19 sierpnia
niedziela
Boleslawa, Juliana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Gotowi na wszystko

Ocena: 5
6120

Ojciec Michał miał niespełna trzydzieści jeden lat, ojciec Zbigniew był tylko dwa lata starszy. – To byli ludzie, którzy kochali życie – mówią o pierwszych polskich misjonarzach męczennikach ich współbracia z zakonu franciszkanów.

Franciszkanie, którzy pracowali w Peru

Był wieczór 9 sierpnia 1991 roku. Do świątyni w peruwiańskim Pariacoto wtargnęli terroryści ze Świetlistego Szlaku. Zabrali ze sobą dwóch misjonarzy. Związali ich i wywieźli za wioskę. Tam zabili strzałami w tył głowy i kręgosłup. Tak zginęli o. Michał Tomaszek oraz o. Zbigniew Strzałkowski – franciszkanie pochodzący z Prowincji św. Antoniego z Padwy i bł. Jakuba Strzemię w Krakowie. W sobotę 5 grudnia w peruwiańskim Chimbote odbędzie się beatyfikacja pierwszych polskich misjonarzy męczenników. Wraz z nimi na ołtarze wyniesiony zostanie ks. Alessandro Dordi. Uroczystościom przewodniczył będzie kard. Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Swój udział zapowiedział prezydent Peru Ollanta Humala.

Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się zaraz po 3 lutego 2015 roku, kiedy papież Franciszek promulgował dekrety o męczeństwie Polaków. Każdego piątego dnia miesiąca w miejscowościach związanych z życiem i posługą polskich męczenników odbywała się specjalna nowenna. – Pozwoliła nam zobaczyć męczeństwo o. Zbigniewa i o. Michała z różnych perspektyw – mówi o. Jarosław Zachariasz OFMConv, przełożony krakowskiej prowincji franciszkanów konwentualnych. – Można było bowiem patrzeć na tę śmierć przez pryzmat tego, co przeżywał wówczas Kościół w Ameryce Łacińskiej. Można też było szukać klucza do jej zrozumienia w wychowaniu rodzinnym i zakonnej formacji naszych braci, przyglądając się, w jaki sposób dojrzewali do męczeństwa – wymienia o. Zachariasz.

 

Droga na ołtarze

Michał Tomaszek pochodził z Łękawicy na Żywiecczyźnie. Urodził się 23 września 1960 roku. Miał dwie siostry, Urszulę i Marię, oraz brata Marka, bliźniaka. – Klękaliśmy z rodzicami wszyscy razem do modlitwy – wspomina najstarsza z rodzeństwa Urszula. Wcześnie stracili ojca, który odebrał sobie życie w 1969 roku. Matka została sama z czwórką dzieci. – Michał był najszczuplejszy, najwątlejszy z nas – opowiada Maria.

W wieku piętnastu lat rozpoczął naukę w Niższym Seminarium Duchownym w Legnicy. Nie był najlepszym uczniem. Musiał nawet powtarzać klasę, na co wyjątkowo – ze względu na jego wzorową postawę – zgodzili się przełożeni.

Ojciec Michał Tomaszek święci palmy w Niedzielę Palmową

Po maturze zdecydował się wstąpić do franciszkanów. W podaniu o przyjęcie do zakonu napisał: „Pragnieniem moim jest praca na misjach, by służyć Bogu i Niepokalanej”. Wyróżniała go szczególna pobożność maryjna. Znany był z niej już za czasów szkolnych.

Po święceniach kapłańskich, które przyjął w 1987 roku, przez dwa lata był wikariuszem i katechetą w Pieńsku. – Na obrazku prymicyjnym miał napisane: „Któż jak Bóg”. I trzymał się tej dywizy – mówi jego siostra Maria. – Był szczęśliwy w kapłaństwie – podkreśla. Gdy wyruszał na misje, żegnały go tłumy. Samochód wyjeżdżający z placu przed kościołem w Pieńsku cały był pokryty kwiatami.

Ojciec Zbigniew Strzałkowski pochodził z Zawady nieopodal Tarnowa. Urodził się 3 lipca 1958 roku jako trzeci syn Franciszki i Stanisława. Był zdolnym uczniem, świetnie zorganizowanym, bardzo zaangażowanym w życie parafii. Skończył Technikum Mechaniczne w Tarnowie. Pracował w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Tarnowcu. Jednak niespodziewanie dla rodziny w 1979 roku podjął decyzję o wstąpieniu do franciszkanów, by, jak zadeklarował, naśladować św. Franciszka i – wówczas błogosławionego – Maksymiliana Marię Kolbego. Po skończeniu seminarium został wicerektorem w Niższym Seminarium Duchownym w Legnicy.

– Był otwarty, uśmiechnięty, interesował się naszymi problemami – wspomina o. Jan Maria Szewek OFMConv, który w tym czasie był uczniem NSD. Imponował chłopcom sprawnością fizyczną. – Podpatrzyliśmy, że pod łóżkiem w pokoju ma sztangę do ćwiczeń – mówi o. Szewek. Nie bał się pracy fizycznej. W tym czasie w budynku seminarium trwał remont. – Ojciec Zbigniew przepasywał sobie apaszką czoło, żeby pot nie lał mu się w oczy, brał po dwa wiadra gruzu i nosił do zsypu razem z robotnikami. Człowiek wykształcony, wicerektor, wykładowca, a do tego taki pokorny. Był wielkim autorytetem – mówi o. Szewek.

– Gdy leciał na misje, niektórzy z uczniów pojechali na Okęcie, żeby go pożegnać. Obliczyliśmy, że gdy po trzech latach przyjedzie na wakacje, akurat będziemy po maturze. Obiecał, że jak tylko wstąpimy do zakonu, to nas odwiedzi – wspomina franciszkanin.

 

Blisko ludzi

– Gdy się jedzie na misje, trzeba być gotowym na wszystko – odpowiadał, gdy mówiono mu, że w Peru jest niebezpiecznie. Południowoamerykański kraj od początku lat osiemdziesiątych terroryzowała radykalna komunistyczna organizacja Świetlisty Szlak.

W 1988 roku o. Zbigniew wraz z o. Jarosławem Wysoczańskim przyjechał do Pariacoto – wioski w Andach, oddalonej o 500 km od stolicy Peru, Limy. Od 40 lat nie było tu na stałe kapłana. Tamtejsza parafia składała się z 73 wsi. Do wielu trzeba było dojeżdżać konno. Podróż do najdalszej trwała 24 godziny.

Miejsce męczeństwa polskich franciszkanów

W tych warunkach franciszkanie zaczęli pracę. Ojciec Zbigniew był nie tylko kapłanem, ale i „doktorem”, inżynierem i robotnikiem w jednym. Marzył, żeby poprawić byt miejscowej ludności. Ojciec Michał, nazywany przez miejscowych Miguelem, który dołączył do misji w 1989 roku, poświęcił się duszpasterstwu młodzieży i szybko stał się ulubieńcem miejscowej dzieciarni.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI