18 kwietnia
niedziela
Boguslawy, Apoloniusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kościół katolicki a kara śmierci

Ocena: 0
262

Dlaczego Kościół odrzucił karę śmierci? - na to pytanie odpowiada w rozmowie dr Tomasz Snarski z Uniwersytetu Gdańskiego, autor książki „Kościół katolicki wobec kary śmierci. Między prawem a filozofią i teologią”.

fot. www.pixabay.com

Dlaczego Kościół odrzucił karę śmierci?

KAI: Od czasu zmiany treści punktu 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego, wprowadzonej w 2018 roku przez papieża Franciszka, Kościół bezwarunkowo sprzeciwia się karze śmierci. Nie wszyscy katolicy jednak rozumieją, z czego ta korekta oficjalnego nauczania Kościoła wynika. Przecież przez stulecia kara śmierci była przez Kościół dopuszczana, a w Państwie Kościelnym nawet stosowana. Jak więc coś, co było moralnie dopuszczalne, mogło nagle stać się niemoralny

- Stwierdzenie, że przez stulecia kara śmierci była przez Kościół akceptowana bądź choćby dopuszczana jest dużym uproszczeniem, a jako takie może wprowadzać w błąd. W ciągu wieków na temat kary głównej pojawiały się bowiem w Kościele, a szerzej w chrześcijaństwie, bardzo różne opinie. W pierwszych stuleciach chrześcijanie bardziej stronili od kary śmierci niż ją popierali. Były takie stanowiska, jak np. Laktancjusza (na którego się powołuje papież Franciszek w encyklice „Fratelli tutti”), które radykalnie podkreślały, że każde zabójstwo jest przestępstwem. Oczywiście, św. Tomasz z Akwinu czy św. Jan Duns Szkot rozważali warunki akceptowalności i dopuszczalności kary śmierci, jednakże ograniczając ją wyłącznie do absolutnie wyjątkowych przypadków.

Na przestrzeni wieków, podkreślmy raz jeszcze, pojawiały się różne stanowiska: od odrzucenia po częściową akceptację. Dlatego warto raczej zadawać pytanie, dlaczego współcześnie kara śmierci jest przez Kościół całkowicie odrzucana, rozumiejąc, że nauczanie Kościoła w tym zakresie jest bardziej złożone niż się na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać. Po pierwsze, odrzucenie kary śmierci w 2018 roku odwołuje się do zmiany okoliczności związanych z rozwojem prawa karnego – współcześnie dostępne środki reakcji karnej na popełnione przestępstwo umożliwiają bezkrwawe (czyli bez użycia kary śmierci) zapewnienie społeczeństwu bezpieczeństwa. Już przecież św. Jan Paweł II w 1998 roku wprowadził korektę pierwotnej treści punktu 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego tłumacząc, że być może nie ma już wcale sytuacji uzasadniających stosowanie kary śmierci, która była uznawana jako niezbędna tylko w krańcowych wypadkach, koniecznych dla dobra wspólnego. Po drugie, Kościół teraz całościowo afirmuje w swoim nauczaniu ludzkie życie, bez jakichkolwiek wyjątków, od poczęcia do naturalnej śmierci. Dojrzała afirmacja świętości ludzkiego życia na jego każdym etapie i niezależnie od jakichkolwiek jego przymiotów nie była przecież tak mocno rozwinięta na przestrzeni dziejów. Po prostu etyczna świadomość wartości ludzkiego życia nie była w Kościele przed wiekami taka, jak dzisiaj, na progu XXI wieku.

Nie możemy także zapominać o rozmaitych kontekstach politycznych czy kulturowych, w których Kościół znajdował się w różnych epokach. Do tego dochodzi ustawiczny rozwój doktryny, która niezmienna w swej treści, jednocześnie dynamicznie odpowiada na wyzwania konkretnych epok. Wreszcie, trzeba też na nowo sięgnąć do ewangelicznego źródła. A w Ewangelii Pan Jezus nie wypowiada się wprost o karze śmierci. To, co możemy powiedzieć o Jego stosunku do niej, pozostaje kwestią interpretacji i tutaj otwiera się duże pole do dyskusji teologicznej i filozoficznej.

Ale przecież przez stulecia śmiercią karano na przykład odstępstwo od wiary, w przekonaniu, że odbierając życie ziemskie, ocala się wieczne…

- I to jest powód, dla którego Kościół tym bardziej powinien był odstąpić od popierania kary śmierci. W filozofii etyki istnieje tzw. argument śliskiego zbocza (bądź inaczej efektu domina) – najpierw zgadzamy się na wyjątki, odstępstwa od zasad moralnych w sytuacjach bardzo granicznych, a potem się nagle okazuje, że akceptujemy sytuacje, których byśmy pierwotnie w ogóle nie akceptowali. I co więcej, owe sytuacje są radykalnie sprzeczne z naszymi zasadami. Tak było w przypadku teorii mających usprawiedliwić karanie heretyków śmiercią. Niestety, dość swobodnie od usprawiedliwienia karania śmiercią najbardziej niebezpiecznych i niemal niezdolnych do poprawy przestępców znaleziono przejście do karania odstępców od wiary. To pokazuje, jak niebezpieczne są wszystkie doktryny formułujące wyjątki od reguł Dekalogu. Niemal zawsze mówią one tylko o przypadkach absolutnej konieczności, a potem okazuje się, że ta absolutna konieczność obejmuje bardzo szerokie spektrum przypadków. Zobaczmy jednak, że problem poszerzania przypadków karania śmiercią za rozmaite przewinienia, nie tylko te najpoważniejsze, nie dotyczy wyłącznie nauki Kościoła. Dość w tym miejscu wspomnieć o karze śmierci grożącej w państwach niedemokratycznych np. za przestępstwa gospodarcze czy historie instrumentalnego skazywania na karę śmierci w procesach politycznych. Dlatego także z tego powodu rezygnacja z wyjątkowej akceptacji kary śmierci w aktualnym oficjalnym nauczaniu Kościoła jest w moim przekonaniu bardzo słuszna.

Podkreślmy jeszcze jedną sprawę. Jerzy Adam Świdziński pisze, że katolik, nawet jeśli jest zwolennikiem kary śmierci, to jest nim w specyficznym znaczeniu tego słowa, bo przecież żaden katolik tak naprawdę nie chce (a przynajmniej nie powinien chcieć) zabijać; kara śmierci zawsze jest pewną porażką. Od siebie dodam, że wyrok skazujący na śmierć nigdy nie jest sytuacją optymalną; zawsze pozostaje w sprzeczności z ideałem doskonałej bezinteresownej miłości, który chrześcijaństwo głosi. Kościół, poprzez odrzucenie kary śmierci, odwołuje się przecież do tego ideału, który wymaga miłowania także nieprzyjaciół, a nawet zwłaszcza nieprzyjaciół, szczególnie tych, którzy są dotknięci grzechem moralnym, zbrodnią, którzy skrzywdzili drugiego człowieka.

Jak zatem ewoluowało stanowisko Kościoła?

- W pierwszych wiekach chrześcijanie w ogóle stronili od uczestniczenia w wyrokowaniu czy wykonywaniu kary śmierci. Wiemy na przykład, że kapłan, który w jakikolwiek sposób uczestniczył w wyrokowaniu tej kary, był odsuwany od sprawowania liturgii. Pierwsi chrześcijanie nie chcieli po prostu mieć nic wspólnego z zabijaniem człowieka, także skazanego na karę śmierci. Jest to fakt historyczny, który przełamuje twierdzenie, że kara główna zawsze była dopuszczalna moralnie wśród chrześcijan.

Dlaczego więc chrześcijanie od tego stanowiska odeszli?

- Wszelkie poglądy rozwiniętej doktryny Kościoła wydają się być osadzone w podglebiu otoczenia społeczno-normatywnego, w którym się on rozwijał. Nie zapominajmy, że w filozofii społecznej nikt poważnie nie kwestionował kary śmierci jako takiej, czy jako odpowiedniej reakcji karnej, aż do czasów Oświecenia. Trudno więc oczekiwać, żeby Kościół miał tu stanowisko zupełnie oderwane od realiów społecznych, w których funkcjonował.

Badacze podkreślają też przełom konstantyński. W sytuacji, kiedy Kościół stał się instytucją polityczną, związaną z państwem, radykalizm ewangeliczny niejako niuansował, dostosowywał się do realiów, w których przyszło chrześcijanom żyć. Uznano to wtedy za słuszne. Kościół stał się jakościowo innym bytem, niż w czasach Tradycji apostolskiej. Stał się Kościołem dominującym, panującym, państwowym, połączonym z prawem i państwem. Ówczesne prawo właściwie wprost wynikało z uwikłań teologicznych. Ale nawet ci teologowie, którzy się wypowiadali na temat kary śmierci, jak św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu czy św. Jan Duns Szkot, nie starali się przekonywać, że jest ona czymś dobrym, tylko – powiedziałbym – ze wstrętem stwierdzali, że można ją zaakceptować. A to jest jakościowo inna rzecz. Dla św. Tomasza pozbawienie człowieka życia zawsze jest czynem odrażającym. Próbował on raczej znaleźć wyjście z tej wstydliwej sytuacji, w której porażką jest to, że musimy kogoś ukarać śmiercią, bo nie potrafimy sprawy w inny sposób rozwiązać. To na pewno nie jest doktryna, która ma usprawiedliwić karanie śmiercią.

Oczywiście, każde idee i teorie mają wypaczenia. Takim wypaczeniem było wspomniane już wyżej postulowanie karania śmiercią heretyków, innowierców, odstępców od wiary. Dwuznaczna była też rola Kościoła w tzw. procesach o czary. Ale jeśli się weźmie na poważnie i całościowo czasy Starego Testamentu, poprzez Ewangelie, pierwsze wieki chrześcijaństwa, Średniowiecze, Odrodzenie, potem czasy nowożytne, Oświecenie, XIX i XX wiek, to każda z tych epok ma specyficzne dla niej sposoby podejmowania kwestii społecznych. A oprócz moralnej, kara śmierci jest także kwestią społeczną. Trudno więc, by przez cały czas poglądy na jej temat były jednolite, bo świat musiałby być jednolity na przestrzeni tych wszystkich wieków.

Czyli dopuszczając wyjątki w stosowaniu kary śmierci, Kościół w pewnym sensie dostosowywał się do świata? A czy przypadkiem decyzja papieża Franciszka o zmianie w Katechizmie Kościoła Katolickiego również nie wpisuje się w dzisiejszy światowy trend odchodzenia od kary śmierci, która w większości państw już nie jest wykonywana ani orzekana?

- Ta decyzja jest incydentalnie zbieżna ze współczesnym ruchem abolicjonistycznym, mimo że w jej motywach wprost nie ma do niego odwołania. Jej uzasadnienie jest innego rodzaju. Mamy tutaj odwołanie do humanizmu chrześcijańskiego, do personalizmu katolickiego, do świętości ludzkiego życia, do jego Boskiego źródła (tylko Bóg jest Panem życia i śmierci), do rozwoju nauczania św. Jana Pawła II. Ks. Alfred Wierzbicki napisał, że papież Franciszek postawił kropkę nad i, ale zasadniczo zmiany w kierunku odrzucenia kary śmierci zapoczątkował św. Jan Paweł II. Wielu badaczy mówi, że to on skierował bezpowrotnie Kościół na drogę abolicjonizmu, a Franciszek kontynuuje w tym zakresie myśl poprzednika.

Mnie interesowałaby odpowiedź na pytanie, czy o godziwości kary śmierci miałaby rozstrzygać sama istota tej kary (atak na ludzkie życie), czy też zmieniające się okoliczności (współczesne systemy penitencjarne reakcji karnych są tak rozwinięte, że kara ta już nie jest adekwatna, a skoro tak, to jest niegodziwa) – bo to są dwie różne rzeczy. Czy kara śmierci zawsze i wszędzie jest i pozostanie po prostu niegodziwa (i wtedy nie ma odwrotu od obecnej zmiany nauczania Kościoła)? Dlaczego? Choćby dlatego, że karanie śmiercią nie jest sytuacją obrony koniecznej. Państwo nie jest w takiej samej sytuacji jak ofiara napadnięta na ulicy, broniąca się przed zabójstwem. Przez wieki mówiono, że kara śmierci jest obroną konieczną społeczeństwa przed najgorszymi zbrodniarzami. Ale tak nie jest, bo państwo ma multum innych metod i sposobów, którymi może zapewnić bezpieczeństwo i przerwać czynienie zła, ma czas na proces, na wymiar sprawiedliwości, na reakcję karną.

Jest jeszcze pytanie teologiczne, z Objawienia, o wartość i świętość ludzkiego życia. Jeśli się na poważnie i konsekwentnie bierze twierdzenia personalizmu katolickiego, afirmuje go w całości, to tak jak ludzkie życie od poczęcia jest pełnowartościowe, poprzez jego biologiczne trwanie, do naturalnej śmierci, niezależnie od jakiejkolwiek kondycji biologicznej tego życia, tak samo jest ono święte niezależnie od jego kondycji moralnej. I wtedy nie może być innego stanowiska, niż rezygnacja z kary śmierci, chociaż jest ono radykalne.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 18 kwietnia

III Niedziela Wielkanocna
Sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Łk 24,35-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Gdzie szukasz Jezusa? (komentarz "Idziemy")

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter