8 sierpnia
poniedziałek
Cypriana, Emiliana, Dominika
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ks. Rosini: musimy zmienić język mówienia o małżeństwie (wywiad KAI)

Ocena: 0
644

Kościół musi powrócić do kerygmatu i języka dydaktycznego, dziś już trochę zapomnianego i rzadko używanego, gdy chce mówić współczesnym ludziom o małżeństwie i rodzinie – uważa ks. Fabio Rosini, odpowiedzialny za posługę rozeznania powołania młodzieży w diecezji rzymskiej.

Fot. Caro Mendoza / Cathopic

Ks. Fabio Rosini, profesor na Papieskim Uniwersytecie Santa Croce, w piątek 24 czerwca w Auli Pawła VI, w ramach X Światowego Spotkania Rodzin, w Panelu 7 mówił o formacji pasterzy i seminarzystów w kontekście przygotowania do małżeństwa. W przedzień tego wydarzenia, w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną opowiedział o wyzwaniach, stojących dziś przed Kościołem w zakresie formacji do tego sakramentu i o proponowanych środkach zaradczych.

*******

Piotr Dziubak (KAI): Właśnie rozpoczęło się Światowe Spotkanie Rodzin w Rzymie. Ksiądz zabierze głos w sprawie przygotowania do małżeństwa w najbliższy piątek po południu.

Ks. Fabio Rosini: Powiedzmy, że jest to bardziej pogłębiona idea katechumenalna, jak ją określił papież, czyli dokonanie prawdziwego wprowadzenia do sakramentu małżeństwa. Jest to idea, moim zdaniem, bardzo odważna i trafna, jeśli chodzi o obecny czas, wpisuje się w prawdziwą troskę o młodych ludzi przygotowujących się do małżeństwa. Wymaga umiejętności poprowadzenia kogoś drogą, powiedzmy, dużo mniej typową dla naszej mentalności, kogoś, kto musi zrozumieć, jak wygląda taka inicjacja.

Granie nowej partytury przez starych wykonawców, którzy zawsze grają tę samą muzykę, jest naszym ryzykiem. Musimy zadać sobie pytanie: czym jest formacja? Jej zmiana w małżeństwie oznacza zmianę przygotowania do tego sakramentu. Dzisiaj mamy do czynienia z całkowicie intelektualną koncepcją formacji. Jesteśmy dziećmi Kartezjusza i wiele tu nie zrobimy.

Formacja dzisiaj oznacza przekazywanie informacji. Ale nie na tym polega przygotowanie, które ma być edukacją. Szkolenie to coś innego, oznacza działanie o charakterze znacznie bardziej globalnym. Ale w jaki sposób księża, seminarzyści, którzy byli kształceni w mentalności całkowicie intelektualnej, mogą być formowani do bardziej integralnej wizji? W rzeczywistości tego typu argument zmusza nas do ponownego podjęcia dyskusji na temat przeformułowania formacji kapłańskiej. To jest prawdziwy argument. Moglibyśmy skomponować wspaniały utwór muzyczny dla formacji kapłanów i wykonać go w staroświecki sposób, a tym samym ponieść porażkę.

Ta zmiana mentalności, a nie samych procedur, dotyczy, jak mówi Ksiądz, zarówno kandydatów do małżeństwa, jak i tych, którzy będą udzielać tego sakramentu.

Oczywiście. Powiedzmy, że w tym przełomowym okresie, w którym się znajdujemy, jak to słusznie powiedział Franciszek z profetyczną i głęboką wizją, musimy wziąć pod uwagę fundamentalne zdanie z „Evangelii Gaudium”: przedkładać czas nad przestrzeń, co nie znaczy zdobywać przestrzenie, ale uruchamiać procesy. Piękne zdanie, naprawdę świetliste, ale jest pewien problem – jak to zrozumieć? Możemy to zrozumieć, ale tu brakuje nam małego elementu: jak uruchomić procesy? Wiedzieć, jak się to robi, oznacza już doświadczenie ich uruchamiania. Oznacza to, że można być przewodnikiem na ścieżce, która jest procesem i że przeszło się tę ścieżkę. Jak może być przewodnikiem ktoś, kto nigdy nie przeszedł szlaku w górach? Niewiele da się zrobić. Dlatego pańskie pytanie ma fundamentalne znaczenie.

Podoba mi się zaproponowanie katechumenatu małżeńskiego, jak to zostało nazwane. Nie wiem, czy można polemizować z tym określeniem. To będzie jak dźwignia, która poruszy całą formację. Jeśli zaczniemy od tego miejsca, będziemy musieli wszystko nieco zakwestionować, ale jest to absolutnie konieczne. Papież trafił w sedno sprawy. Jeśli nie zaczniemy formować naszych małżonków w inny sposób, będziemy mieli takie rezultaty, jakie mamy dzisiaj, czyli dramatyczne.

Dotychczas przygotowywaliśmy narzeczonych do małżeństwa tak, jakby ktoś miał się wspinać na Mount Everest w tenisówkach, z nieodpowiednim sprzętem. Dziesięć małych spotkań, jakieś krótkie rozmowy, wszystko teoretycznie, bez treningu serca, bez weryfikacji. Od 10 lat jestem odpowiedzialny za duszpasterstwo powołań w diecezji rzymskiej i od 10 lat prowadzimy przygotowanie do małżeństwa. Przygotowujemy tych, którzy jeszcze nie zdecydowali się na ślub. Musimy ich nauczyć, jak przeprowadzić narzeczeństwo zgodnie z mottem: dobre narzeczeństwo to nie to, które kończy się małżeństwem, ale to, które kończy się prawdą. Aby dojść do prawdy, trzeba wędrować.

Jak postępować w prawdzie? Już sam charyzmat narzeczonych jest prawdą. Jest to moment weryfikacji, czas poznawania siebie nawzajem i weryfikowania siebie przez uaktywnienie wszystkich punktów, aby było to poznanie prawdziwe, autentyczne, bez filtrów, bez udawania, bez oszustwa. Dlatego właśnie w tym zaangażowaniu należy wykonać pracę polegającą na zdjęciu masek.

Możemy się pochwalić, że na każdym kursie, na który przychodzą setki narzeczonych, wiemy, że co najmniej jedna czwarta z nich zerwie narzeczeństwo po zakończeniu kursu, ponieważ pokazaliśmy im, że nie są gotowi do małżeństwa, że nie są dobrze dobrani. Często ich zauroczenie ma charakter wyłącznie psychologiczny. W rzeczywistości nie ma w nim nic głębszego. Może to tylko pociąg fizyczny? Bardzo niebezpieczne jest jednak zawieranie małżeństw tylko ze względu na atrakcyjność fizyczną lub podobieństwo psychiczne. Te wymiary są bardzo wątłe. Trzeba koniecznie czegoś głębszego.

Jest oczywiste, że w centrum tego dyskursu znajduje się chrzest. Czy powinniśmy unikać pomalowania narzeczeństwa chrześcijaństwem a formować chrześcijan, którzy będą narzeczonymi, a następnie wezmą ślub? Nie możemy zajmować się tylko chrystianizacją nowożeńców. To jest bardzo trudne. Aby to uczynić, trzeba przeżyć inicjację chrześcijańską. Wszyscy musimy być zdolni do tego, ponieważ nie żyjemy już w czasach chrześcijańskich. Kultura nie jest chrześcijańska. Wystarczy spojrzeć na środki masowego przekazu: nie ma tam nic o wiernej miłości, o małżeństwie, nie ma nic o skromności. Musimy umieć formować narzeczonych w takim właśnie kontekście. Bez doświadczenia inicjacji chrześcijańskiej byliby raczej zmuszani do czegoś innego niż to, w czym rzeczywiście wzrastali. I to jest bardzo poważna sprawa.

Ludzie nie chcą dzisiaj zawierać małżeństw, nawet cywilnych.

To odpowiada warunkom, po ludzku zrozumiałym. W pewnym sensie nie wiem, co jest gorsze: czy to, że młodzi ludzie nie chcą dzisiaj zakładać rodzin, czy to, że kiedyś pobierali się bez odpowiedniego przygotowania. Kiedy będziemy prowadzić kolejne kursy przygotowujące do małżeństwa, musimy zacząć od stwierdzenia: po pierwsze, jesteście szczęściarzami, którzy dojrzeli do hipotezy ostateczności, co dzisiaj jest ogromnie trudną rzeczą dla młodego człowieka, biorąc pod uwagę zmienność, niespójność i niematerialność wszystkiego. Wszystko jest wirtualne.

Pandemia sprawiła, że staliśmy się bardzo wirtualni. Co więc jest pewne? Na co muszę zwrócić uwagę? To, że istnieje pewne zjawisko, jest normalne, ale to, co wnosi ono do życia, to cenny czas do wykorzystania. Nie można stracić tej okazji, ponieważ ci, którzy w tym okresie wezmą udział w prawdziwym kursie formacyjnym i będą w stanie podjąć ostateczną decyzję dzięki poważnej formacji, zdadzą egzamin. Być może będziemy mieli mniej kandydatów, ale za to dużo więcej osób świadomych dokonanego wyboru,

Czy sądzi Ksiądz, że przyjdzie taki czas, że Kościół będzie mówił zaręczonym: poczekajcie jeszcze z sakramentem małżeństwa? Dzisiaj chyba rzadko to się zdarza, raczej szuka się innych rozwiązań.

Właściwie wszystkie mechanizmy przygotowania do małżeństwa są obecne. Istnieje bowiem weryfikacja przedmałżeńska, tzw. mały proces, który należy przeprowadzić. Przy odrobinie większej odwagi kapłan mógłby sprawować swoje ojcostwo duchowe, swoją opiekę mówiąc: zaczekajcie. I to właśnie jest lekarstwo. Prawdziwa miłość do ludzi polega na tym, by powiedzieć: zaczekajcie, nie jesteście gotowi, to nie jest odpowiednia chwila.

Oczywiście, że powinniśmy być wolni od wpływu opinii środowiska, rodziny itd. Musimy być gotowi rozczarować ludzi, co być może wiąże się z doświadczeniem sprawowania mądrego, ojcowskiego autorytetu, który jest absolutnie konieczny. Będzie to forma stylu, która musi się upowszechnić, wspólne myślenie w Kościele, które prawdopodobnie trzeba będzie potraktować poważnie, ponieważ wyniki są tak negatywne, że muszę ciągle powtarzać, że nie wolno zachęcać młodych ludzi do krótkiego okresu narzeczeństwa. Niestety są miejsca formacji młodzieży, gdzie ten nonsens jest nadal praktykowany. Krótkie narzeczeństwo – czyś ty zwariował? Narzeczeństwo to bardzo poważny czas, wymagający rozeznania.

Zawsze powtarzam: potrzeba co najmniej dwóch lat zaangażowania. Małżeństwa zawierane w pośpiechu są skazane na mniej lub bardziej pewną klęskę. Na ogół, gdy mamy do czynienia z kryzysem małżeńskim, sprawdzamy, w jaki sposób przebiegło narzeczeństwo. Jeśli wiedza na ten temat się upowszechni, być może kapłan będzie miał więcej odwagi w byciu autorytetem, żeby być czujniejszym na granicy między prawdą a protekcjonalnością. Musimy mówić ludziom nie to, co się im podoba, ale to, co jest dla nich dobre. To jest właśnie podstawowy problem.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 8 sierpnia

Poniedziałek, XIX Tydzień zwykły – wspomnienie św. Dominika, prezbitera
Niebo i ziemia pełne chwały Twojej
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Mt 17, 22-27
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter