13 sierpnia
sobota
Diany, Hipolita, Poncjana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kard. Dziwisz: św. Jan Paweł II ofiarowywał swoje cierpienie za Kościół (wywiad)

Ocena: 4.9
1000

„Wciąż widzę, jak papież pochyla się, by wziąć na ręce i pobłogosławić małą dziewczynkę. Wciąż słyszę strzały i furkot setek gołębi, które przestraszone poderwały się do lotu. I krzyk rozpaczy tysięcy ludzi. Jan Paweł II został trafiony w brzuch, prawy łokieć i palec wskazujący lewej ręki. (...) Papież zachowywał świadomość i dopóki mógł, modlił się po cichu. Słyszałem, jak ofiarowywał swoje cierpienie za Kościół. Przytomność stracił, gdy dotarliśmy na miejsce" – wspomina kard. Stanisław Dziwisz.

Fot. PrtSc - youtube.com

Publikujemy pełny tekst wywiadu z kard. Stanisławem Dziwiszem:

Marcin Przeciszewski, KAI: 13 maja obchodzimy 40. rocznicę zamachu na św. Jana Pawła II, którego Ksiądz Kardynał jako osobisty sekretarz był najbliższym świadkiem. Czy zamach ten był pełnym zaskoczeniem, czy Janowi Pawłowi II, bądź jego otoczeniu towarzyszyły jakieś przeczucia? Czy ktoś przed nim ostrzegał?

Kard. Stanisław Dziwisz: Jan Paweł II był niewygodny dla wielu. Otwarcie mówił o tym, że system komunistyczny, jak każdy system totalitarny, jest przeciwko człowiekowi i narodowi, niszczy wolność, godność, pragnienie sprawiedliwości i pokoju. Od początku pontyfikatu głośno upominał się o tych, którym odebrano głos: o ubogich, ciemiężonych przez reżimy totalitarne i prześladowanych. To nie mogło się podobać architektom reżimów totalitarnych. Siły zła nie posługują się dialogiem i szacunkiem do przeciwników, ale przemocą.

Z perspektywy lat i wydarzeń związanych z upadkiem tych systemów, do którego przyczynił się przecież święty papież, możemy mówić, że mocarstwa budowane na ludzkiej krzywdzie i ucisku będą chciały sięgnąć do tych samych metod, by pozbyć się człowieka, który zagrażał ich, wydawałoby się, absolutnej władzy.

Czy były przesłanki sugerujące, że może dojść do zamachu? Sam Ali Agca przyznał, że był w Rzymie trzy razy w kwietniu 1981 roku. Stał w tłumie na placu św. Piotra i obserwował Jana Pawła II. Są fotografie, które pokazują, że kiedy Ojciec Święty w niedzielę przed zamachem był na wizytacji w parafii św. Tomasza, był tam też Ali Agca. Proszę pamiętać, że papież był wówczas bardzo blisko ludzi, a podczas publicznych spotkań papamobile było otwarte, ochrona nie zamykała dostępu do Ojca Świętego.

Czy zastosowano by bardziej radykalne środki bezpieczeństwa, gdyby do Watykanu dotarły potwierdzone informacje o planowanym zamachu? Z pewnością. Dziś mówi się o sygnałach ze strony m.in. służb francuskich. Nie wiem, czy były na tyle przekonujące, by powziąć dodatkowe środki ostrożności.

Przypomnijmy ten pamiętny wieczór 13 maja. Po audiencji Jan Paweł przejeżdża otwartym papamobile pomiędzy sektorami a Ksiądz Kardynał jest przy nim. Jak to się stało? Jak tę chwilę, kiedy przeszyły go kule, przeżywał sam Papież?

- Te chwile wyryły się w moim sercu, mam je wciąż przed oczami, jakby to wydarzyło się wczoraj. Wciąż widzę, jak papież pochyla się, by wziąć na ręce i pobłogosławić małą dziewczynkę. Wciąż słyszę strzały i furkot setek gołębi, które przestraszone poderwały się do lotu. I krzyk rozpaczy tysięcy ludzi. Jan Paweł II został trafiony w brzuch, prawy łokieć i palec wskazujący lewej ręki. Osunął się w moje ramiona. Bardzo cierpiał.

Ksiądz Kardynał podtrzymywał Papieża, dokumentują to liczne zdjęcia. Co wtedy Jan Paweł mówił, czy był świadomy, co się stało?

- Ojciec Święty miał świadomość, co się dzieje, a najbardziej przejmującym dowodem na to jest fakt, że już wtedy, w drodze do szpitala, wybaczył zamachowcy. Siły go opuszczały błyskawicznie, mówił coraz ciszej i z widocznym trudem, ale zdołał pokonać narastającą słabość, by wypowiedzieć słowa przebaczenia. Później, w książce „Pamięć i tożsamość” sam wspominał te chwile: „Pamiętam tę drogę do szpitala. Zachowałem jeszcze przez pewien czas świadomość. Miałem poczucie, że przeżyję. Cierpiałem, był powód do strachu, ale miałem taką dziwną ufność. Mówiłem do ks. Stanisława, że wybaczam zamachowcowi”.

Liczne wspomnienia informują, że to Ksiądz Kardynał właściwie uratował papieża, wymuszając na służbach decyzję o odwiezieniu rannego Ojca Świętego do szpitala Gemelli. Jak ten proces decyzyjny przebiegał? Jak wyglądał przejazd przez zatłoczone miasto?

- To były momenty, kiedy serce pękało z bólu. Widok zakrwawionej białej sutanny zostanie ze mną na zawsze. Byliśmy w szoku, bo zamach na papieża wydawał się czymś niewyobrażalnym. Wszystko działo się bardzo szybko i trzeba było podejmować błyskawiczne decyzje, od których zależało jego życie. Strach mieszał się z nadzieją, że Bóg go ocali. Nie było czasu na myślenie. Nawet nie próbowaliśmy udzielać Ojcu Świętemu pierwszej pomocy, nie było przecież w pobliżu lekarza. To był wyścig z czasem, zwłaszcza że w Rzymie był popołudniowy szczyt, miasto było zakorkowane. Na szczęście karetka dotarła do polikliniki Gemelli w ekspresowym tempie. Papież zachowywał świadomość i dopóki mógł, modlił się po cichu. Słyszałem, jak ofiarowywał swoje cierpienie za Kościół. Przytomność stracił, gdy dotarliśmy na miejsce.

Proszę opowiedzieć o operacji w szpitalu, gdyż Ksiądz Kardynał był wciąż blisko. Co Ksiądz Kardynał wówczas przeżywał, jakie myśli się nasuwały? Na ile zagrożone było życie papieża i jak o tym informowali lekarze?

- Lekarze zostali powiadomieni o tym, co się stało, chyba jednak nie do końca wiedzieli, że sytuacja jest tak poważna: kula przeszyła ciało papieża na wylot, Jan Paweł II stracił dużo krwi, był nieprzytomny, jego puls był niemal niewyczuwalny. Baliśmy się, że nie przeżyje.

Na sali operacyjnej udzieliłem mu sakramentu namaszczenia chorych. Zaczęła się walka o życie papieża. Mogłem tylko czekać i wspierać Ojca Świętego, a także operujących go lekarzy swoją modlitwą. To trwało ponad 6 godzin. W tym czasie było kilka dramatycznych momentów. Nie przyjęła się pierwsza transfuzja krwi i lekarze ze szpitala oddawali papieżowi swoją. Walczyli o niego z wielką determinacją. Prognozy jednak dawkowali ostrożnie, bo nie mieli żadnych gwarancji, że ta walka skończy się pomyślnie. Operacja zakończyła się po 23.00, ale wciąż groziły papieżowi komplikacje, które mogły doprowadzić do jego śmierci. Liczyliśmy się z tym bardzo poważnie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 sierpnia

Sobota, XIX tydzień zwykły
Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Mt 19, 13-15
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter