23 listopada
czwartek
Adelii, Klemensa, Felicyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Polak-katolik

Ocena: 0
1413

Rocznica 1050. chrztu Polski stanowi dobrą okazję, żeby przypatrzeć się zbitce językowej: Polak-katolik.

Zwłaszcza pod zaborami chroniła ona zagrożoną tożsamość narodową i religijną Polaków. Trzeba jednak pamiętać, że niestety może być ona również nośnikiem powątpiewania w patriotyzm tych Polaków, którzy nie są katolikami. Zwrócił na to uwagę zdecydowanie i jednoznacznie – choć, jak to on zazwyczaj robił, w formie pozytywnej – św. Jan Paweł II, kiedy 9 czerwca 1991 r. przemawiał w Warszawie w ewangelickim kościele Świętej Trójcy:

„Ta luterańska świątynia dzieliła los innych kościołów Warszawy w roku 1939 i 1944. Okupanci nie traktowali jej lepiej dlatego, że była luterańska. Tutaj pracował od 1898 r. jako proboszcz ks. Juliusz Bursche, późniejszy biskup i zwierzchnik Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Polsce. Ten wielki chrześcijanin i wielki polski patriota wolał oddać życie w niemieckim więzieniu, niż wyrzec się polskości. W tej świątyni głosił również słowo Boże inny wielki chrześcijanin i Polak, sługa Kościoła ewangelicko-augsburskiego, biskup adiunkt Zygmunt Michelis, proboszcz tej parafii od 1921 r., który za obronę Warszawy w 1939 r. otrzymał wysokie odznaczenie. Tak bp Bursche, jak bp Michelis, którego miałem szczęście znać osobiście, swoim życiem i swoją śmiercią zaprzeczyli niejako rozpowszechnionemu przekonaniu, że luteranin to Niemiec, a Polak to katolik.”

Drugie zastrzeżenie wobec stereotypu Polaka-katolika jest jeszcze poważniejsze. Gdyby nasza polskość miała być głównym powodem, dla którego trzymamy się katolicyzmu, wówczas nasz katolicyzm skazujemy na nieuchronną bylejakość. Jednym z pierwszych, który na to wyraźnie zwrócił uwagę, był św. Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup warszawski i sybirak. Będąc w latach 40. XIX w. na studiach matematycznych w Moskwie, bardzo martwił się sytuacją duchową swoich polskich kolegów. W następujących słowach ubolewał nad tym, że katolicyzm większości z nich płynął raczej z przywiązania do polskości, niż z przejęcia się Ewangelią:

„Pod względem religijnym atmosfera ta wiele, jeśli nie wszystko, do życzenia pozostawiała. Wprawdzie ze względów patriotycznych opuszczenie katolicyzmu, zwłaszcza zaś przejście na prawosławie lub ożenienie się z Moskiewką, uważano za nikczemną zdradę godną potępienia i wzgardy. Nie bawiono się też, jak po uniwersytetach niemieckich, w panteistyczne systemata filozoficzne, przeciwstawiając je objawionej religii, ale panował najzupełniejszy w rzeczach wiary indyferentyzm, tak że w koleżeńskich dysputach kwestie te nigdy nie były poruszane. Wyjątkowe tylko charaktery zachowały w duszy żywą wiarę wyniesioną z domu, ogromna zaś większość albo całkiem zaniedbywała praktyki religijne, albo spełniała je bezmyślnie, w życiu praktycznym nie oglądając się wcale na moralność chrześcijańską.”

Trudno o większe poniżenie wiary, niż zredukować ją do narzędzia, podkreślającego przynależność narodową.

 

Kulturowy związek

A jednak byłoby uproszczeniem negować związek polskości z katolicyzmem. Dość sobie uprzytomnić, czym dla nas, Polaków i niekoniecznie katolików, jest opłatek, choinka, kolędy, imieniny, pisanki wielkanocne, znicze na grobach, św. Mikołaj – zwyczaje nikomu nie narzucane, emanujące narosłym w ciągu pokoleń pozytywnym sentymentem. Zarazem trzeba przyznać, że w niektórych okolicznościach zachowanie katolickiego obyczaju było wręcz warunkiem wytrwania w polskości. Odnotujmy spostrzeżenie Zofii Kossak z pierwszych lat po rewolucji październikowej na temat Polaków, którzy znaleźli się pod panowaniem bolszewików:

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły