6 grudnia
wtorek
Mikołaja, Jaremy, Emiliana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kościół między PiS i PO

Ocena: 0
536

Czy oczekiwanie od Kościoła w Polsce „równego dystansu” wobec różnych sił politycznych jest w obecnej sytuacji uzasadnione?

fot. PAP/Waldemar Deska

Donald Tusk, podczas wystąpienia na Campusie Polska, zapowiedział usunięcie z list Koalicji Obywatelskiej wszystkich, którzy nie zgadzają się na legalizację aborcji na życzenie. Wiele komentarzy sprowadziło problem do doraźnej rozgrywki. Pisano, że obóz Tuska chce podkraść elektorat Lewicy, albo że to licytacja z organizatorem Campusu Rafałem Trzaskowskim, który wyprzedza Tuska we wszystkich sondażach zaufania.

Z pewnością te okoliczności miały znaczenie. Warto jednak spojrzeć na to jako rewolucję w polskiej polityce. PO rezygnuje z formuły ugrupowania już nawet nie łagodnie konserwatywnego (tak się definiowała kilka lat po powstaniu), ale nawet wielonurtowego. Staje się formacją kulturowej rewolucji w duchu areligijnym i antytradycyjnym.

Po drugie, naruszone zostaje tabu, które nawet formacjom światopoglądowo jednorodnym kazało uznawać stosunek do aborcji za kwestię sumienia, która nie podlega partyjnej dyscyplinie. W końcu nawet liberalny agnostyk może mieć w tej jednej kwestii wyjątkowe stanowisko motywowane własnymi przemyśleniami. Teraz to sprawa objęta ideologicznym przymusem.

Partyjni koledzy Tuska dowodzą, że to nie kwestia wolnych przekonań, ale „praw kobiety”. I zwalają winę na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Skoro on ruszył wahadło zakazu w jedną stronę, musi być ono przesunięte na skraj przeciwny. Wnioskowanie to absurdalne, istnieją różne możliwe warianty podejścia do tej tematyki. A pojedynczy poseł nie jest zwolniony z indywidualnego osądu opartego na własnych moralnych przekonaniach. Niby potwierdzeniem takiego czysto instrumentalnego podejścia do tej alternatywy jest zachowanie niemal wszystkich, już bardzo nielicznych parlamentarzystów Platformy, którzy mogliby w tej sprawie bronić odrębnego zdania. Uznali, że się podporządkują, albo zamilkli.

 


SOJUSZ TRONU Z OŁTARZEM?

A jednak Tusk coś zaryzykował. Pomysł takiego dyscyplinowania potencjalnych kandydatów odrzucił Szymon Hołownia, lider Polski 2050. Nie w imię twardych racji religijnych, ale wyłącznie poglądu, że to kwestia sumienia, nie kontroli politycznego lidera. Niemniej to kolejny dowód na to, że nie powstanie jedna lista opozycji. A Tusk przedstawiał ją od miesięcy jako bezwzględną konieczność, bez której nie będzie zwycięstwa nad PiS. Teraz najwyraźniej uznał logikę mechanicznej i dość topornej polaryzacji za coś istotniejszego od międzypartyjnej układanki.

Dla mnie jego wypowiedź dowodzi jeszcze czegoś innego. Jest przyczynkiem do narzekań tych komentatorów, również katolickich, którzy żądają od polskich biskupów, od Kościoła w Polsce, „równego dystansu” wobec różnych sił politycznych. Zwykle łączy się to z dodatkową tezą: polski katolicyzm ma być zabijany przez „sojusz tronu z ołtarzem”, pisowskiej władzy z katolicką hierarchią i z wieloma proboszczami.

Można do woli dyskutować, czy nie było takich momentów, kiedy biskupom opłacało się bardziej dopieszczać polityków Platformy z ich konceptem „Kościoła łagiewnickiego”. Trudno mi jednak wskazać jeden moment, w którym polski episkopat wyraźnie wybierał PiS ponad inne siły polityczne. Zarazem z tego wszystkiego, co Tusk wyprawia dziś z sumieniem już nie tylko własnym, ale i partyjnych kolegów, wynika, że formuła „Kościoła łagiewnickiego” była krucha, nietrwała, a w wykonaniu samego Tuska chyba zawsze nieszczera. Odeszła z PO wraz z takimi ludźmi, jak Jan Rokita, dziś zresztą dużo bardziej konserwatywny niż w czasach, kiedy ją pospołu z Tuskiem lansowali.

Czy biskupi faktycznie są uwiązani do polityki PiS? Z jednej strony potrafili przeciwstawić się obecnej władzy, czasem z perspektywy moich poglądów nawet niefortunnie – jak w sprawie inspirowanej przez Łukaszenkę inwazji na polską granicę wschodnią, kiedy naturalny humanitaryzm przesłonił pytanie, jak należy postępować, żeby nie zagrozić racji stanu. Z drugiej, przez lata Kaczyński nie zaspokajał do końca oczekiwań Kościoła w sprawach moralnych. Choćby w przywoływanej już kwestii silniejszej ochrony życia.

Wizja hierarchów i księży drepcących na pasku polityków PiS jest wydumana, czysto propagandowa. Podobnie jak wizja Zjednoczonej Prawicy wysługującej się Kościołowi. A obie te konstrukcje występują równolegle, często budują je ci sami ludzie. Komentatorom w typie Tomasza Terlikowskiego życzę, aby nie operowali samymi hasłami symetryzmu polskiego Kościoła, ale powiedzieli, na czym ten równy dystans miałby polegać. To Tusk wybiera dzisiaj wersję radykalnej wojny z etycznymi mniemaniami katolików. Prawda, robi to zgodnie z duchem czasu. I prawda, że po stronie Kościoła są pojedyncze osoby bliskie takiemu agresywnie progresywnemu kursowi albo bliskie towarzysko ludziom liberalnego mainstreamu. Tyle że ich stanowisko jest kompletnie karkołomnym szpagatem. Nieczytelnym i samemu Tuskowi już chyba coraz mniej potrzebnym.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 6 grudnia

Wtorek, II tydzień Adwentu - wspomnienie św. Mikołaja, biskupa
Blisko jest dzień Pana,
oto przyjdzie, aby nas zbawić.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mt 18,12-14
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Aplikacja Rodzina Rodzin

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter