16 sierpnia
czwartek
Rocha, Stefana, Joachima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nowenna odpowiedzią i przypomnieniem nauczania Jana Pawła II

Ocena: 0
614

Rozmawiałem, wraz z przyjaciółmi, z wieloma ważnymi postaciami Kościoła w Polsce i wszyscy odnieśli się do tego projektu co najmniej życzliwie, a często bardzo życzliwie. Mam więc nadzieję że księża biskupi nakreślą ramy, a my postaramy się pomóc te ramy wypełnić. Mówiąc „my” mam na myśli Ruch Lednica 2000, Fundację Dzieło Nowego Tysiąclecia, Centrum Myśli Jana Pawła II i Instytut Tertio Millennio. Wszystkie te instytucje mają nie tylko duże doświadczenie w twórczym propagowaniu nauczania Jana Pawła II, ale też w pracy z młodzieżą. A to dopiero początek – wierzę, że jeszcze wiele innych instytucji do nas dołączy.

Powinniśmy koncentrować się na trzech wymiarach: modlitewno-liturgicznym, formacyjnym i społecznym oraz na trzech poziomach: ogólnopolskim, diecezjalnym i parafialnym. Dlatego tak potrzebne jest włączenie się Episkopatu. Jeżeli księża biskupi zaaprobują taki pomysł, to oczywiście konieczne będzie powołanie centrum opracowujące projekty możliwych działań, a potem wspierające i koordynujące wielorakie inicjatywy.

A wszystko to ma jeden cel, by pogłębić i odnowić nasze chrześcijaństwa. Jako duszpasterz widzę jak wiele jest do zrobienia.

Na przykład?

Zaczyna się dziać coś złego z naszą religijnością. W dużym kryzysie jest spowiedź. Dokonuje się jej „psychologizowanie”, często dziś spowiadamy się nie z grzechów ale z problemów, dylematów, emocji czy trudności. A niemniej często pojawia się „demonizowanie”. Ludzie przestają się spowiadać ze złych czynów, a mówią o złych mocach czy o szatanie, które przymusiły ich do złego przez przedmioty, które posiadali, muzykę której słuchali, czy winy ich przodków. Zanika człowiek z jego wolną wolą, podmiot, który grzeszy i jest za ten grzech odpowiedzialny.

Odnowy wymaga także rozumienie sakramentu Eucharystii. Co prawda uczestniczy w niej co tydzień ok. 40 % Polaków, ale brakuje przeżywania Eucharystii w sposób głębszy – wspólnotowy. Eucharystia tworzy „communnio”, „koinonia” – głęboką wspólnotę. Jeśli przyjmuję komunię św. to mam być człowiekiem komunii. To nie jest tylko moja komunia z Panem Jezusem, ale też akt tworzący komunię między Jego wyznawcami. I to komunię niesłychanie głęboką. Przecież Pan Jezus nie powiedział: „Bierz i jedz”, ale „bierzcie i jedzcie” – jako wspólnota. Dlatego Dzieje Apostolskie choć często piszą o sporach, a nawet kłótniach wśród Apostołów, to zawsze są oni świadomi swojej fundamentalnej jedności w Chrystusie. A u nas w Polsce są „dobrzy” papieże i papieże „niedobrzy”, „dobrzy” i „niedobrzy” biskupi i księża, „prawdziwi katolicy” – to moja grupa i „fałszywi” – to ci inni.

Innym problemem jest coraz częstsze mieszanie nacjonalizmu z wiarą i wtedy zamiast chrześcijańskiego patriotyzmu otrzymujemy jakiś fałszywy teologicznie polski mesjanizm.

Wciąż pamiętam okres tzw. karnawału „Solidarności”, bez żadnego mesjanizmu, wydobył on z prawie całego społeczeństwa olbrzymie pokłady dobrej energii. Owszem wtedy też rywalizowaliśmy, kłóciliśmy się, niekiedy nawet żarliśmy się pomiędzy sobą, ale jednak byliśmy wspólnotą – te miliony zwykłych „zjadaczy chleba” robiło mnóstwo dobrych rzeczy. Jestem pewien, że takie pokłady dobrej energii są i dziś, ale nikt ich nie uruchamia. Kiedy patrzę na młodą generację Polaków, widzę mnóstwo świetnych ludzi. Jednak gdy zabrakło Jana Pawła II, nie mamy katalizatora, który byłby w stanie wyzwalać tą energię na zewnątrz.

Czy projekt „Niech zstąpi Duch Twój...” miałby być takim właśnie katalizatorem?

Tak, bo ufam, że św. Jan Paweł II za nami oręduje. Jeśli księża biskupi przychylnie się do tego pomysłu odniosą, to nie tylko w metropoliach, ale i w każdej polskiej wsi czy przysiółku można będzie coś zrobić: nabożeństwo, spotkanie, czy aukcję charytatywną. Mogą powstać miliony takich inicjatyw. Ludzie chcą robić dobre rzeczy, tylko należy im stworzyć do tego przestrzeń.

Czym nowenna winna być dla samego Kościoła?

Punktem wyjścia, inspiracją do duchowej i eklezjalnej odnowy Kościoła w Polsce: na poziomie centralnym, diecezjalnym i parafialnym. Musi być to bliskie idei „duszpasterskiego nawrócenia”, o której mówi Franciszek. W nowennę winno być włączone także nauczanie Benedykta XVI, Franciszka i jego następców. Taka otwartość jest integralnie wpisana w wizję Kościoła Jana Pawła II.

Wiąże się z tym pytanie, na ile dzisiejszy Kościół w Polsce jest tym „Kościołem Jana Pawła II”?

Kościołowi zawsze grożą dwa niebezpieczeństwa: „dopasowania się”, czyli akomodacji do otaczającej rzeczywistości oraz „sztywności”, zamknięcia się w formach z przeszłości, które straciły już swą aktualność. Kościół jest cały czas pomiędzy Scyllą dopasowania a Charybdą sztywności.

Kiedy zbytnio „dostosowujemy się” do świata, na przykład dlatego, że spada liczba powołań zniesiemy celibat, będzie to samobójstwo. Jeśli zrezygnujemy z wymagań moralnych jakie stawia Kościół, to będzie dramat. Zbytnie „dopasowywanie się” do świata jest zdradą i autodestrukcją. Ale zdradą byłaby też zbytnia „sztywność” jaką widzimy w kręgach integrystycznych, bycie kustoszami w muzeum, zamiast odważnego wyjścia do świata z Ewangelią.

Jan Paweł II proponował wizję Kościoła, który żyje pomiędzy ekstremami „dostosowania się” i „sztywności”. Nazywam to „samoświadomością Kościoła otwartego”. Jest to Kościół głęboko świadomy posiadanego depozytu wiary oraz swej misji, tego, że niekiedy ma być „znakiem sprzeciwu”, ale który wychodzi na zewnątrz do świata i podejmuje z nim dialog, a nie przyjmuje postawę obronną.

Kościół nigdy, nawet w najbardziej niebezpiecznych czasach prześladowań, nie formułował filozofii „oblężonej twierdzy”. Jezus mówił do apostołów, tych niedouczonych chłopaków, którzy żyli w Galilei, a dla których Jerozolima była krańcem świata: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię! No i poszli do Aten, Koryntu i Rzymu. A potem dalej i dalej!

I tego dynamizmu, tego otwarcia bardzo nam dziś w Kościele potrzeba. Musi ono płynąć z doświadczenia wiary, z permanentnej formacji oraz z doświadczenia wspólnoty wiary.

Jednym z haseł Papieża, o którym mówił podczas kazania na Gdańskiej Zaspie, były Pawłowe słowa: „Jedni drugich brzemiona noście”. Chyba nie bardzo chcemy je nosić...

To tylko dowód na potrzebę powrotu do tych idei. Serce mnie boli, kiedy widzę jak trwonimy dziedzictwo „Solidarności”. Tymczasem Jan Paweł II potrafił rozmawiać nawet z przedstawicielami obozu (post)komunistycznego i odnosił się do nich z szacunkiem.

A to dlatego, że szanował godność każdego człowieka. Na kogoś, kto kiedyś był kolaborantem, nie patrzył wyłącznie poprzez pryzmat tej kolaboracji ale traktował go jako „dziecko Boże”.

Jakże brak nam dzisiaj tego chrześcijańskiego spojrzenia na człowieka, nawet jeśli on błądził. „Solidarność”, która była ukochanym dzieckiem Papieża, była przykładem chrześcijańskiego „inkorporowania w życie społeczne” ludzi nieraz nawet od Kościoła odległych. Było to wprowadzanie społecznego nauczania Kościoła w otaczającą rzeczywistość.

Jednak ta dawna Solidarność nie wytrzymała próby wolności?

To smutne, ale nie jest to największy problem. Większy problem z tym, co się stało z duchem „Solidarności”. „Solidarność” przecież nie była – jak się dzisiaj uważa – ruchem antykomunistycznym. Będąc w opozycji do systemu, chcieliśmy przede wszystkim zbudować coś pozytywnego, budować na poszanowaniu godności każdego człowieka. A jeśli ktoś z tamtego obozu np. sekretarz PZPR Fiszbach był nam przychylny, to myśmy się z tego cieszyli. Tak przecież działa chrześcijaństwo. „Solidarność” była ruchem chrześcijańskim, ale otwartym także na niechrześcijan.

A próba wolności? Wszystkie takie wielkie ruchy społeczne mają na etapie założycielskim ważne moralne idee i wokół nich się jednoczą się ludzie – bardzo się między sobą różniący. W XX wieku byliśmy świadkami trzech takich pięknych masowych ruchów: Mahatmy Gandhiego „Quit India!”, Ruchu Praw Człowieka Martina Luthera Kinga oraz „Solidarności”. I żaden z nich nie wytrzymał próby sukcesu. W momencie kiedy odnosiły zwycięstwo, zaczynał się proces erozji. Uruchamiała się logika coraz silniejszych podziałów. Niestety, wszyscy jesteśmy po grzechu pierworodnym.

Właśnie dlatego stale trzeba odnawiać oblicze ziemi. Tej ziemi!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI