2 czerwca
wtorek
Marianny, Marcelina, Piotra
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nasz papież

Ocena: 0
2557

Po raz pierwszy mieliśmy okazję witać na polskiej ziemi papieża, który nie był Polakiem, równo przed dziesięciu laty. Tamte doświadczenia mogą się okazać bardzo przydatne w przygotowaniu do tegorocznego przyjęcia w Polsce papieża Franciszka.

Wizycie Benedykta XVI w Polsce towarzyszyła początkowo niepewność. Zarówno u nas, jak i na Watykanie. Papieżowi Ratzingerowi, który tuż po wyborze na Stolicę Piotrową mówił o sobie jako o „skromnym pracowniku winnicy Pańskiej”, przyszło się zmierzyć z legendą wielkiego papieża Wojtyły w jego ojczyźnie. Trudne to było wyzwanie choćby ze względu na inną osobowość obydwu papieży. Jan Paweł II w przedziwny sposób łączył życie mistyczne z umiejętnością odnajdywania się wobec milionowych tłumów i mediów. U Benedykta, jak to określił w wypowiedzi dla „Idziemy” Adam Bujak, uderzała nieśmiałość i pokora. Dochodziła do tego jeszcze bariera języka, chociaż nowy papież starał się, jak mógł od samej inauguracji pontyfikatu przy każdej okazji przynajmniej kilka słów powiedzieć po polsku. Kłopotliwa była niemieckość nowego papieża, trudna do przyjęcia dla wielu Polaków, noszących w sobie ciągle żywe rany zadane podczas wojny przez Niemców i wyjątkowo podkreślana w mediach antykościelnych – paradoksalnie zazwyczaj proniemieckich.

 

Jak przyjmą Niemca?

Wizyta Benedykta XVI w Polsce przypadła na czas nasilania się w mediach pedagogiki wstydu wobec wszystkiego, co katolickie i polskie. Począwszy od pogrzebu św. Jana Pawła II z satysfakcją podnoszono tezy o nieistnieniu pokolenia JPII, o płyciźnie polskiego katolicyzmu, o tym, że Polacy uwielbiali papieża, ale go nie słuchali i że wszystko sprowadza się u nas do wadowickich kremówek, od których robiło się już mdło. Niedojrzałość pomieszana z nacjonalizmem katolików w Polsce miała się potwierdzić ostatecznie podczas pierwszej wizyty papieża, który nie jest Polakiem.

W odpowiedzi na te zagrożenia wcale nie biskupi, ale grupa świeckich katolików w mediach zaczęła jako pierwsza lansować hasło: „Nasz papież Benedykt”, podkreślając, że nie tylko Jan Paweł II był „naszym” papieżem. Każdy następca św. Piotra jest papieżem naszego Kościoła. Ten nurt przygotowań do spotkania z Benedyktem XVI przeniknął szybko do katechezy i na ambony. Czekaliśmy więc pod koniec maja 2006 r. na „naszego papieża” Benedykta, który – jak zauważył w „Idziemy” Stefan Meetschen – w Polsce zaczął być nawet bardziej kochany i czuł się lepiej rozumiany, niżeli w jego ojczystych Niemczech. Słowa, które wypowiedział prezydent Lech Kaczyński, witając Benedykta XVI na lotnisku w Warszawie, mówiły wszystko: „Oczekujemy słów Ojca Świętego, tak jak zawsze czekaliśmy na słowa Jana Pawła II”. Polacy nie robili różnicy miedzy papieżem Polakiem i papieżem Niemcem.

 

Pielgrzymka po śladach

Na trasie przejazdu papieskiego orszaku z lotnika na Okęciu do archikatedry warszawskiej zebrało się, wbrew obawom pesymistów, ok. 70 tys. ludzi, mimo że był to dzień roboczy – czwartkowe przedpołudnie 24 maja. Kilka tysięcy witało papieża na lotnisku. Gdy wychodził z samolotu, nagle zerwał się wiatr. Wielu skojarzyło to zaraz z wiatrem, który rok wcześniej zamknął ewangeliarz na trumnie Jana Pawła II. Nawiązania do Jana Pawła II pojawiały się w tej pielgrzymce na każdym kroku. Już w pierwszych słowach powitania Benedykt XVI zaznaczył, że przyjechał do Polski, aby umacniać swoją wiarę i pielgrzymować w wierze po śladach swojego poprzednika.

Pielgrzymka rozpoczęła się wymownie: nie od spotkania z władzami państwowymi w ich siedzibie, tylko od nabożeństwa z ponad tysiącem księży z całej Polski zgromadzonych w archikatedrze warszawskiej. Prymas Polski kard. Józef Glemp, witając papieża, wspomniał odezwę skierowaną przez kard. Augusta Hlonda do kapłanów, którzy przeżyli obóz niemiecki koncentracyjny KL Dachau (ok. 20 km od Monachium i Fryzyngi, gdzie metropolitą był potem kard. Ratzinger) – by nie rozpamiętywali oni swoich cierpień, ale patrzyli w przyszłość z Chrystusem.

„Uwierzcie w moc waszego kapłaństwa” to najważniejsze słowa, jakie padły z ust papieża podczas tego spotkania – komentował na gorąco dla „Idziemy” kard. Zenon Grocholewski. Papież apelował do księży: „Nie ulegajmy pokusie pośpiechu, a czas oddany Chrystusowi w modlitwie niech nie wydaje się czasem straconym”. „Nie wymaga się od księdza, aby był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego.” Nawiązał też do nasilającej się tendencji lustracji polskiego duchowieństwa: „Trzeba unikać aroganckiej postawy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach”. Odnosząc się z szacunkiem dla polskiej religijności i liczby duchowieństwa, apelował: „Kapłani polscy, nie bójcie się opuścić wasz bezpieczny i znany świat, by służyć tam, gdzie brak kapłanów i wasza wielkoduszność przyniesie wielokrotne owoce”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 2 czerwca

Wtorek, IX Tydzień zwykły
+ dzień powszedni albo wspomnienie świętych męczenników Marcelina i Piotra
«Oddajcie cezarowi to, co należy do cezara,
a Bogu to, co należy do Boga».

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): 2P 3,12-15a.17-18; Ps 90,2.4.10.14.16; Mk 12,13-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter