29 maja
środa
Magdaleny, Bogumily, Urszuli
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kard. Ryś: Kościół musi być synodalny cz.1

Ocena: 1.6
917

- Franciszek ostro przeciwstawia Kościół synodalny Kościołowi klerykalnemu – twierdzi kardynał nominat Grzegorz Ryś w rozmowie z KAI.

Fot. arch. idziemy.pl

Marcin Przeciszewski, KAI: Ksiądz Arcybiskup jest powołanym przez Ojca Świętego delegatem na pierwszą sesję XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów: „Ku Kościołowi synodalnemu: komunia, uczestnictwo, misja”, która będzie obradować w Rzymie w październiku. Pierwsze pytanie brzmi: dlaczego Kościół katolicki – tak jak pragnie papież Franciszek – powinien być Kościołem synodalnym znacznie bardziej niż dotąd? Co oznacza to pojęcie i dlaczego teraz staje się priorytetem?

Kard. Grzegorz Ryś, metropolita łódzki: Kościół powinien być bardziej synodalny, gdyż synodalność wpisana jest w jego konstytucję od samego początku. Jeśli ktoś nie chce mieć w Kościele synodalności, to musi wyrzucić do kosza Dzieje Apostolskie. Św. Piotr jest tym, który zwołuje Kościół na pierwszy synod w Jerozolimie. I właśnie to warto podkreślić, że Kościół opisywany w Dziejach Apostolskich był synodalny z woli samego Piotra, a nie przeciwko niemu. Piotr mógłby zapewne postąpić inaczej, mógłby powiedzieć, że on sam może decydować, gdyż Pan dał mu takie prerogatywy.

Był to pierwszy synod (nazywany jest też soborem), opisany w 15 rozdziale Dziejów Apostolskich, który odbył się ok. 49 r. i miał charakter rozstrzygający w ważnych sprawach. Na nim dokonał się przełom polegający na otwarciu się Kościoła na braci pogańskiego pochodzenia, nie wymagając od nich obrzezania. Mamy tam mowę Piotra, ale i głosy innych apostołów. Ważny był głos Jakuba i ważny był głos Pawła oraz Barnaby, choć wydawało się, że są one ze sobą sprzeczne, albo przynajmniej bardzo odległe. Jednak wszyscy mieli poczucie - do czego nawiązuje Franciszek zapraszając na obecny synod - że to, co się stało, dokonało się w Duchu Świętym. Wyraża to sformułowanie: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my”. Wśród tych różnych głosów objawił się Duch Święty, który jest w Kościele protagonistą. To pokazują Dzieje Apostolskie. Synodalność stwarza przestrzeń otwartości na Ducha Świętego, i dopiero w Nim na całą różnorodność, jaka jest w Kościele.

Kościół musi być synodalny, także dlatego, że z definicji jest misyjny, a jego misja musi być podejmowana wspólnotowo. Odkąd Franciszek został papieżem, wciąż mówi o misyjności Kościoła. Podkreśla, że Kościół jest dla misji, a nie dla siebie. Nic papieża bardziej nie oburza niż obraz Kościoła, który dba o siebie, odwołuje się do siebie i zabezpiecza siebie, zaprzeczając sobie. Kościół z definicji jest posłany. A jeśli Kościół jest posłany, to nie jest w stanie tego inaczej wykonać niż w sposób synodalny.

Dlaczego?

Synodalny, to znaczy wspólnotowy. Paweł VI w adhortacji „Evangelii nuntiandi” podkreślił, że ewangelizuje zawsze Kościół - jako wspólnota. A tymczasem, gdybyśmy zeszli na ten najbardziej lokalny poziom, jakim jest parafia, i zapytali, kto ewangelizuje, to odpowiedź będzie: proboszcz, a czasami może jakiś ruch. I to jest błąd. Ewangelizuje Kościół jako wspólnota i to znaczy, że wszyscy jesteśmy do tego powołani. Zobowiązanie do udziału w misji Kościoła wynika z kapłaństwa powszechnego, a nie tylko z kapłaństwa służebnego uzyskiwanego na mocy święceń. A dobre wypełnienie tej misji jest możliwe pod warunkiem synodalności.

W Instrumentum Laboris, czyli dokumencie przygotowawczym do obecnego zgromadzenia synodu w październiku w Rzymie, napisano, że nawet synodalność nie jest celem sama w sobie, tylko środkiem. A wszystko, co jest w Kościele, jest i musi być podporządkowane misji. I dlatego Franciszek tak ostro przeciwstawia Kościół synodalny Kościołowi klerykalnemu. Synodalność oznacza wspólnotę otwartą na ewangelizację i misję, a klerykalizm oznacza zabezpieczanie własnych wpływów i władzy. I to są dwie różne koncepcje Kościoła. Ta pierwsza jest ewangeliczna, a druga jest – w najlepszym wypadku – zdroworozsądkowa i „światowa”.

Odwrotnością synodalności jest model Kościoła nazywany „monarchią papieską”. Jest to wizja Kościoła maksymalnie scentralizowanego. W tak rozumianym Kościele podkreśla się tylko rolę papieża, biskupów, księży, czyli tych, co w Kościele rządzą na mocy święceń. W pewnych okresach historii być może taki model Kościoła był potrzebny, ale nie dziś.

Jednocześnie ostrzegałbym przed radykalnym przestawieniem akcentów w drugą stronę, przed myśleniem typu, że Kościół ma być tak bardzo wspólnotowy, że w ogóle nie wiadomo, co mają tam robić duchowni. Synodalność oznacza sprowadzenie tych sfer do właściwej, ewangelicznej równowagi. I dlatego Kościół musi być bardziej synodalny. Inaczej nie będzie wiarygodny.

Mówiliśmy o misji oraz o Kościele synodalnym jako wspólnocie. A jak rozumie Ksiądz Kardynał trzeci trzon tytułu obecnego synodu, jakim jest „uczestnictwo”?

Ten termin jest w istocie bardzo ważny. Podejrzewam, że Panu chodzi o sposób sprawowania władzy w Kościele. Z procesu słuchania Ludu Bożego, jaki miał miejsce w dotychczasowej pracy synodalnej, wynika, że wiele pytań dotyczyło właśnie sposobu, w jaki jest sprawowana władza w Kościele.

Jaki więc powinien być ten wzorzec?

W Kościele albo będziemy mieli ewangeliczne rozumienie władzy, Jezusowe, biblijne wynikające z Objawienia, albo będziemy czerpać jego wzorce wprost ze świata. Jezus mówi wyraźnie do apostołów: „Nie tak będzie między wami!” I mówi to w nawiązaniu do tego, jakie były wówczas modele rządzenia. Władcy dominują i wszystkich mają pod nogami. A Jezus mówi: „Nie tak będzie między wami!”.

Odwołałbym się do żydowskiego autora Jonathana Sacksa, nieżyjącego już głównego rabina Wielkiej Brytanii i genialnego teologa. Sacks napisał dużą pracę o modelu przywództwa w świetle Tory. Zestawia tam rozumienie władzy w Egipcie z rozumieniem władzy, do jakiego doszedł Mojżesz. Model egipski obrazuje piramida. Na szczycie jest faraon, będący królem świata, a wszystko inne mu podlega. I tak właśnie często postrzegamy władzę w Kościele. Papież jest władcą całego Kościoła, a biskup w diecezji i wszystko mu jest podporządkowane, z kolei proboszcz w parafii, itd.

Mojżesz stworzył inny model, odwrotny. Wskazał, że modelem władzy wśród Ludu Bożego jest menora. Oparciem menory jest jeden punkt u podstawy, a rozwija się ona ku górze. Mojżesz widział siebie u podstawy, ale chodziło mu o to, aby wszyscy palili się pięknym światłem. I taki jest także model ewangeliczny. Oczywiście łatwo to powiedzieć, a trudno jest realizować.

Dlaczego jest taka trudność z realizacją tego modelu w Kościele, gdzie wszyscy powołują się na Ewangelię, mówią o pokorze, posługiwaniu, itp?

Problem jest dość głęboko zakorzeniony w naszej mentalności. Zaczyna się od nieporozumienia, kiedy mówimy o kapłaństwie służebnym. Gdy pytam kandydatów do kapłaństwa, komu chcą służyć, to odpowiadają: Panu Bogu. Rozumieją, że na tym polega ich kapłaństwo służebne. A nie jest to prawda, bo to Bóg jest tym, który służy, a kapłani mają się na Nim wzorować. Kapłaństwo wynikające ze święceń winno być służebne wobec kapłaństwa powszechnego, które w interpretacji Kościoła jest kapłaństwem królewskim. A oznacza to, że ja, mając kapłaństwo służebne, mam tak postępować, aby każdy człowiek w Kościele mógł zrealizować swoje królewskie kapłaństwo. I to jest ten model menory.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 29 maja

Środa, VIII Tydzień wielkanocny
Syn Człowieczy przyszedł, żeby służyć
i dać swoje życie jako okup za wielu.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 10, 32-45
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter