28 lutego
środa
Romana, Ludomira, Lecha
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ks. prof. Pawlina o prymasie Glempie cz.1

Ocena: 5
499

Prymas Glemp sprawował swoją posługę w czasach przełomu, na pograniczu schyłku komunizmu i początku demokracji. Taki pomost” – mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina.

fot. Akademia Katolicka w Warszawie

Dawid Gospodarek (KAI): Jak Ksiądz Rektor wspomina prymasa Glempa? Jakim był człowiekiem?

Ks. Prof. Krzysztof Pawlina: Księdza prymasa poznałem na drugim roku swoich studiów seminaryjnych, został wtedy biskupem Warszawy. Pamiętam jego ingres, Mszę świętą przed kolegiatą św. Anny. Wówczas to ogłoszenie, kto zostanie następnym warszawskim biskupem nic mi jeszcze nie mówiło - nie wiedziałem, kim on jest.

Po ingresie parę razy spotkaliśmy się w seminarium, np. gdy przychodził jako biskup na opłatek, ale personalnych kontaktów nigdy nie mieliśmy. Pierwsze osobiste kontakty zdarzyły się, kiedy zostałem ceremoniarzem w seminarium. Posługiwaliśmy w katedrze, a ja podawałem prymasowi księgę albo w zakrystii czerwoną pelerynę. On mnie wtedy zapytał, na którym roku jestem, co robię, skąd jestem.

A jakaś dłuższa rozmowa?

- W czasie, gdy studiowałem, nastąpił podział administracyjny naszej diecezji, w ramach którego ustanowiono diecezje łowicką, warszawsko-praską i archidiecezję warszawską. Wszyscy wtedy zastanawialiśmy się, dokąd trafimy. Przed Wielkanocą prymas nas zebrał i przedstawił różne możliwości: że każdy zostaje tam, skąd pochodzi, albo gdzie ostatnio pracował, albo ewentualnie może ustalić z prymasem, gdzie by chciał posługiwać.

Usiedliśmy wokół niego, a on każdego pytał o jego preferencje. Kiedy przyszła moja kolej, prymas nic nie powiedział. Byłem tym zaniepokojony i na korytarzu zapytałem go o to, a prymas mi odpowiedział, że będę potrzebny w Warszawie. Po doktoracie, który wtedy kończyłem, zostałem najpierw wysłany do Kurii, gdzie byłem notariuszem, a potem zostałem sekretarzem księdza prymasa.

Jaki był prymas Glemp w stosunku do księży, do świeckich?

– Prymas nie był człowiekiem wylewnym, raczej skrytym. Dopiero przy dłuższym kontakcie można było zobaczyć w nim człowieka bardzo serdecznego, dobrego, wyrozumiałego i cierpliwego. Myślę, że prawdziwe oblicze prymasa zobaczyłem dopiero wtedy, gdy przestał być prymasem, a zwłaszcza, kiedy był w szpitalu, gdy chorował. Myślę, że wtedy spadły z niego wszystkie obowiązki, odczuł większą wolność, nie czuł żadnej presji, nie ciążyła już na nim taka odpowiedzialność, jak w trakcie prymasowskiej posługi. Wtedy okazało się, jaki to dobry kapłan – modlący się, sprawujący codziennie Eucharystię, zawsze się czymś zajmujący, ciężko pracujący, no i oczywiście zawsze zainteresowany życiem Kościoła.Natomiast problem samej choroby, tych ostatnich dni, pokazał wielką pokorę prymasa, jego ogromną cierpliwość.

Rozmawialiście o śmierci?

– Nie, jeśli już to raczej mało. Ja byłem przy prymasie do końca. Kiedy przestałem być jego kapelanem, zostałem rektorem seminarium. A kiedy kończyłem posługę w seminarium, kard. Nycz poprosił mnie, żebym zamieszkał w Wilanowie. Wtedy miałem kolejny raz okazję, żeby poznać prymasa zupełnie w innej roli.

Jego cierpienie pokazało mi człowieka, który po pierwsze godzi się z przemijalnością i nie ma w nim żadnego buntu; człowieka rozmodlonego, który niczego się nie domagał i od nikogo niczego specjalnego nie żądał. Nawet na łóżku szpitalnym nie chciał, żeby ktoś dawał mu jakieś przywileje. Siedzieliśmy przy jego łóżku na zmianę, po kilka godzin. Najczęściej odmawialiśmy brewiarz. Prymas zawsze chciał być aktywny. Rzadko rozmawialiśmy o rzeczach, które mogą nadejść. Natomiast był taki moment, kiedy widziałem, że chciałby wrócić do do Wilanowa, choćby na chwilę. Po rozmowie z lekarzami doszliśmy do wniosku, że dla jego kondycji psychicznej będzie to dobre rozwiązanie.

Jakie jeszcze cechy kard. Glempa nie uzewnętrzniały się? Czego o nim nie było powszechnie wiadomo?

– Na pewno niewielu wie, że bardzo kochał literaturę. Myśmy raczej nie widzieli w nim wybitnego retora, natomiast to był człowiek, który naprawdę bardzo kochał literaturę polską i historię. Tu trzeba sięgnąć do jego lat dziecinnych. Jako dwunasto- trzynastoletni chłopiec pisał wiersze. Ja je znam, może nie są one wielkimi utworami literackimi, ale były to jego próby przekazania tego, co nosił w sercu. Już jako mały chłopak prowadził dziennik. Te zapiski, których część zachowała się w archiwum, pokazały jego regularność życia. Kiedyś myślałem, że to przy kard. Stefanie Wyszyńskim nauczył się zapisywać swoje obserwacje, notować jakieś uwagi. Teraz myślę, że jednak musiał to wynieść już z dzieciństwa. Jako prymas w swoim kalendarzu zapisywał każdego dnia swoje spotkania, z kim się widywał, nanosił różne uwagi. To są rzeczy zachowane w archiwum. Oprócz wierszy pisał też opowiadania. One również uwarunkowane są jego horyzontami i epoką. Dzisiaj ta młodzieńcza twórczość prymasa może brzmieć dość dziwnie, ale w latach 1941-43 ten jego język ukazywał pewną wrażliwość i duchowość autora.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 28 lutego

Środa, II Tydzień Wielkiego Postu
Ja jestem światłością świata,
kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 20, 17-28
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Nowenna zawierzenia woli Bożej - o. Dolindo
Koronka ku czci Siedmiu Boleści Matki Bożej

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter