22 listopada
piątek
Cecylii, Wszemily, Stefana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jakiej miłości zabrakło?

Ocena: 0
679

Tytułowe pytanie postawił przed laty w seminaryjnej kaplicy mój rektor, ks. dr Janusz Lewandowicz. Pytał w specyficznym momencie życia diecezji, gdy jego wychowankowie – kilku księży, jeden po drugim – odeszli z kapłaństwa.

fot. pixabay.com / CC0

Od dziesięciu lat jestem księdzem. Nie jestem święty, mam swoje grzechy, słabości, bóle i strapienia. Ale pomimo trudów kapłańskiego życia jestem księdzem szczęśliwym. Niemniej jednak i w moim pokoleniu kapłańskim musi pojawić się tamto pytanie: jakiej miłości zabrakło? Co się takiego stało, że mój kolega odszedł z kapłaństwa? Te pytania zadają nam wierni, którzy nie potrafią zrozumieć, jak to się stało, że ksiądz – który tak pięknie sprawował liturgię, mówił tak ciekawe kazania i przy tym był taki ludzki – nagle odchodzi, znika, już nie jest księdzem, ale świeckim panem. Z tymi pytaniami trzeba zmierzyć się i nam samym, którzy też czasem nie rozumiemy decyzji naszych braci w kapłaństwie.

Piszę z potrzeby serca i z bólu serca, który mnie przepełnia. Dlaczego raz po raz w mediach możemy usłyszeć, przeczytać, zobaczyć historie księży, którzy występują jawnie lub skrycie przeciw nauce Jezusa Chrystusa, nauce Kościoła, osobie Ojca Świętego – i wreszcie odchodzą z kapłaństwa? Skąd bierze się ten pomysł na zmianę życia pod hasłem „chcę być wolny”? Czy kapłaństwo zniewala? Czy Kościół ogranicza? Czy Ewangelia stawia mury, których nie można w żaden sposób przebić? Skąd się to bierze? Czy ze zbytniej wiary we własne tylko siły? Że to wszystko, co mam, kim jestem, co robię – zawdzięczam sobie, nikomu innemu?

Od jakiegoś czasu obserwuję media społecznościowe, kanały YouTube oraz strony internetowe, na których jak grzyby po deszczu pojawiają się występy księży. Można tam się dowiedzieć o pragnieniach księdza, jego marzeniach, zobaczyć niedopitą kawę i zakupy, które ksiądz dopiero co zrobił. Kiedy przekroczy się bramy świata wirtualnego, można się przekonać, że filmik na YouTube obejrzało kilkanaście tysięcy ludzi, wpis na Facebooku polajkowało kilkaset osób, a zdjęcie na Instagramie miało kilka tysięcy odsłon! Może pojawić się niebezpieczeństwo, że wszystko, co będę robił jako ksiądz, będzie podyktowane tym, że ktoś mnie zobaczy, polajkuje, udostępni. A moje kapłaństwo bez internetowego głoszenia, fotografowania, pisania na Facebooku zacznie być pozbawione sensu?

Dziś posługa kapłańska – w bardzo wielu przypadkach – przeniosła się ze świata realnego do wirtualnego. Poradnictwo duchowe odbywa się przez Messengera, a transmisje na żywo zastępują realną obecność w świątyni lub innym miejscu kultu religijnego. Przesadzam? Ale któż z nas nie spotkał się z opiniami księży na portalu społecznościowym, na antenie radia lub telewizji? A odbijają się one szerokim echem, zarówno wśród świeckich, jak i duchownych.

„Dobrze to zrobiłeś. To, co powiedziałeś, było mądre. Cieszę się, że cię poznałem. Jesteś dla mnie ważny” – każdy człowiek ma naturalną potrzebę, by usłyszeć takie lub podobne słowa. To pragnienie docenienia jest obecne także w życiu każdego księdza, który w swojej posłudze, w stylu swojego życia jest pozbawiony takiej pochwały od osoby najbliższej. Dlatego, jeśli pojawiają się pozytywne opinie w świecie wirtualnym, duchowny myśli, że w sieci są ludzie, którzy tak naprawdę go rozumieją, są mu życzliwi, a co najważniejsze – otwarci na jego osobę.

I duszpasterstwo realne zamienia się w duszpasterstwo wirtualne, które w skrajnej sytuacji może doprowadzić do wniosku: przecież nie będąc księdzem, też mogę robić dużo różnych rzeczy, mogę ludziom pomóc, mogę zorganizować wiele akcji, a jeśli to wszystko będzie dobre, to będzie się podobać Panu Bogu i będzie zgodne z Ewangelią – taką bez ludzkich naleciałości. A przy tym i ja będę szczęśliwy, bo nie ograniczony niczym, nikim. A wyjęty ze skostniałych ram Kościoła pokażę Kościołowi moje – świeże i z pewnością najlepsze – spojrzenie na różne sprawy. Tak! Kościół mógłby się wiele ode mnie nauczyć!

Jakiej miłości zabrakło? Dlaczego znów ktoś odszedł na urlop czy zostawił kapłaństwo? Czy ci odchodzący księża mieli przyjaciół, którzy łapali ich za nogi i ściągnęli na ziemię, gdy za bardzo błądzili w chmurach? Czy ci duchowni trzymali się Jezusa w sakramencie pokuty i pojednania, czy podejmowali trud pracy nad sobą, walki ze swoimi słabościami i swoim grzechem? Czy obok tych księży byli wierni, którzy przyszli po Mszy Świętej i powiedzieli: Dobrze, że ksiądz jest! A to kazanie – serio – było bardzo dobre i mądre! Jest nam ksiądz potrzebny!

Nie napiszę nic odkrywczego – ale w kapłaństwie, podobnie jak w małżeństwie, pomimo różnych upadków trwa się tylko wtedy, gdy walczy się o Miłość. Trzeba nam walczyć o Miłość do Jezusa, do Kościoła i do naszych wiernych. Bez tej walki uwierzymy tylko w siebie, w swoje miłości i poranimy Miłość, której oddaliśmy życie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 listopada

Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.

Dziś w Kościele:
+ piątek, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie obowiązkowe św. Cecylii, dziewicy i męczennicy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1 Mch 4,36-37.52-59; Ps: 1 Krn 29,10b-12; Łk 19,45-48
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty




Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -