11 grudnia
środa
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Mężny i roztropny

Ocena: 0
2816

Spośród wielu cnót chrześcijańskich, którymi w sposób heroiczny odznaczał się prymas Stefan Wyszyński – co niedawno w procesie beatyfikacyjnym oficjalnie potwierdziła Stolica Apostolska – pragnę zwrócić uwagę na trzy: miłość, roztropność i męstwo.

fot. archiwum

Umiłowanie Boga wyraża się w miłości bliźnich, także, a może przede wszystkim, bliźnich – nieprzyjaciół. Kardynał Stefan Wyszyński tę cnotę praktykował w sposób heroiczny. Miał wielu wrogów i prześladowców – poczynając od komunistycznych notabli, którzy walczyli z Kościołem, i z prymasem indywidualnie, poprzez szefów resortu bezpieczeństwa, szeregowych jego pracowników, po tajnych współpracowników, którzy inwigilowali Wyszyńskiego przez całe prymasostwo.


Miłość

Kardynał wszystkim im przebaczył, co więcej – modlił się za nich. W pierwszym roku internowania, nie wiedząc, czy kiedykolwiek wyjdzie z uwięzienia i czy przeżyje, zapisał w dzienniku w Wigilię 1953 r.: „Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził”. Na okładkach brewiarza natomiast miał zapisaną intencję modlitwy: „za Ojczyznę i Jej Prezydenta”, czyli Bolesława Bieruta (prymas nazywał go prezydentem, choć nie był nim od 1952 r.), i za tych „co z Kościołem walczą”. Modlił się „za partię, UB, więziennych dozorców”, a także za Franciszka Mazura, Edwarda Ochaba i Antoniego Bidę – głównych twórców antykościelnej polityki w okresie stalinizmu w Polsce. Prymas czuł się przez nich skrzywdzony, ale pomimo to nie miał do nich – jak pisał – uczuć nieprzyjaznych. „Nie umiałbym im zrobić najmniejszej nawet przykrości”.

Kiedy, izolowany w Komańczy, dowiedział się, że 12 marca 1956 r. zmarł Bierut, odpowiedzialny za jego uwięzienie i z tego powodu ekskomunikowany przez Piusa XII, odprawił za zmarłego Mszę Świętą i modlił się „o miłosierdzie Boże dla człowieka, który tak bardzo go skrzywdził”. Pisał też: „Tyle razy w ciągu swego więzienia modliłem się za Bolesława Bieruta (...) i nie zapomnę o pomocy modlitwy. (...) Tego wymaga ode mnie moje chrześcijaństwo”. Podobny stosunek miał do Władysława Gomułki, który wielokrotnie publicznie atakował prymasa, stosował różne szykany. „Największa nawet krzywda i zniesławienie, których nieustannie dopuszcza się Wł. Gomułka – są starannie zapomniane. Bodaj mogę powiedzieć, że nie skrzywdziłem nawet myślą swego »Krzywdziciela«. Przebaczam mu z serca” – pisał Wyszyński w 1967 r.

Prymas przebaczał, co jest elementem miłości miłosiernej, nie tylko nieprzyjaciołom, ale także – powiedzmy szczerze – wielokrotnie duchownym i wiernym świeckim, którzy okazali mu nielojalność, a nawet go zdradzili. Tak było 28 września 1953 r., gdy episkopat po uwięzieniu prymasa, pod presją władz, podpisał deklarację lojalności wobec rządu. Prymas przebaczył biskupom, co nakazywała mu także roztropność, o której więcej napiszę poniżej. Taka postawa, zamiast rozliczeń, umożliwiała mu zachowanie jedności episkopatu, niezbędnej do obrony przed antykościelną polityką władz.

W latach 60. kardynał wielokrotnie przebaczał różnego typu nielojalne zachowania przedstawicieli środowiska Znak, w tym rozpowszechnianie w 1963 r. w kurii watykańskiej tzw. opinii na temat relacji Kościół-państwo, opracowanej przez Stanisława Stommę. W prawdziwie ojcowski sposób postąpił z pracownikiem swojego sekretariatu ks. Hieronimem Goździewiczem, który najprawdopodobniej na przełomie 1959 i 1960 r. wyznał prymasowi, że donosił na niego do UB. Prymas nie tylko mu przebaczył, ale wnet uczynił kierownikiem swego sekretariatu.


Roztropność

To była bez wątpienia jedna z ważniejszych cnót prymasa. Jego priorytetem było dobro Kościoła i dobro narodu. Z myślą o tych wartościach podejmował decyzje, tworzył programy duszpasterskie, prowadził rozmowy, także z rządzącymi Polską komunistami. Z tego też powodu, gdy w czasach stalinizmu istnienie Kościoła było zagrożone, podjął decyzję o podpisaniu porozumienia między episkopatem a rządem 14 kwietnia 1950 r. I choć ostatecznie większość episkopatu, pod wpływem argumentacji prymasa, zgodziła się na podpisanie porozumienia, to nie uchroniło go to przed wewnątrzkościelną krytyką, w tym także Stolicy Apostolskiej. Dopiero z perspektywy czasu dostrzeżono, jak bardzo ten krok prymasa był roztropny. „Kościół zawsze stał na stanowisku rzeczywistości i realizmu: rozmawiał z każdym państwem, które chciało z nim rozmawiać. Rozmawia więc w Polsce i z państwem komunistycznym. To nie koniunktura – na miesiąc czy rok. To zasada” – pisał Wyszyński w dzienniku Pro memoria w 1953 r. Z ducha roztropności wynikało także przekonanie prymasa, że „lepiej jest istnieć czasami w nieco gorszej sytuacji, niż nie istnieć wcale. Osiągnąć mniej – 70, 60 zamiast 100 proc. – niż nie być wcale”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 10 grudnia

Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów.
Dziś w Kościele:
+ wtorek, II tydzień Adwentu,
wspomnienie NMP Loretańskiej
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 40, 1-11; Ps 96; Mt 18, 12-14
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -