21 lutego
środa
Eleonory, Fortunata, Roberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Księża z Placu Zbawiciela

Ocena: 0
1477

Pokonaliśmy – wspólnie, dzięki decyzji zbawicielowego proboszcza ks. Tadeusza Sowy – niemal cały wiek

Nikt się chyba nie spodziewał takiej niespodzianki! Na opłatkowe spotkanie Duszpasterskiej Rady Parafialnej ksiądz proboszcz zaprosił kilku księży nieznanych, ale jakby nie całkiem obcych. „Skąd to ja mogę księdza znać?” – wisiało w powietrzu, ale spotkanie się zaczęło.

I okazało się, że naszymi gośćmi są księża z Kościoła Metodystycznego, który mieści się po drugiej stronie placu! Znamy się z widzenia! Byli proboszcz ks. Zbigniew Kamiński, ksiądz superintendent (odpowiednik biskupa) Andrzej Malicki z żoną i emerytowany ksiądz superintendent Edward Puślecki z żoną. Przebyli wprawdzie niewielką odległość, jakieś kilkadziesiąt metrów raptem, ale gdyby mierzyć ją jakąś „czasoprzestrzenią”, mogłoby się okazać, że pokonaliśmy – wspólnie, dzięki decyzji zbawicielowego proboszcza ks. Tadeusza Sowy – niemal cały wiek. Nasz kościół był zbudowany na cześć Zbawiciela z okazji przełomu stuleci, a w 1909 r. parafianie uroczyście wprowadzili tu Matkę Bożą w Jasnogórskim Wizerunku. Jeszcze kilka lat później do wspaniałej kamienicy na przeciwległym rogu wprowadzili się metodyści.

Założyli wtedy Szkołę Języka Angielskiego w Warszawie i gimnazjum koedukacyjne w Klarysewie, a także miesięcznik „Pielgrzym Polski”. W latach II wojny światowej podjęli służbę patriotyczną. Prowadzili Wyższą Szkołę Biblijną, koncerty i wykłady, nieśli pomoc więźniom Pawiaka i mieszkańcom getta.

Ich Kościół zaczął się formować już w pierwszej połowie XVIII w., kiedy wykształcony w Oksfordzie diakon Jan Wesley zaczął poszukiwać sposobów ożywienia wiary Kościoła anglikańskiego. Jego brat Karol zorganizował grupę ironicznie określaną jako „klub świętych, mole biblijne, świętoszki, metodyści”. Formalnie zarejestrowali się w kancelarii królewskiego sądu 28 marca 1784 r. Szybko zakorzenili się w Ameryce i powołali tam niezależny Episkopalny Kościół Metodystyczny.

W Warszawie „do metodystów” chodziło się w słusznie minionych czasach na angielski, ponoć najlepszy w kraju, na co wskazywały gigantyczne kolejki w dniach zapisów. Czy jednak tłumy te były świadome, że stoją w kolejce do kościoła?

Komunistyczna propaganda, nasycenie szeregów duchownych – zgoła nie tylko wśród rzymskich katolików – agentami i kolaborantami, którzy nieustannie próbowali ręcznego sterowania życiem wspólnot religijnych, sprawiły, że Kościoły i związki wyznaniowe wyszły z PRL poobijane, pokaleczone, nieufne jedne wobec drugich, gotowe do wzajemnych oskarżeń o kolaborację i zdradę. Postkomuniści cynicznie grali tymi podziałami. Czy to sprzyjało prawdziwej ekumenii?

Na placu Zbawiciela dwie wspólnoty, rzymskokatolicka i metodystyczna, postanowiły wreszcie stawić czoła przeszłości i poszukać tego, co łączy. Jesteśmy przecież braćmi, mówiliśmy na opłatku pod okiem – naszego wspólnego – Zbawiciela, w blasku tej samej – bo innej nie było – gwiazdy betlejemskiej.

To niezły moment na prawdziwe spotkanie w Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan. I wspólny początek obchodów stulecia Niepodległości, którą przecież witali wszyscy obywatele Rzeczypospolitej.
 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły