15 września
niedziela
Albina, Nikodema, Marii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nadzieja dla Francji?

Ocena: 5
727

Paryż, 15 kwietnia. Pierwszy alarm: godz. 18.20. Zdumienie i niedowierzanie. Turyści przystają na chwilę i zaraz odchodza, komentując ogólnikowo. Niektórzy paryżanie jeszcze niczego nie zauważyli, wpatrzeni w telefony komórkowe pielęgnują obojętność. A płonie katedra Notre-Dame!

Fot. wikipedia / Domena publiczna / Link

Mistrz z Saint Giles, Chrzest ChlodwigaNational Gallery of Art, Washington 

Płomienie objęły już dach katedry i wkrótce otoczą wieże. W akcji gaśniczej bierze udział ponad czterystu strażaków. Dach katedry doszczętnie ulega sile ognia, zawala się dziewiętnastowieczna sygnaturka. Częściowo zniszczone są również fragmenty kamiennego sklepienia w nawie głównej.


 

Blask krzyża

Kiedy strażacy weszli do wnętrza, wśród kłębów dymu ujrzeli prawie nietknięty ołtarz. Szczególnie przejmujący był widok złotego krzyża, od którego światło odbijało się niezwykłym wręcz blaskiem. Tak, krzyż ocalał – katolicy i paryscy, i z francuskiej prowincji przypisują temu fenomenowi znaczenie symboliczne. Cała konstrukcja budynku wydaje się na szczęście nienaruszona.. Podobnie jak jeden z najpiękniejszych witraży, datowany na 1260 r. Z płonącej katedry udało się uratować koronę cierniową, jedną z najważniejszych relikwii chrześcijańskich, a także niektóre kielichy i XIII-wieczną tunikę króla Ludwika IX Świętego.

Kłęby dymu ulatują w niebo, a pod katedrą spotykają się wierni – nie tylko paryżanie, ale przybyli z Normandii, Burgundii, Owernii i Bretanii, mieszkańcy miasteczek i wsi. Pod katedrą siedzą kanadyjscy turyści – rozdają przechodniom butelki z wodą. Kiedy jechali przez Wandeę, a zawodził GPS, na głuchej prowincji wandejscy samarytanie ugościli ich obiadem – teraz Kanadyjczycy chcą wesprzeć modlących się tutaj. Dziś, po pożarze, żar leje się z nieba – może to już ten czas, może tak się zaczyna Apokalipsa?

– Już się zaczęła! To był ten francuski maj ‘68: woodstockowa wolność i manifest licznych gwiazd kultury, filmu i literatury, które przyznały się publicznie do – również licznych – aborcji. I były z tego dumne – mówi starsza pani, znana w pobliskiej Dzielnicy Łacińskiej jako Corinne. Ponoć znała Sartre’a i Simone de Beauvoir. Od czasu pożaru codziennie siada u stóp katedry, zaciskając wypielęgnowane dłonie na drewnianym różańcu: – To kara, a Paryż to Sodoma i Gomora. Modlę się nie tylko za uratowanie katedry, ale i za nawrócenie grzeszników – deklaruje.


 

Ogień grzechu

Francja zalegalizowała tzw. „akty homoseksualne” w 1791 r., a hasła rewolucji, cytowane w podręcznikach historii, brzmiały: Liberté, égalité, fraternité – „Wolność, równość, braterstwo”. Tyle że hasło było niepełne; w całości brzmi: Liberté, égalité, fraternité ou la mort – „Wolność, równość, braterstwo albo śmierć”.

– Czy wiesz, że to dewiza masonów? – pyta Michel, który u stóp katedry modli się, klęcząc.

Obok Corinne siedzi jej siostra, która przyjechała specjalnie do Paryża, by dołączyć się do grupy modlitewnej pod katedrą. Mieszka na wsi, nieopodal najdalej wysuniętego na zachód zakątka Półwyspu Bretońskiego. Z okien jej domu widać faliste i pagórkowate tereny, z kulminacjami na wznoszących się w centrum wzgórzach d’Arrée. Jest jedyną stuprocentową nie-Bretonką pośród tamtejszych Bretończyków.

Corinne – przerażona także jako matka i babcia – opowiada, że zaledwie kilka tygodni temu władze jednej z dzielnic Paryża wydały pozwolenie na głośne czytanie przez transwestytów książek dzieciom, aby uczyć je o „różnorodności”. Na Queer for Kids w bibliotece publicznej w ramach homotygodnia w Paryżu dzieci zostały przyprowadzone przez rodziców. – Dziś-jutro pękną ostatnie bastiony katolicyzmu, a na „nudnej” prowincji pojawienie się aktywistów LGBT oficjalnie spędzających czas z dziećmi w bibliotekach za kilka lat stanie się normą – mówi z goryczą.

I po chwili milczenia dodaje: – Modlimy się tu, pod katedrą, by Francja wreszcie przejrzała na oczy. Cała nadzieja w modlitwie. Spłonęła nie tylko katedra, ogień grzechu niszczy rodziny.


 

To jakaś dzicz

Wszak to, co dzieje się teraz we Francji, nie mieści się w głowie. Czytam katolickie czasopisma francuskie, biorę udział w rozmowach, w których wątkiem dominującym jest „seria” profanacji religijnych w różnych, oddalonych od siebie rejonach Francji – a sprawcy w większości pozostają nieznani. Dzicz – nie sprawcy! To diabelskie działania. Francuzi potwierdzają: to, co było dotychczas motywem literatury grozy i kina, stało się rzeczywistością.

W malutkiej, spokojnej miejscowości Houilles, w departamencie Yvelines jeszcze kilka tygodni temu życie toczyło się leniwie. Teraz niektórzy starsi ludzie boją się wychodzić z domów. Przed kilkoma bowiem miesiącami tamtejszy kościół sprofanowano trzykrotnie w ciągu dziesięciu dni – do dziś wierni nie są w stanie się otrząsnąć. Do tej pory udział we Mszy Świętej dawał im poczucie bezpieczeństwa. Uszkodzona została figura Madonny z Dzieciątkiem, połamano krzyż ołtarzowy. Rozjuszeni sprawcy zniszczyli fotele dookoła ołtarza. – Pozostaje nam tylko modlitwa i nadzieja na schwytanie sprawców – mówi 90-letnia Marie, która dotychczas o własnych siłach chodziła na Mszę Świętą.


 

Miasto apokaliptyczne

Córka Marie, mieszkająca na stałe w Dijon, przypomina o wydarzeniach, które przed dwoma miesiącami miały miejsce w stolicy Burgundii. Nieznani sprawcy włamali się do tabernakulum w tamtejszej Notre-Dame i porozrzucali po posadzce Hostie.

Dotychczas Dijon było miejscem moich najlepszych wspomnień związanych z pracą tłumacza, spotkaniami poetów francuskojęzycznych przybywających tu z różnych zakątków Europy. Wielu mieszkańców Dijon albo omijało dotychczas katedrę, albo traktowało ją jako bogactwo kulturowe miasta. Teraz ludzie wchodzą do wnętrza, aby się pomodlić lub choć na chwilę przysiąść w tylnych ławkach i – może – przeprosić za sprawców. Policja w Dijon pozostaje w stanie gotowości; widać, że mundurowi częściej zaglądają do kościołów – nawet jeśli wygląda to na wizytę służbową. Może przynajmniej dla kilku z nich będzie to czas nawrócenia podczas osobistej rozmowy z Jezusem w Jego domu?

Burgundia już nigdy nie będzie tą samą Burgundią, ale wiele rodzin – w tym mieszczańskich i wielopokoleniowych – modli się o nawrócenie i przeprasza w modlitwie za zło, które się zadziało. Ich aktywność we francuskich grupach modlitewnych na Facebooku znacznie wzrosła.

Łzy napływają mi do oczu, bowiem Dijon to także miasto, w którym poznałam niegdyś Jacka Kaczmarskiego. Tu mieliśmy rozmowę życia o rzeczach ostatecznych. Teraz Dijon stało się miastem apokaliptycznym – a jego mieszkańcy coraz częściej korzystają z kontaktów prywatnych na FB, by prosić o pomoc we „wzmocnieniu” modlitwy przebłagalnej.


 

Modlitwa przez łzy

Nawet ci moi rozmówcy, którzy wypowiadali się dotychczas sceptycznie o francuskim Kościele katolickim, potrafią okazać współczucie i przerażenie. Zaprzyjaźniony muzyk – określający siebie jako „były letni katolik”, bo obecnie jest „katolikiem zaangażowanym” – mieszka na południu Francji. To kraina trubadurów, jego rodzinną miejscowość Lavaur w departamencie Tarn do takich można zaliczyć. Opowiada, czym dziś żyją jego rodzice. W tamtejszym kościele Notre-Dame-des-Enfants również doszło do profanacji. Sprawcy uszkodzili figurę Jezusa Chrystusa i spalili obrus. Wierni częściej zaglądają teraz do kościoła – modlą się i płaczą. Niektórzy, podobnie jak paryżanie, podkreślają, że to czasy ostateczne i że tym gorliwiej muszą modlić się o przebłaganie.

W ostatnim czasie nie jest to odosobniony przypadek na południu Francji. Dotychczas Nîmes (łac. Colonia Augusta Nemausus – to dla podkreślenia charakteru i przeszłości miasta) trzymało się świetnie. W 725 r. podbite przez Arabów, w 737 r. wyzwolone przez Karola Młota, stanowiło jedno z ulubionych miejsc naszych wypadów studenckich. W Nîmes, w kościele Notre-Dame-des-Enfants nieznani sprawcy porozrzucali Hostie po całym kościele, a na ścianach – przy ołtarzu – pojawiły się ekskrementy.

Z Oksytanii wracamy w okolice Paryża, by wspomnieć o jeszcze jednym przypadku sprzed kilku miesięcy. W kościele Saint-Nicolas de Maisons-Laffitte (wspomniany już niechlubnie departament Yvelines) podejrzany, dzięki czujności księdza, został doprowadzony na komisariat.


 

Co zrobiłaś ze swym chrztem?

To nie wszystko. Rok 2018 w policyjnych annałach zapisał się niechlubnie: profanacja za profanacją. W cudnym Poitiers doszło do kilkunastu włamań do kościołów. Celem było za każdym razem tabernakulum i profanacja Najświętszego Sakramentu. Niektórzy księża zadają sobie pytanie: jak zabezpieczyć kościoły otwarte dla wiernych?

Rok 2019. Splądrowany klasztor Saint-Jean des Balmes w Veyreau w departamencie Aveyron – polskie media wspomniały o tym jedynie zdawkowo. Grupa wyrostków oddająca mocz do kropielnicy kościoła w Villeneuve-de-Berg w Owernii. Podeptane Hostie za ołtarzem bazyliki Saint-Eutrope à Saintes, w departamencie Charente-Maritime.

„Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?” – pytał Jan Paweł II Wielki. Hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” obliguje Polaków. Francuska dewiza „Wolność, równość, braterstwo” pozostaje niezmienna od czasów rewolucji. Obudź się, Francjo, z tego złowieszczego snu, bo prześpisz kolejną rewolucję, gdzie zło wygrywa bitwy. A kto wygra wojnę?

Może jednak iskry z płonącej katedry Notre-Dame zapaliły na trwałe francuskie serca miłością do Tego, który wszelką zatwardziałość i zepsucie przemienia w kruszec dobra?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 IX



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -