25 maja
środa
Grzegorza, Urbana, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kościół - przestrzeń dla dzieci

Ocena: 5
510

Warto przyprowadzać dzieci do kościoła od początku, aby jak najwcześniej weszły w sferę sacrum. - mówi dr Sabina Zalewska, pedagog i psycholog, w rozmowie z Barbarą Wiśniowską

fot. archiwum prywatne

Jak długo małe dziecko jest w stanie wytrzymać w kościele bez wiercenia się?

Generalnie dzieci w wieku wczesnoszkolnym mogą usiedzieć grzecznie przez 20 minut. Jeśli mają deficyty związane z ruchliwością, ADHD czy autyzm, to siedzenie w ławce przez godzinę przekracza ich możliwości. Malutkie, które dopiero zaczynają chodzić, mają dużą potrzebę ruchu i ciekawość świata. Jeśli coś je zainspiruje, nie kontrolują się, od razu biegną w tę stronę, a rolą rodziców jest pilnowanie, żeby nic im się nie stało i żeby nie weszły w przestrzeń sacrum.

 

Kiedyś dzieci nie biegały po kościele, jak to się dzieje dzisiaj. Dlaczego?

Czy dawniej dzieci miały tyle zabawek, ile mają dzisiaj? Czy grały w gry internetowe? Oglądały telewizję przez pół dnia? Kiedyś dzieci nie były przebodźcowane, a dziś są. To wszystko sprawia, że mają problemy z koncentracją uwagi w domu, szkole i innych miejscach. Dawniej nie było tak dużo dzieci z deficytami koncentracji. Takie dziś są czasy, trochę na nasze własne życzenie.

 

Mamy wyrzucić zabawki i wyłączyć ekran?

Dbanie o higienę psychiczną to dobry pomysł, można o to apelować, ale nie zanosi się, żeby rodzice posłuchali. Raczej skupmy się na sobie, na budowaniu własnej relacji z Bogiem, na byciu przykładem dla naszych dzieci.

 

Co jeszcze możemy zrobić jako rodzice, żeby nasze dziecko wytrzymało w kościele dłużej niż 20 minut?

Myślę, że trzeba liczyć się z tym, że nie wysiedzi godzinę w bezruchu. Trzeba próbować powoli je przyzwyczajać.

Na pewno przed wejściem powinniśmy jasno określać zasady zachowania się i powtarzać przed każdą Mszą, że w kościele trzeba zachowywać się cicho i spokojnie, słuchać, naśladować postawę dorosłych. Dzieci czasami naruszają postawione przez nas granice, bo sprawdzają, czy wszystko zawsze jest tak samo. Jeśli będziemy w kółko przypominać zasady, dziecko je zapamięta, a w dodatku będzie się czuło bezpiecznie w przewidywalnym świecie i kiedyś zrobi postępy w dobrym zachowaniu.

Po drugie, kiedy widzimy, że zaczyna się wiercić, możemy cichutko tłumaczyć elementy Mszy, co na chwilę skupi jego uwagę. Kiedy i to się nie sprawdzi, nie zadziała przywrócenie skupienia, powinniśmy zrezygnować z bycia w środku i wyjść na zewnątrz lub do bocznej kaplicy, gdzie jest wyznaczona strefa dla dzieci.

 

Czy Msze święte dla dzieci to dobre rozwiązanie?

W niektórych kościołach są specjalne Msze dla dzieci, gdzie pewna ruchliwość jest dopuszczalna. Jeśli dorosłym przeszkadza zachowanie dzieci, to niech nie przychodzą na taką Mszę. Przykro było patrzeć, jak w mojej parafii siostry zakonne rozkładały karteczki, że pierwsze ławki są zarezerwowane tylko dla dzieci, ale starsze osoby notorycznie zajmowały te ławki. Siostry powinny upominać dorosłych i zachęcać do chodzenia na inne Msze. To ważne, żeby dziecko nasiąknęło atmosferą sacrum. Jeśli tego chcemy, to musimy stworzyć bezpieczną przestrzeń dla dzieci i rodziców, a nie tylko upominać za złe zachowanie, bo inaczej będą się zniechęcać. Gdyby teraz policzyć młodych katolików, którzy chodzą regularnie do kościoła, jest to niewielka grupa, mamy poważny kryzys. Jedną z przyczyn tego zjawiska może być to, że sam Kościół nie stworzył bezpiecznej przestrzeni, kiedy byli młodsi, a rodzice się zniechęcili po uwagach innych. Rodzice powinni stawiać dzieciom granice, ale duchowni też powinni podjąć starania o miejsce dla dzieci. Co ważne: jeśli dziecko dobrze się zachowywało, jestem zwolenniczką zauważenia jego postępów, chwalenia i nagradzania. To lepsze niż kary.

 

Niektórzy robią odwrotnie, karząc za złe zachowanie np. klapsem…

Jest to pokazanie, że sam rodzic nie radzi sobie z przykrymi emocjami, musi rozładować emocje i robi to na dziecku. Nie uczy dziecka, jak ma prawidłowo się zachować. Dziecko będzie w ten sposób wspominać, że kościół to ból i upokorzenie. Nie będzie chciało tam wracać, będzie zawsze stawiać opór.

Rozumiem, że czasami frustracja jest trudna do zniesienia i trudno ją opanować, ale bicie drugiego człowieka nie jest rozwiązaniem. Wtedy raczej trzeba pomyśleć o dobrym kursie umiejętności wychowawczych, bo to oznacza, że w innych przestrzeniach też sobie nie radzę. Coś jest nie tak ze mną, a nie z dzieckiem. Jako terapeutka obserwuję jednak, że rodzic rzadko zauważa, że on sobie nie radzi. Osoba postronna musi mu zwrócić uwagę.

 

Trudno jest zwrócić uwagę innej dorosłej osobie, jak ma wychowywać swoje dziecko.

Być może, ale w długofalowej perspektywie pomożemy jej i jej dziecku. Trzeba odczekać, aż się uspokoi, i przekazać komunikat typu „Ja”. „Ja przepraszam, ale było mi źle z tym, jak pani się zachowała”. Kiedy atakujemy komunikatem typu „Ty”, nigdy nie uzyskamy rezultatu.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 maja

Środa, VI Tydzień Wielkanocny - wspomnienia dowolne: św. Bedy Czcigodnego, prezbitera i doktora Kościoła, św. Grzegorza VII, papieża, św. Marii Magdaleny de Pazzi, dziewicy, św. Magdaleny Zofii Barat, dziewicy
Ja będę prosił Ojca, a da wam innego Parakleta,
aby z wami był na zawsze.

+ Czytania liturgiczne (rok C, II): J 16,12-15
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz

- Reklama -


POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter