22 kwietnia
poniedziałek
Kai, Leonii, Sotera
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pamiętna data

Ocena: 0
1045

Przed siedemdziesięciu laty Prymas Tysiąclecia odbył uroczysty ingres. Najpierw 2 lutego 1949 r. do archikatedry gnieźnieńskiej. Potem 6 lutego do konkatedry Wniebowzięcia NMP i św. Józefa w Warszawie.

Po śmierci kard. Augusta Hlonda, prymasa Polski, papież Pius XII w listopadzie 1948 r. mianował arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz prymasem Polski mało jeszcze znanego biskupa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego. Nowy prymas miał zaledwie 48 lat, biskupem zaś został dwa lata wcześniej. Objął dwie archidiecezje, połączone unią personalną oraz przewodzenie Kościołowi w Polsce w trudnych czasach stalinizmu.

Po nominacji napisał do swojego ojca, wówczas organisty we Wrociszewie, z którym był bardzo związany: „Jestem przekonany, że przerastają one [postawione mi zadania – przyp. red.] i moje zdolności, i moje przygotowania. Ale wola Ojca Świętego była tak stanowcza, że nie mogłem opierać się Duchowi Świętemu, który mówi przez głowę widzialną Kościoła. Nie grozi mi, Ojcze Drogi, ani próżność, ani duma, ani zarozumiałość, ani wyniosłość. Jestem przytłoczony poczuciem swej małości”.

Uroczystości ingresowe w Gnieźnie zgromadziły tłumy ludzi. Według notatki sporządzonej przez funkcjonariusza SB, wzięło w nich udział blisko 10 tys. wiernych. Ludzie czekali przed kościołem św. Michała Archanioła, skąd wyruszyła procesja do katedry, towarzyszyli nowemu arcybiskupowi podczas przejścia ulicami miasta, rzucali kwiaty. Trzy dni później abp. Wyszyński opuścił Gniezno i udał się do Warszawy.

W Warszawie ingres metropolity odbył się do konkatedry, którą był kościół seminaryjny. Archikatedra św. Jana Chrzciciela po zniszczeniach wojennych leżała jeszcze w gruzach, podobnie jak wiele innych budynków na trasie prymasowskiej procesji. Prymas tak opisywał ten dzień w swoich zapiskach: „Od dziś zaczyna się moja droga przez Warszawę. (…) Dzisiaj muszę pokochać Warszawę i oddać jej swe siły i życie. Oby Bóg-Miłość nadał tej pasterskiej miłości swoje oblicze ojcowskie”. W ingresie uczestniczyły tysiące ludzi. Prymas pisał o „morzu ludzkich głów, tłumach młodzieży i dziatwy”. Wyznał także: „Poważnie lękałem się wypadku. Zwalone kamienice pokryte były ludźmi, zewsząd podnosiły się okrzyki. Gruzy i zwaliska ożyły, kamienie wołały”.

Tak rozpoczęła się trwająca 33 lata posługa Prymasa Tysiąclecia, dzisiaj kandydata na ołtarze. Administrowanie dwiema wielkimi archidiecezjami przekraczało po ludzku jego siły. Z samej ówczesnej archidiecezji warszawskiej powstały przecież obecnie aż trzy diecezje: dzisiejsza archidiecezja warszawska, diecezja warszawsko-praska i diecezja łowicka. Do tego wiele świątyń po wojnie leżało w gruzach. Brakowało księży, bo wielu z Niemcy wymordowali. Społeczeństwo było biedne i poddawane komunistycznym represjom. Sam Prymas, choćby ze względu na swój wiek, nie miał jeszcze mocnej pozycji w episkopacie. Kontakty zaś ze Stolicą Apostolską były mocno utrudnione, a czasem prawie niemożliwe.

Pierwsze lata posługi prymasowskiej późniejszego kardynała Wyszyńskiego były czasem wypracowania trudnego modus vivendi z nową władzą. Trzeba było bronić katechezy w szkole, autonomii biskupów w obsadzaniu stanowisk kościelnych, istnienia zakonów, seminariów duchownych, czasopism katolickich, drukarni, placówek opiekuńczych i wielu innych instytucji kościelnych. Zadania Prymasowi nie ułatwiały zastępy „księży patriotów”, którzy stali się narzędziem rozbijania Kościoła od wewnątrz oraz rozmaite organizacja „katolików postępowych”, które oskarżały Prymasa o reakcjonizm i brak zrozumienia nowych czasów.

Przełomowym momentem było internowanie Prymasa w latach 1953-1956. Prawie wszyscy biskupi dali się zmanipulować komunistom i podpisali zgodę na umieszczenie aresztowanego Prymasa w jednym z klasztorów. „W mojej obronie stanął tylko Niemiec i pies” – pisał z goryczą Prymas w swoich „Zapiskach więziennych”. Chodziło mu o administratora diecezji warmińskiej ks. Adalberta (Wojciecha) Zinka, Niemca z pochodzenia, który odmówił podpisu pod zgodą na internowanie Prymasa. I o psa Bacę, który podczas aresztowania Prymasa w jego obronie rzucił się na jednego z funkcjonariuszy UB i ugryzł go w rękę. Internowany Prymas nie wiedział jeszcze, że w jego obronie w mokotowskim więzieniu cierpiał okrutne tortury abp Antoni Baraniak, aresztowany zaraz po uwięzieniu Prymasa.

Po uwolnieniu z internowania w Komańczy na fali odwilży w październiku 1956 r. niezłomny Prymas stał się niekwestionowanym autorytetem zarówno w Kościele, jak i w społeczeństwie. Jego rolę dla ocalenia Kościoła i polskości najtrafniej chyba ujął św. Jan Paweł II, mówiąc nazajutrz po inauguracji swojego pontyfikatu: „Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby tego Papieża-Polaka na Stolicy Piotrowej (…), gdyby nie było twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem”./bsk, AW, KAI

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -