11 grudnia
poniedziałek
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rycerze od wieku

Ocena: 5
1369

Sto lat temu, 16 października 1917 roku, Maksymilian Kolbe, wspólnie z sześcioma braćmi, określił program nowo powołanego stowarzyszenia Rycerstwo Niepokalanej

Klerycy franciszkańscy w Rzymie. Maksymilian Kolbe drugi z prawej w drugim rzędzie, fot. arch. Niepokalanowa

Kilka miesięcy wcześniej, w sobotę 17 lutego 1917 r., Maksymilian był w Rzymie świadkiem szokujących wydarzeń. Tego roku przypadała 200. rocznica założenia w Londynie pierwszej Wielkiej Loży Masońskiej, śmiertelnego wroga Stolicy Piotrowej, a także 400. rocznica reformacji. Rektor Kolegium Franciszkańskiego w Rzymie o. Stefano Ignudi wyjaśniał studentom, wśród których był również Maksymilian Kolbe, historię wrogości pomiędzy Kościołem katolickim i masonami, gdy na plac św. Piotra wkraczały demonstracje członków Rzymskiej Loży Masońskiej, którzy szkalowali papieża Benedykta XV i szydzili z Kościoła. Rektor powiedział klerykom, że członkowie włoskiej masonerii są ideologicznie liberalni. Szczycą się, że są spadkobiercami oświecenia. To oni właśnie i ludzie im podobni – kontynuował – doprowadzili do rozpadu Państwa Kościelnego i cieszyli się, że papież stał się więźniem Watykanu. To ich bracia-masoni i tzw. liberałowie w Austrii, Niemczech i Francji popierali antykościelne ustawodawstwo w tych państwach i wojnę mającą na celu zniszczenie świadków Kościoła katolickiego w Europie. Rektor mówił, że teraz będzie studentom łatwiej zrozumieć, dlaczego kolejni papieże potępiali masonerię.

 

Trudna sytuacja

„To wcale nie jest przypadek – dopowiedział jeszcze o. Ignudi – że masoni z Rzymu wybrali sobie właśnie ten dzień na demonstrację. Dziś sobota, 17 lutego, a 17 lutego 1600 r. Giordano Bruno, kapłan, który stał się heretykiem, został tu w Rzymie spalony na stosie. I tak demonstrują tego dnia przeciw Kościołowi i dla uczczenia Giordana Bruna każdego roku. Masoni chcą też podkreślić – wyjaśniał – że 17 lutego łączy się z zakonnikiem Marcinem Lutrem, który zerwał jedność z Kościołem dokładnie cztery wieku temu, w 1517 r. Zatem 17 lutego oznacza wigilię śmierci Lutra, która nastąpiła 18 lutego 1546 r.”

Młodzi franciszkanie wyszli na plac św. Piotra. „Maks! Patrz tam! – br. Józef Pal, kolega kursowy, wskazał na grupę tłoczących się ludzi – Wznieśli czarny sztandar przed oknem papieskim! Zobacz, jakie bluźnierstwa powypisywali! Jest czarny sztandar giordano-brunowców z wizerunkiem św. Michała Archanioła pod nogami Lucyfera! Wrogowie Boga i Jego Kościoła chcą przeinaczyć biblijne wersety (Ap 12,7-9) i zaprzeczyć zwycięstwu Michała Archanioła!” „O, a tam jeszcze jedna flaga, patrzcie! – zakrzyknął br. Girolamo Biasi, wskazując czerwone litery falujące na wzniesionej przez demonstrantów tkaninie: »Papież i jego gwardia na służbie piekła«”.

Do uszu braci dochodziły wulgarne okrzyki, niczym demoniczne proroctwa:

Diabeł będzie rządził na Watykanie.
Papież będzie mu za szwajcara.
Ten, co pogardził służbą w Niebiesiech
I wolał raczej czeluście piekieł,
Swym królestwem pochłonie ciebie –
Któraś mu jest śmiertelnym wrogiem –
Stolico Piotrowa.

Niezdolni dłużej wysłuchiwać tych bluźnierstw, klerycy powrócili do kolegium. Maksymilian nie przestał jednak rozmyślać o tym, czego był świadkiem. Po chwili poszedł do pokoju o. Ignudiego z odważną propozycją: „Ojcze, proszę o pozwolenie na udanie się do Wielkiego Mistrza Masonów. Pragnę go nawrócić. Widzę, w jak śmiertelnym niebezpieczeństwie jest jego dusza! To, co dzisiaj widziałem i słyszałem... Chcę go ostrzec i pozyskać dla naszej wiary”.

Ojciec Ignudi ze zdumieniem słuchał słów młodego zakonnika. Nie udzielił mu jednak pozwolenia, ale podał przykład, jak trzeba działać. „W poprzednim miesiącu głosiłem wam homilię o nawróceniu Alfonsa Ratisbonne’a. Tak długo, jak słowo Boże pozostawało dla niego przedmiotem, z którego beztrosko drwił i które z zadowoleniem zwalczał, tak długo nie mógł być podatną glebą, która wyda owoc. Ratisbonne został przekonany bynajmniej nie za pomocą intelektualnych argumentów podanych mu przez przyjaciela na poparcie wiary, ale mocą Ducha Świętego i działaniem łaski danej przez Niepokalaną za pośrednictwem Cudownego Medalika. Tak więc, br. Maksymilianie, możesz modlić się za Wielkiego Mistrza i członków jego loży, ale nie możesz tam pójść.”

Krótko po tym, jak ucichła lutowa wrzawa masońskich demonstracji przeciw papieżowi, 23-letni Maksymilian zastanawiał się: „Czy to rozsądne pozostawać jedynie potulnymi, ufnymi w modlitwie... bez podejmowania żadnych dzieł, podczas gdy wrogowie dążą do panowania nad nami? Czyż wierni nie posiadają skuteczniejszej, niż wrogowie, broni, by walczyć dla Boga i Najświętszej Dziewicy? Zwycięska Niepokalana, co wszystkie herezje sama starła, nie zadrży ani się nie cofnie przed nieprzyjacielem. Żeby tylko sługi wierne znalazła, posłuszne jej rozkazom, a posypią się zewsząd zwycięstwa, o jakich się nawet nie śniło”.

Maksymilian, jeszcze kleryk, zaczął odtąd głęboko zastanawiać się nad naturą przyszłej misji.

 

Rozdarta Europa

Tymczasem sytuacja międzynarodowa stawała się coraz bardziej napięta. Na zachodzie wojska niemieckie nie były już w stanie przeprowadzić jakiejś większej ofensywy, na wschodzie sytuacja państw centralnych przedstawiała się bardziej korzystnie. Po rewolucji lutowej w Rosji został obalony carat. Mimo że nowy rząd nie wycofywał się z wojny, to jednak Rosja przestała być groźnym przeciwnikiem. Niemieckie okręty podwodne zatapiały nie tylko wojenne okręty brytyjskie, ale także statki pasażerskie, doprowadzając do śmierci wielu amerykańskich obywateli. Niemcy prowadziły ponadto negocjacje z Meksykiem na temat przystąpienia do wojny przeciwko USA. Przechwycona przez Amerykanów depesza ambasadora Zimmermana, mówiąca o tych planach, spowodowała przystąpienie USA do wojny po stronie państw ententy. Rok 1917 był istotnie rokiem wielkiej utopii. Wielu wydawało się, że coś się kończy i coś zaczyna.

Wszystko to miało ważny wpływ na młodego Maksymiliana, który żył w wielkim wewnętrznym napięciu. Myślał o ojczyźnie, Europie, Kościele... Chociaż chory i osłabiony, zastanawiał się, co winien robić, jak starać się o dobro, jak bronić człowieka przed grzechem, jak zwalczać zło... Mimo młodego wieku nakreślał wielkie – ktoś mógłby nawet powiedzieć, że za wielkie – plany na przyszłość. Wiedział już, że przeciw atakom modernistów i liberałów powinien wykorzystywać te same zdobycze techniki, którymi oni zatruwali ludzkie dusze; on jednak powinien wykorzystywać je do rozdawania chleba życia. Z wielkim entuzjazmem czytał „Dziennik duchowy” Gemmy Galgani (1878-1903), rozmyślał o wizjach Katarzyny Labouré z 1830 r. i Bernadetty Soubirous z 1858 r., zastanawiając się, co i jak czynić dla promocji dobra. Zapewne nic jeszcze nie wiedział o objawieniach w Fatimie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Bonawentury w Rzymie i Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły