24 października
środa
Rafala, Marcina, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Powrót kapucynów

Ocena: 0
1615

Kapucyni w tym roku świętują stulecie powrotu do Warszawy. „Cierpienie, poświęcenie, świętość” – tak mówią o tamtym czasie.

fot. archiwum oo. kapucynów

Z Warszawy zostali wyrzuceni przez władze carskie za udział w powstaniu styczniowym i pomoc powstańcom. W nocy z 27 na 28 listopada 1864 r. skasowano klasztor przy ul. Miodowej. Wywieziono wiele cennych przedmiotów i książek. Udało się przechować tylko obrazy i konfesjonały. Ukaz odnośnie do kasaty klasztorów w Królestwie Polskim wydał car Aleksander II. Zakonników wywieziono do Zakroczymia. Został tylko brat Wilhelm Pasiuta, a kościół Przemienienia Pańskiego przejęły władze diecezjalne.

Kapucyni starali się kilkakrotnie wrócić na Miodową, ale nie otrzymywali zgody od władz carskich. Od 1908 r. zaczęli więc pracować na Powiślu, gdzie w miejscu dzisiejszego kościoła Wspólnot Jerozolimskich odrestaurowali stary młyn. Tam powstała kaplica Matki Bożej Częstochowskiej i hospicjum. – Musieli działać bardzo prężnie, skoro władze carskie zwróciły na nich uwagę. Na przełomie listopada i grudnia 1911 r. zostali wypędzeni do Nowego Miasta – opowiada br. Grzegorz Filipiuk OFM Cap.

Historię powrotu kapucynów opisał br. Symforian Ducki. Kapucyni powrócili do stolicy jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Pod koniec grudnia 1917 r. zmarł ks. Dąbrowski, proboszcz parafii Przemienienia Pańskiego. Abp Aleksander Kakowski chciał powierzyć o. Kazimierzowi Kuderskiemu kościół i parafię, ale ten zrezygnował i 3 stycznia 1918 r. wezwał długoletniego kandydata do zakonu Feliksa Duckiego na Miodową. We dwóch zaczęli pracować nad przygotowaniem miejsca dla pozostałych kapucynów. Tę datę uznaje się jako moment powrotu zakonników do stolicy.

– We dwóch cierpieli biedę. Mieli jedno łóżko ustawione w rozmównicy. Brat Symforian spał na ziemi, przykrywając się płaszczem. Między mieszkającymi na plebanii do lipca księżmi diecezjalnymi a braćmi był konflikt. Bracia sami organizowali sobie posiłki, br. Symforian kwestował, gromadzili potrzebne rzeczy. Niedostatki i głód znosili z radością w sercu – opowiada br. Grzegorz.
Brat Symforian napisał w książce: „zadowolenie wewnętrzne było przeogromne, że walczy się z przeciwnościami dla dobra sprawy”.

W marcu 1918 r. pojawił się na Miodowej o. Anicet Kopliński, który przyjechał do Polski z Prus, by uczyć się języka. Pozostał u kapucynów, stał się jałmużnikiem Warszawy. – Zaczął kwestować, żebrać, zbierać produkty żywnościowe, żeby roznosić je potrzebującym. Widywano go na ulicach Warszawy z torbą papierową pełną wiktuałów. Niósł je do biednych rodzin. Był tak rozpoznawalny, że tramwajarze zatrzymywali się, żeby go podwieźć. Przejazdy miał darmowe – odpowiada br. Grzegorz. Ojciec Anicet jest wśród męczenników II wojny światowej beatyfikowanych w 1999 r.

Znaczącą rolę w klasztorze przy Miodowej odegrał o. Wiator Rytel, który wrócił z zesłania z Rosji i pracował z III Zakonem Franciszkańskim, tworzonym przez ludzi świeckich. – To ogromny rozdział pracy owocującej w postaci różnych dzieł społecznych, charytatywnych – mówi br. Grzegorz.

– Zaczęto wspomagać ludzi bezdomnych. Przy ul. Piwnej była noclegowania dla ubogich, których uczono czytać i pisać. Po latach, kiedy potrzeba było wspierać seminarzystów, zbierać pieniądze dla kleryków, zajmował się tym III Zakon Franciszkański – przypomina br. Grzegorz.

Pod koniec 1918 r. na Miodowej było już sześciu kapucynów. Bracia obsługiwali kościół i klasztor, zajmowali się duszpasterstwem. – Ciekawa rzecz, że w tamtym czasie, w dwudziestoleciu międzywojennym, wśród kapucynów więcej było braci zakonnych niż kapłanów – zauważa br. Grzegorz. – Zajmowali się codzienną pracą u podstaw. Żyli w ubóstwie. Środki za posługę w kościele nie wystarczały na utrzymanie. Ofiary z intencji mszalnych były bardzo skromne. Kapucyni nie posiadali już ogrodu, który odebrały im władze carskie. Posiadłości kapucyńskie w postaci ogrodu ciągnęły się od Miodowej do dzisiejszego Placu Bankowego. Ziemię podzielono na działki i sprzedano. Bracia przenieśli szczątki zmarłych, których mogiły znajdowały się w ogrodzie, do katakumb pod kościołem.

Powoli bracia odzyskiwali klasztory: w Lublinie w 1919 r., a potem kolejne w Lubartowie, Zakroczymiu, Łomży. Tworzyła się struktura prowincji. Po drugiej wojnie światowej było już tylu braci, że można było reaktywować prowincję warszawską.

Druga wojna światowa boleśnie wpisała się w historię klasztoru. Bracia zostali wywiezieni w 1940 r. do obozu koncentracyjnego, a w czasie Powstania Warszawskiego budynki zostały zrujnowane. – Po wojnie odbudowy podjął się o. Zajkowski. To wszystko pokazuje trudną historię braci, którym zależało, by istniał pierwszy kapucyński kościół w Polsce. Dlatego my dziś dziękujemy za ich cierpienie, poświęcenie i świętość – mówi br. Grzegorz Filipiuk.

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.



Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -