odwołującej się do bliżej niezdefiniowanego modernizmu, i właśnie w muzyce – mówi Tomasz Kalisz, wieloletni organista w parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie oraz wykładowca w Instytucie Szkolenia Organistów przy PWT w Warszawie. – Zapominamy o tym, że akt konsekracji wyłącza świątynię ze świata laickiego, zewnętrznego, że przestrzeń konsekrowana wymaga innego podejścia choćby do padających tam słów czy wybrzmiewającej muzyki. Wchodząc do kościoła, na liturgię, uczestniczymy w czymś przekraczającym nasze ziemskie wyobrażenia.

 

Odnaleźć sacrum

– Jeśli nie zrozumiemy, czym jest sacrum, trudno będzie także zrozumieć, że nie jesteśmy kreatorami liturgii, ale ona jest nam dana przez Kościół, a my – celebransi, organiści, członkowie scholi, psalmiści, kantorzy itd. – wpisujemy się w nią zgodnie ze swoimi możliwościami i powołaniem. Jeśli tego nie rozumiemy, traktujemy liturgię jak każdą inną modlitwę. Stąd przychodzi przekonanie, że mamy prawo tę liturgię kreować tak, jak nam serce dyktuje. Wyobraźmy jednak sobie, że natchniony celebrans zaczyna śpiewać prefację na ułożoną przez siebie „z serca” melodię. Podobnie jest, kiedy chcemy – pełni dobrych intencji – sami decydować, jaka muzyka ma wypełniać liturgię. A już największym zagrożeniem dla dobra kultu w Kościele jest traktowanie muzyki liturgicznej jako okazji do autoprezentacji i objawienia światu swoich zdolności kompozytorskich. Na taką twórczość, co wyraźnie mówi instrukcja, jest także w Kościele miejsce, ale poza liturgią – przypomina ks. prof. Filaber.

 

Ślub ma być fajny

Największym utrapieniem organistów są jednak osoby przychodzące uzgadniać z nimi muzykę na śluby. Można odnieść wrażenie, że narzeczeni wynajmują kościół na godzinę, by przez ten czas działy się w nim różne rzeczy według ich scenariusza, z uwzględnieniem jedynie pewnego pola działania dla księdza – by zachować formułę zawarcia sakramentu. Ich filozofia podejścia do własnego ślubu to nie wpisanie się w modlitwę Kościoła, by stać się podmiotem, na który spływa łaska sakramentu, ale żeby było tak, jak sobie sami zaplanowali.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Współtworzył w Lyonie kwartalnik „Chemin Neuf” (potem „FOI”). W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły