15 sierpnia
środa
Napoleona, Stelii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kitel i koloratka

Ocena: 3.75
1753

W cierpieniu i chorobie są najbliżej pacjentów. Posługa kapelana szpitalnego w polskich warunkach to duże wyzwanie, a czasem heroizm.

Ksiądz Jacek Bazarnik od blisko ćwierćwiecza towarzyszy chorym w Centrum Zdrowia Dziecka; fot. Irena Świerdzewska/Idziemy

 

Ksiądz Jacek Bazarnik w przyszłym roku będzie obchodził 25-lecie posługi w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie-Międzylesiu, największym dziecięcym szpitalu w Polsce, dla tysiąca małych pacjentów. – Kiedy patrzę na te chore dzieci, widzę, że już nie jest to Marysia, Kasia, Ola, ale cierpiący Jezus. Przy dzieciach obecni są ich cierpiący rodzice, jak Matka Boża pod krzyżem – opowiada. Jan Paweł II dziecięcy szpital określił „Sanktuarium Odkupieńczego Cierpienia”.

– Przed oczyma mam przywiezionego z wypadku chłopca i ciężko chorą dziewczynkę czekającą na przeszczep serca. Ona jest jedynym dzieckiem, adoptowanym. Wcześniej rodzice czekali 10 lat na dziecko, które zmarło po urodzeniu. Takie sytuacje nie są mi obojętne. Są dni kiedy nie mogę zasnąć – opowiada ks. Bazarnik o ostatnich szpitalnych pacjentach.

Kapelan szpitalny na oddziałach dziecięcych bardziej niż małym pacjentom towarzyszy ich rodzinom. – Mam spowiedzi po wielu latach. Jedni rodzice żyją skłóceni z Bogiem, innych cierpienie zbliża do Boga, nawracają się, kiedy dziecko zostanie uzdrowione – opowiada ks. Bazarnik. Kolejny odcinek pracy szpitalnego kapelana przypada na personel medyczny: lekarzy, pielęgniarki i pozostałych pracowników szpitala.

Kapelan szpitalny pracuje więc na wielu frontach, w warunkach, które bez ogródek można by określić ekstremalnymi.
 

Walka o człowieka

Chory, wyrwany z rodzinnego środowiska, trafia do szpitala, gdzie wszystko jest mu obce. – Jeśli jest osobą wierzącą, to ksiądz w sutannie jest dla niego kimś „swoim”. Odnosi się do nas z zaufaniem, powierza swoje troski, problemy, cierpienia, zyskuje poczucie bezpieczeństwa – mówi ks. Jacek Kaszycki, od 22 lat kapelan w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 im. św. Jadwigi Królowej w Rzeszowie.

– Kapelan szpitalny jest dla pacjentów także psychologiem, a dla tych, do których nikt nie przychodzi przez 2-3 tygodnie, także jedynym odwiedzającym – dodaje ks. Wiesław Burski, saletyn pracujący w szpitalu bonifratrów w Krakowie. – Staram się 3-4 razy dziennie przejść po całym szpitalu – opowiada ks. Burski. Licząca 125 łóżek placówka stwarza taką możliwość. – Chcę z każdym zamienić słowo, pytam, czy coś boli, czy byli odwiedzający, jakie chory ma potrzeby. Kiedy zaraz po przyjęciu pacjenta pielęgniarki wzywają do niego kapelana, okazuje się, że człowiek ten ma przeszkody w przystąpieniu do sakramentu albo zdarza się, że odmawia. Dopiero po kilku spotkaniach zmienia zdanie. Uważam, że potrzebne są rozmowy z pacjentem, a potem przygotowanie, żeby sakrament przyjęty był świadomie – dzieli się swoim doświadczeniem ks. Burski.

Ksiądz Kaszycki żartuje, że kapelani szpitalni są piątym kołem u wozu. – Czyli kołem zapasowym. Naprawiamy to, co zepsuje się w parafii – mówi. – Nie ma tygodnia, żeby nie było „jubileuszy” od ostatniej spowiedzi: 10, 20, 30, a nawet 60 lat. Takie mamy czasy, że dziś nie walczy się o człowieka, ale walczy się z człowiekiem – ocenia.

W duchowym zmaganiu o człowieka najlepszym sprzymierzeńcem kapelanów jest personel medyczny. Ksiądz Jacek Wardęski od 15 lat jest kapelanem w warszawskim szpitalu przy ul. Banacha. W pracy pomaga mu zawód, który wykonywał przed wstąpieniem do seminarium duchownego: w tym samym szpitalu przez cztery lata pracował jako pielęgniarz. – Wykształcenie medyczne pomaga mi w kontakcie z chorym, zjednuje ludzi. Chodzi o to, żeby najpierw zobaczyć człowieka z jego zwykłymi ludzkimi potrzebami, a potem zaczyna się on otwierać na Bożą łaskę. Z częścią personelu medycznego mam relacje koleżeńskie. W trudnych stanach dzwonią: „Proszę księdza, ten mężczyzna jest słaby, nie wiadomo, co z nim będzie, może by ksiądz nim porozmawiał?”. W pracy kapelana plan jest taki: dotrzeć z Panem Jezusem do wszystkich, a jeśli są bardziej potrzebujący, być przy nich jak najszybciej – mówi.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI