23 września
sobota
Tekli, Boguslawa, Linusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jestem świadkiem cudów

Ocena: 5
2390

Wystarczy przypomnieć ludziom, że Bóg jest dobry, że kocha, przebacza, wychodzi ku nam, a dzieją się rzeczy niezwykłe.

Pierwszy dzień pełnienia mojej posługi misjonarza miłosierdzia. Siedzę w konfesjonale. Podchodzi chłopak, na oko 28-29 lat. Nie spowiadał się od dziesięciu lat. Akurat był po kłótni ze swoją dziewczyną. „Przypadkiem” przechodził obok kościoła. Wszedł się pomodlić i usłyszał, że w parafii jest misjonarz miłosierdzia. „Pewnie bym się nie wyspowiadał, bo wstyd, bo strach… Ale pomyślałem, że jak misjonarz miłosierdzia, to pewnie będzie miłosierny…” – powiedział mi. Jak to niewiele trzeba, żeby coś się w człowieku otworzyło, pomyślałem.

 

Rzymskie lekcje

Misjonarzem miłosierdzia właściwie być nie powinienem. Moja kandydatura pojawiła się, gdy wszystkie formalne terminy i limity zostały wyczerpane. Otrzymałem rekomendację od abp. Henryka Hosera SAC i próbowałem różnymi sposobami dołączyć do rekrutacji. Ale nawet strona internetowa przeznaczona do zapisów już nie działała. Uratowała mnie kurialna zasada, że pismo zawsze wysyła się do adresata. I gdy już właściwie pogodziłem się z faktem, że rola misjonarza miłosierdzia to nie moja droga, przyszła informacja, że moja kandydatura została zaakceptowana. Wyruszyłem więc do Rzymu.

Być misjonarzem miłosierdzia to w pierwszej kolejności samemu miłosierdzia doświadczyć. We wtorek 9 lutego w pielgrzymce spod Zamku Anioła przeszliśmy wspólnie z innymi misjonarzami przez Bramę Miłosierdzia w bazylice św. Piotra. Później mieliśmy spotkanie z Ojcem Świętym. Przed rozpoczęciem abp Rino Fisichella wyczytywał kraje, z których pochodzimy. Gdy usłyszałem, że są misjonarze z miejsc, gdzie Kościół jest prześladowany, gdzie trwa wojna, gdzie chrześcijanie giną, to patrząc z perspektywy bezpiecznej, wolnej Polski momentalnie nabrałem pokory.

Papież mówił nam o sprawowaniu sakramentu pokuty i pojednania. To nie był szeroki wykład. Raczej wskazanie na pewne niuanse. Między innymi na kwestię delikatności. Mówił, by nie usiłować ciągnąć człowieka za język, tylko zatrzymać się na tym, na ile potrafi on stanąć w prawdzie. Bo często są to tak delikatne sprawy, że dodatkowe dłubanie przy nich może przysporzyć niepotrzebnego cierpienia.

Następnego dnia była Środa Popielcowa. Dzień posłania. Mszę Świętą z papieżem Franciszkiem będę pamiętał do końca życia. Byłem w drugim rzędzie, dosyć blisko ołtarza. Zachwycający był sposób sprawowania Eucharystii przez Ojca Świętego. Taki niesamowicie prosty i pokorny. I ta postawa jego ciała – nieustannie pochylona, jakby mówiąca: „Ja tutaj nie jestem ważny, najważniejszy jest Jezus. Na Nim mamy się koncentrować”. Biło mnie to po oczach. Bardzo ważne było też zapewnienie Franciszka, że będzie się za nas modlił. To coś niezwykłego słyszeć taką obietnicę z ust papieża.

 

Dla całego świata

Po skończonej liturgii zostałem jeszcze chwilę na placu św. Piotra, żeby pożegnać się z Rzymem. W pewnym momencie podeszły trzy Amerykanki i poprosiły o zrobienie im zdjęcia. Mówiły, że były na Mszy Świętej, że takie piękne posłanie, że misjonarze miłosierdzia to wspaniały znak… Przyznałem się, że jestem jednym z nich. Poprosiły, żebym je pobłogosławił. Uklękły. Udzieliłem błogosławieństwa, odwracam się, a tam klęczy kolejnych dwadzieścia osób…

Od razu po powrocie do Polski znalazłem na swoim profilu facebookowym kilka wiadomości od zupełnie obcych mi ludzi, którzy prosili, żeby pomóc im wrócić do Kościoła. Choć posługuję w diecezji warszawsko-praskiej, kontakt ze mną złapał ktoś z Wrocławia, z Łodzi, z okolic Łowicza. Wczoraj dostałem mail od pani z Malborka, która chce się wyspowiadać. Napisałem, że oczywiście zapraszam, ale jednocześnie przesłałem listę wszystkich misjonarzy miłosierdzia z Polski. Może będzie chciała się spotkać z kimś, kto mieszka bliżej.

Wracają też ludzie, których kiedyś poznałem i zdiagnozowałem jako przypadki nie do ruszenia. Pan Bóg jest w ogóle poza obszarem ich zainteresowania – myślałem. Ale po kilku latach te osoby same przychodzą. To pokazuje, że Bóg działa. A ja mam być narzędziem w Jego ręku. Oczywiście potrzeba mojej inwencji, ale to tylko jeden procent. Reszta należy do Niego.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły