26 października
poniedziałek
Lucjana, Ewarysta, Damiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jestem z pokolenia JPII

Ocena: 0.3
736

U św. Jana Pawła II uderzała mnie jego prostota, serdeczność i wrodzona ciekawość drugiego człowieka. - mówi bp. Janusz Stepnowski, ordynariusz łomżyński, w rozmowie zwia ks. Henrykiem Zielińskim.

fot. xhz

Jaki wpływ na powołanie kapłańskie Księdza Biskupa miał pontyfikat św. Jana Pawła II?

Poszedłem do seminarium po pierwszej pielgrzymce św. Jana Pawła II do Polski w roku 1979. Należę więc to tej generacji, którą określa się jako „Pokolenie Jana Pawła II”. Chyba każdy z nas był nim zafascynowany. Księża pallotyni, którzy prowadzili katechezę dla uczniów naszego technikum, organizowali dla nas pielgrzymki do Wadowic, Kalwarii Zebrzydowskiej, Krakowa i innych miejsc związanych z życiem Papieża Polaka. Był on nam bliski, choć rezydował w Watykanie. Począwszy od ogłoszenia wyników konklawe, fascynowaliśmy się jego osobowością, pracą, relacjami z młodzieżą i studentami.

 

Kiedy po studiach prawniczych w Pamplonie rozpoczął Ksiądz Biskup w 1989 r. pracę w watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów, pojawiła się możliwość osobistych kontaktów z Papieżem?

Tak, miałem wówczas okazję kilka razy być u św. Jana Pawła II w Pałacu Apostolskim na posiłkach. Co jakiś czas kard. Stanisław Dziwisz zapraszał polskich księży pracujących w Rzymie, aby mieli możliwość osobistego poznania Papieża. Tym, co mnie u niego uderzało, była jego prostota, serdeczność oraz chyba wrodzona ciekawość drugiego człowieka i różnych sytuacji, które ten człowiek przeżywa. Żywo interesował się także sprawami Kościoła w różnych krajach. W tym czasie zajmowałem się w naszej Kongregacji Ameryką Łacińską. Dlatego papież w czasie tych spotkań często nawiązywał do problemów, z którymi Kościół na tym kontynencie wówczas się zmagał. Były to szczególnie zagrożenia ze strony marksizującej „teologii wyzwolenia”.

 

Co jeszcze dała Księdzu Biskupowi praca w strukturach Stolicy Apostolskiej?

Dała mi szersze spojrzenie na Kościół. Czasem może nam się bowiem wydawać, że Polska jest pępkiem świata, że wszystko się koncentruje wokół nas i nasze sprawy są najważniejsze. Tymczasem zajmując się Ameryką Łacińską i niektórymi krajami na Wschodzie, zyskałem wgląd w sprawy Kościoła w innych krajach. To były inne problemy niż u nas, ale też ich nie brakowało.

 

Jak to jest, kiedy schodzi się z pozycji Watykanu, która daje ogląd całości, ale z pewnego dystansu, do praktyki codziennej posługi w diecezji?

W kongregacji jest się urzędnikiem. W diecezji zaś trzeba być duszpasterzem, choć po części biskup jest także administratorem. Poważnym wyzwaniem są także sprawy personalne. Trzeba dobrać odpowiedniego kapłana do danej parafii. To wymaga dobrego poznania zarówno księży, jak i placówek, do których są posyłani. Są tacy kapłani, którzy mają charyzmat do pracy w mieście, i tacy, którzy lepiej odnajdują się w środowiskach wiejskich. Trzeba to uszanować. Bardzo ważne w naszych czasach jest mądre „gospodarowanie zasobami ludzkimi”.

Cenię sobie spotkania z księżmi, bo oni są moimi głównymi współpracownikami. Oczywiście, spotykam się również ze świeckimi, ale to jest najczęściej na płaszczyźnie liturgicznej. Z księżmi natomiast spotykamy się na innej płaszczyźnie. Są oni jakby przedłużeniem biskupa w terenie, w łączności z nim i w jego imieniu pełnią misję pasterską. Dlatego jako biskup muszę być zainteresowany ich życiem, pracą i problemami.

 

Łatwo się wraca do diecezji, z której się pochodzi?

Kiedy wyjechałem na studia zagraniczne, miałem zaledwie 26 lat – było to zaraz po święceniach. Nie byłem wcześniej wikariuszem ani tym bardziej proboszczem. Potem była praca w Kongregacji i wróciłem po kolejnych 26 latach. Znałem wówczas tylko to pokolenie księży, z którymi spotkałem się w seminarium. Starszych kapłanów znałem wyłącznie ze słyszenia. Młodszych nie znałem wcale. Chociaż pochodzę z tej diecezji, to moja znajomość księży była mocno ograniczona. Wróciłem do diecezji, która po latach bardzo się zmieniła. Musiałem się jej uczyć. Chodziło nie tylko o imiona i nazwiska księży, ale nawet o geografię diecezji, bo po reformie z 1992 r. zmieniły się jej granice. Suwalszczyzna weszła do nowej diecezji ełckiej, a nam przybyły parafie z diecezji płockiej. Nawet drogi dojazdowe do nich trzeba było poznać od początku.

 

Jak żywa jest w diecezji pamięć o pielgrzymce św. Jana Pawła II do Łomży w 1991 r.?

Pamięć o tym spotkaniu wciąż trwa i jest kultywowana. Chociaż trzeba przyznać, że dla najmłodszego pokolenia Jan Paweł II jest już postacią historyczną. Dla nas jest to ważne doświadczenie w życiu, choć trwało bardzo krótko. Uczestniczyłem w nim osobiście. Papież przyleciał po południu, była Eucharystia z Jego przewodnictwem przy kościele Miłosierdzia Bożego. Nazajutrz było spotkanie w katedrze z Litwinami i potem jeszcze spotkanie w seminarium duchownym.

W każdą rocznicę pobytu Jana Pawła II w Łomży przypominamy nie tylko tamte wydarzenia, ale szczególnie Jego nauczanie, żeby nie uleciało z pamięci.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 26 października

Poniedziałek, XXX Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Albowiem droga sprawiedliwych jest Panu znana,
a droga występnych zaginie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 4, 32 – 5, 8; Ps 1, 1-4 i 6; Łk 13, 10-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter