18 stycznia
wtorek
Piotra, Małgorzaty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kościół dla zniewolonego narodu

Ocena: 5
727

Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią… – ogłosił gen. Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny. Mija 40 lat od tamtych wydarzeń, w obliczu których Kościół po raz kolejny stanął po stronie narodu.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Godzina 5.30 rano w niedzielę 13 grudnia 1981 r. Do rezydencji arcybiskupów warszawskich przybywają członkowie władz PRL, aby spotkać się z pełniącym zaledwie od pół roku funkcję prymasa Polski abp. Józefem Glempem. Są to: Kazimierz Barcikowski, sekretarz KC PZPR, generał Marian Ryba, ówczesny dyrektor generalny w Urzędzie Rady Ministrów, oraz Jerzy Kuberski, kierownik Urzędu ds. Wyznań. Informują abp. Glempa o wprowadzeniu stanu wojennego, próbując uzasadnić tę decyzję.

Mimo drastycznych ograniczeń w przemieszczaniu się po Polsce jeszcze tego samego ranka prymas pojechał na Jasną Górę, gdzie miał zaplanowane spotkanie z młodzieżą akademicką.

 


BOSO I NA KOLANACH

Wieczorem 13 grudnia abp Glemp najpierw spotkał się z grupą intelektualistów związanych z Prymasowską Radą Społeczną, z którymi rozmawiał także dzień wcześniej. Następnie w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starym Mieście w Warszawie podczas Mszy świętej wypowiedział znamienne słowa: „Kościół broni każdego życia, a więc w stanie wojennym będzie wołał, gdzie tylko może, o spokój, o zaniechanie gwałtów, o zażegnanie bratobójczych walk. Nie ma większej wartości nad życie ludzkie. Dlatego sam będę wołał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, gdybym nawet miał iść boso i na kolanach błagać: Nie podejmujcie walki Polak przeciw Polakowi”.

Słowa te spotkały się z krytyką niektórych środowisk opozycyjnych, które uważały, że prymas jest za bardzo uległy wobec władz, i posuwały się wręcz do inwektyw w rodzaju „towarzysz Glemp”. Z czasem się okazało, że to prymas miał rację i działał w duchu swego poprzednika bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, który wielokrotnie dawał do zrozumienia, że zawsze trzeba dążyć do „ocalenia biologicznej tkanki narodu”. Prymas Glemp uważał, że los Polaków jest ważniejszy niż jego własne imię. Kiedy w 1982 r. władze formalnie zdelegalizowały Solidarność, pozostał w kraju, nie wyjeżdżając do Rzymu na kanonizację bł. o. Maksymiliana Kolbego. W wielu homiliach apelował o przywrócenie Solidarności i uwolnienie z internowania Lecha Wałęsy oraz innych działaczy związkowych.

 


TORBY PEŁNE GRYPSÓW

Jedną z pierwszych decyzji prymasa Glempa było otoczenie opieką duszpasterską internowanych. Nie była to sprawa łatwa, mocno ich bowiem izolowano. Na terenie archidiecezji warszawskiej głównym miejscem internowania było więzienie na Białołęce. W sprawie opieki nad internowanymi rozmowy z ministrem spraw wewnętrznych gen. Czesławem Kiszczakiem prowadził lubiany wśród wiernych i duchowieństwa bp Władysław Miziołek. Udało mu się wynegocjować pozwolenie na odprawianie Mszy świętych na Białołęce. Władze PRL zgodziły się na obecność tam ks. Bronisława Dembowskiego, późniejszego biskupa włocławskiego, oraz ks. inf. Jana Sikorskiego, ówczesnego ojca duchownego w seminarium.

W ramach ich posługi była sprawowana dla internowanych Eucharystia, spowiedź, a nawet odbył się ślub kościelny i chrzest dwóch spośród nich. Wielu z internowanych przekazywało duchownym grypsy. Jak wspominał po latach ks. inf. Jan Sikorski: „Nie tylko kieszenie, ale i torby nam pękały od grypsów. Nie byli więźniami, ale internowanymi, stąd nie mieliśmy żadnych rozterek”. Wtedy też internowani mogli po raz pierwszy na czas pobytu kapłanów opuścić swoje cele. Sam prymas odwiedził obozy internowania kobiet na Olszynce Grochowskiej oraz w Gołdapi.

 


INTERWENCJE BISKUPÓW

Bardzo pozytywną rolę w tym trudnym czasie odgrywał abp Bronisław Dąbrowski, ówczesny sekretarz episkopatu, który był głównym rozmówcą z władzami stanu wojennego. To dzięki jego interwencjom wiele osób zwolniono z internowania, zwłaszcza jedynych żywicieli rodzin, kobiety i chorych. Bronił też księży uważanych za wrogów ustroju.

Nieocenioną działalność prowadził mocno schorowany bp Czesław Domin, stojący wówczas na czele Komisji Charytatywnej Episkopatu Polski. To dzięki jego zabiegom do Polski przyjeżdżały z wielu krajów transporty żywności, lekarstw, sprzętu medycznego i odzieży. Dzięki – jak go nazywano – „biskupowi ubogich” wiele rodzin dostało mleko w proszku, odżywki dla dzieci, ryż czy konserwy mięsne. Z darów zagranicznych korzystali nie tylko katolicy, ale także chrześcijanie innych wyznań oraz ludzie niewierzący.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 stycznia

Wtorek, II Tydzień zwykły
Dzień Powszedni
Niech Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem.
+ Czytania liturgiczne (rok C, :II):  Mk 2,23-28
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter