20 kwietnia
sobota
Czeslawa, Agnieszki, Mariana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Miłosierdzie w prawdzie

Ocena: 0
410

W świecie odwróconych pojęć miłosierdzie bywa mylone z dobroczynnością, współczuciem, litością, tolerancją. Pokusa „łatwiejszego miłosierdzia” zagraża czasem i Kościołowi.

fot. Fragment obrazu Anny Polonii Zyndwalewicz

Jednym z problemów, z którymi musimy się mierzyć, jest pozbawianie człowieka jego wyjątkowości wśród stworzeń i nadprzyrodzonej godności. Ta godność wyrasta głównie ze szczególnych relacji człowieka z Bogiem. Tylko człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga (por. Rdz 1, 26-27). Człowiekiem stał się Syn Boży, gdy fizycznie przyszedł na świat (Hbr 4, 15). Człowiek wreszcie stał się głównym beneficjentem zbawienia i życia wiecznego, wysłużonego na krzyżu. Tymczasem trwa zacieranie różnic między ludźmi i zwierzętami. Jak mówił śp. abp Henryk Hoser SAC, mamy do czynienia z „antropomorfizacją zwierząt i animalizacją ludzi”.

 


ANIMALIZACJA WSPÓŁCZUCIA

Zwierzętom nadaje się nie tylko ludzkie imiona, ale i ludzkie prawa. W Hiszpanii pod rządami José Luisa Rodrígueza Zapatera wprowadzono liberalizację aborcji wśród ludzi, zakazując równocześnie pod karą więzienia aborcji u małp! Wszystkich jednak przebiła prof. Magdalena Środa, postulując przyznanie zwierzętom praw obywatelskich. Tym zaś, które są niechciane, jak szczury i karaluchy, proponuje przyznanie statusu uchodźców! Organizacje reprezentujące uchodźców nie wypowiedziały się dotąd w tej sprawie…

Szczególną aktywnością w zacieraniu różnic między zwierzętami i ludźmi wykazują się niektóre media. Oswajając nas z eutanazją i walcząc o legalizację aborcji wśród ludzi, organizują jednocześnie akcje ratowania np. starych koni, aby nie trafiły do rzeźni. O pomoc dla bezdomnych psów i kotów apelują częściej, niż o wsparcie dla głodnych dzieci. Smutne oczy zwierzaków, spoglądające na nas z gazet i portali internetowych, mają wzbudzać litość i współczucie.

Rozszerzanie takiego współczucia i litości na wszystkie stworzenia sprawia, że uczucia te mają coraz mniej wspólnego z chrześcijańskim miłosierdziem. Bazują na stymulowanych emocjach. Jest to częścią szerszego procesu, w którym chodzi o zastąpienie głosu sumienia bazującego na rozpoznaniu obiektywnych wartości – przez poruszenia emocjonalne, całkowicie zindywidualizowane. Kategorie moralne: „dobro” lub „zło” są wypierane przez wartościowanie emocjonalne: „przyjemne” lub „nieprzyjemne” albo przez wartościowanie estetyczne: „ładnie” lub „brzydko”. Ostatecznym odniesieniem takiego wartościowania jest ludzkie „ja”, jego upodobania, wrażliwość i chcenie.

Litość i współczucie towarzyszą postawom miłosierdzia, ale nie mogą ich zastąpić. Co więcej, samo współczucie i litość mogą być złym doradcą w działaniu. W Evangelium vitae św. Jan Paweł II ostrzega przed fałszywym współczuciem i litością, którymi ludzie usprawiedliwiają dzisiaj nawet takie zbrodnie, jak eutanazja czy aborcja (EV, 66). Ilustracją tego są przypadki rzekomo zgwałconej nastolatki z Lublina czy zmarłej na sepsę pani Izabeli z Pszczyny, którymi epatowały organizacje proaborcyjne i współdziałające z nimi media.

 


UBÓSTWIONA TOLERANCJA

Szeroko lansowana tolerancja jest kolejnym zamiennikiem miłosierdzia. W pierwotnym znaczeniu oznaczała cierpliwe znoszenie siebie nawzajem, mimo różnic dzielących ludzi, do czego zachęca św. Paweł (por. Ef 4, 3). Z biegiem czasu zaczęła oznaczać niezajmowanie się cudzymi sprawami i w takim ujęciu przestała być chrześcijańskim ideałem. Podczas nabożeństwa ekumenicznego w Warszawie w 1999 r. św. Jan Paweł II, przekonując, że tolerancja między ludźmi nie wystarcza, mówił: „Toleruje się przecież czasem nawet zło – w imię większego dobra”.

Współczesna koncepcja tolerancji poszła jeszcze dalej. Rozciąga się ją nie tylko na osoby, ale także na poglądy i czyny, choćby były niezgodne z prawem moralnym i prawdą. Tak rozumiana tolerancja stała się dzisiaj nakazem. Ma oznaczać obowiązkową akceptację wszystkiego, co wyłamuje się z tradycyjnego systemu wartości, kwestionuje ludzką tożsamość, naturalną rodzinę, Kościół, Boga i Jego przykazania.

W słowniku dzisiejszej tolerancji nie ma takiego pojęcia jak „grzech”, ponieważ zakłada ono „niedopuszczalną” ocenę cudzego postępowania. Jedynym grzechem ma być właśnie nietolerancja. Jak perorował jeden z ideologów dyktatury relatywizmu, trawestując Louisa A.L. de Saint-Justa: „Zero tolerancji dla wrogów tolerancji”.

Forpocztą walki o tak rozumianą tolerancję są mniejszości seksualne, niektórzy rozwiedzeni i żyjący w związkach niesakramentalnych. Oczekiwana przez nich tolerancja miałaby oznaczać nie tyle obojętność wobec zła moralnego, ile jego akceptację i uznanie go za normę. Środowisk homoseksualnych i ich mocodawców nie satysfakcjonuje już szacunek dla homoseksualistów, o którym mowa w Katechizmie Kościoła Katolickiego (KKK, 2358). Żądają błogosławieństwa dla swoich związków i uznania ich za małżeństwa także w sensie sakramentalnym. Sodomia miałaby być uznana przez Kościół (!) za uprzywilejowaną drogę do świętości. Nasze non possumus wobec powyższych praktyk nazywane jest… brakiem miłosierdzia.

 


MIŁOSIERDZIE I SPRAWIEDLIWOŚĆ

Innym błędem jest przeciwstawianie miłosierdzia sprawiedliwości. Tymczasem pierwsze nie zawiesza drugiego. Do niedawna tabliczki umieszczane w blokowiskach informowały: „Za szkody wyrządzone przez dzieci odpowiadają rodzice”. Kiedy ojciec płaci za wybitą przez dziecko szybę, nie wykracza przeciw sprawiedliwości, tylko czyni zadość sprawiedliwości. Dziecko zaś może przez to uniknąć kary. Podobnie jest z miłosierdziem. Nie jest ono bezkosztowym ułaskawieniem. Tym, który płaci cenę za nasze grzechy, jest sam Bóg. Ceną Bożego miłosierdzia było „zaliczenie Syna Bożego w poczet złoczyńców” (por. Mk 15, 28). Zapłatą miłosierdzia stała się krew Chrystusa przelana na krzyżu.

Miłosierdzie nie zaciera też prawdy o grzechu. Nie jest jego banalizacją. Warunkiem doświadczenia miłosierdzia jest stanięcie w prawdzie i uznanie swojego grzechu. Ma on charakter obiektywny i jest w pierwszym rzędzie grzechem przeciwko Bogu, dlatego byłby grzechem, choćby żaden człowiek subiektywnie nie czuł się nim skrzywdzony. Trzeba to odnieść szczególnie do ludzi żyjących za obopólną zgodą we wspólnocie grzechu, nie mając poczucia moralnego zła i nie rozumiejąc, kogo i za co mieliby z tego powodu przepraszać.

Brak uznania swojej winy przed Bogiem jest zamknięciem się na Jego miłosierdzie. Jednak jeszcze gorsze jest wypieranie grzechu ze swojej świadomości. „Jeśli mówimy – pisze św. Jan – że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (por. 1 J 1, 8). Klasyczna teologia w zamknięciu się na Ducha prawdy (J 16, 13) widzi jeden z przejawów grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Jednakże sprzeniewierzeniem się Duchowi Świętemu jest również odmowa głoszenia prawdy grzesznikom w imię rzekomego miłosierdzia. Bo z jakiegoś powodu wybieramy wówczas święty spokój, zaniedbując wezwanie do głoszenia prawdy w miłości.

 


DLA CIAŁA I DUSZY

Miłosierdzie dotyczy całego człowieka i obejmuje jego ciało i duszę. Stąd zobowiązanie do świadczenia miłosierdzia wyraża się w uczynkach miłosierdzia względem ciała i ducha. Te drugie bywają trudniejsze. Łatwiej dać bułkę głodnemu, niż z miłością upomnieć człowieka, który rozbija małżeństwo. Także współczesny świat premiuje działalność charytatywną Kościoła, jako najbardziej pożądaną, a jednocześnie przypominanie obowiązujących prawd wiary czy norm moralnych traktuje jako sianie fundamentalizmu i niedopuszczalną ingerencję w „politykę”.

Spełnianie uczynków miłosierdzia co do duszy bywa uważane za niedopuszczalną represyjność. Nie tylko upominanie grzeszących, ale nawet modlitwa za kogoś, kto sobie tego nie życzy, traktowane są jako przestępstwo. Przykłady Mary Wagner, kanadyjskiej działaczki pro-life więzionej za namawianie kobiet do odstąpienia od aborcji, czy brytyjskiej pielęgniarki Caroline Patrie, ukaranej za obietnicę modlitwy w intencji chorej pacjentki, są aż nadto wymowne. Ale poważnie traktowane miłosierdzie musi kosztować. Chrystusa też przecież kosztowało.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 kwietnia

Sobota, III Tydzień wielkanocny
Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem.
Ty masz słowa życia wiecznego.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 6, 55. 60-69
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter