19 lutego
wtorek
Arnolda, Konrada, Marcelego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Opłatek z Nowego Miasta

Ocena: 0
1776

Jest lekki jak piórko, ale jego przygotowanie to ciężka praca fizyczna. W Warszawie wypiekaniem opłatków zajmują się siostry benedyktynki sakramentki.

fot. ks. Henryk Zieliński / Idziemy

Opłatkarnia na Nowym Mieście nie jest duża. W kilku pomieszczeniach może jednocześnie pracować kilkanaście sióstr. Wiele pracy wykonywanej jest ręcznie. Tylko do wypieku komunikantów są wielofunkcyjne maszyny elektryczne. – Jedna siostra zajmuje się mieszaniem ciasta (powinna być w nim tylko woda i mąka pszenna!), inne wypiekiem opłatków, jeszcze inne ich wycinaniem na gilotynie, liczeniem i pakowaniem – wymienia s. Dorota. – To prawdziwa manufaktura. Pracujemy na małych, ręcznie obsługiwanych maszynach. To zamykane patelnie z wytłoczonym wzorem, od lat tym samym. Wylewa się ciasto i przy użyciu specjalnej dźwigni zamyka patelnię. Ale tylko na chwilę. Trzeba być znawcą, żeby opłatek się dopiekł, ale nie spalił. Musi być przecież biały. Jedna osoba może obsłużyć dwie, maksymalnie trzy ręczne maszyny jednocześnie. Więcej nie da rady. Brzegi gorącego jeszcze opłatka trzeba od razu obciąć nożyczkami. Wszystko musi dziać się sprawnie.

Wypiekanie trwa przez cały rok. – Liczba wyprodukowanych opłatków zależy od liczby zamówień. W tym roku mamy ich więcej, z czego się oczywiście cieszymy i jesteśmy wdzięczne parafiom, które u nas zamawiają – tłumaczy s. Dorota.

Siostry sakramentki żyją za klauzurą. Nie opuszczają zatem klasztoru, ale tysiące opłatków, które przeszły przez ich ręce, trafiają na wigilijne stoły w kraju i za granicą.

– Przy tym opłatku ludzie składają sobie wyjątkowe życzenia. Wigilia to przecież szczególny dzień dla Polaków. A wieczerza wigilijna koresponduje z Eucharystią. Chrystus w Eucharystii dzieli się swoim życiem, swoim sercem. Przy łamaniu opłatkiem też tak jest. Dzielimy się nie tylko chlebem, ale też swoim życiem – mówi s. Dorota. – To dla mnie bardzo radosne doświadczenie. Podczas pracy zawsze uskrzydla mnie myśl, że miłość, którą wkładamy w wypiek hostii i opłatków, trafia do wielu domów, do wielu ludzkich serc.

Opłatkarnia powstała w 1924 r. przy poparciu kard. Aleksandra Kakowskiego. Pomogła dźwignąć klasztor z ruiny. Praca przy wypiekaniu hostii, komunikantów i opłatków koresponduje z charyzmatem zgromadzenia.
– Mniej patrzymy na stronę praktyczną, więcej na duchową. Wypiekając chleb eucharystyczny, pracujemy przecież dla tego, co dla nas wierzących najważniejsze. Tę pracę naprawdę można uczynić modlitwą. Można w nią włożyć całe serce – zaznacza mniszka.

 

Bóg się nie powtarza

– Zachowujemy regułę św. Benedykta. Składamy śluby monastyczne: posłuszeństwa, nawrócenia obyczajów i stałości miejsca. Czwarty jest ślub żertwy. Naszą ofiarą jest nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu. Ślub żertwy brzmi patetycznie, ale mimo że jest XXI wiek, Kościół nie nakazał nam się tego wycofać ani zmienić nazwy – mówi s. Dorota.

Siostry adorują Najświętszy Sakrament dwadzieścia cztery godziny na dobę. Każdego dnia jedna z nich ma sześciogodzinną adorację wynagradzającą (reparację). Poza tym mniszki zmieniają się mniej więcej co godzinę. Jest specjalny grafik. – Niektóre adoracje – np. we wtorki między godz. 22 a 23 – mam, odkąd wstąpiłam do zgromadzenia, czyli od 25 lat – mówi s. Dorota. – W tej chwili, licząc z nowicjuszkami, są w naszym klasztorze 22 siostry. Im jest nas mniej, tym więcej trzeba z siebie dać. Adoracja nie może zostać przerwana. W konstytucjach jest zapisane, że w ciągu dnia może nie być adoratorki przed Najświętszym Sakramentem tylko pięć minut, a w nocy dziesięć minut.

– Moją ulubioną formą jest modlitwa prostego spojrzenia. Tak jak mówi św. Jan Maria Vianney: ja patrzę na Niego, On patrzy na mnie. I jesteśmy szczęśliwi. Do pewnego momentu jeszcze zabierałam na adorację jakieś książki czy notatki. Pewnego razu jednak, gdy zastanawiam się, co wziąć ze sobą, pojawiła się myśl: Weź serce, bo Bóg jest miłością. Tak skończyło się podpieranie modlitwy specjalnymi tekstami – mówi s. Dorota.

– Każde powtarzające się zajęcie wymaga ofiary, wysiłku, ale widzi się też to piękno, że dzięki łasce Bożej człowiek może być wierny. Każda adoracja jest z jednej strony taka sama, bo są walki, są rozproszenia, czasami nawet zasypianie. Ale z drugiej strony światła od Pana są wciąż inne. Trzeba pamiętać, że Bóg zawsze przychodzi z innymi łaskami, bo On się nie powtarza. On jest cały czas nowy.

 

Od trzystu lat

Instytut Benedyktynek od Nieustającej Adoracji powstał w 1653 r. w Paryżu. Założycielką była matka Mechtylda od Najświętszego Sakramentu (Katarzyna de Bar). Charyzmatem – związanym z licznymi w XVII w. profanacjami – jest wynagradzanie Jezusowi Eucharystycznemu.

Pierwszy klasztor zgromadzenia w Polsce powstał właśnie w Warszawie. Został ufundowany w 1687 r. jako wotum dziękczynne królowej Marii Kazimiery za zwycięstwo Jana III Sobieskiego nad Turkami pod Wiedniem. – Pierwszego stycznia rozpoczęła się adoracja na Zamku Królewskim. Bo tam przebywały siostry, dopóki klasztor nie został ukończony – wyjaśnia s. Dorota.

Biała bryła kościoła i klasztoru sióstr sakramentek dominuje nad Rynkiem Nowego Miasta w Warszawie. Adoracja Najświętszego Sakramentu trwa tu niemal nieprzerwanie od ponad trzystu lat.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka dziennikarstwa, etnologii i teologii. Od 2012 roku związana z tygodnikiem „Idziemy”. Należy do Wspólnoty Sant’Egidio.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -