9 grudnia
czwartek
Wiesława Leokadii Joanny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Franciszek na Anioł Pański: Bóg zawsze wysłuchuje wołania ubogich

Ocena: 0
671

Podczas coniedzielnego spotkania z wiernymi przy okazji modlitwy na Anioł Pański Ojciec Święty nawiązał do odczytywanego dziś w liturgii fragmentu Ewangelii o przywróceniu przez Jezusa wzroku żebrakowi Bartymeuszowi. Franciszek wezwał także do ratowania życia migrantów.

Fot. PAP/EPA/GIUSEPPE LAMI

Papież przypomniał, że Bartymeusz słysząc od innych, że Jezus podąża drogą z Jerycha do Jerozolimy, wychodzi mu na spotkanie i zaczyna wołać z całych sił prosząc o zmiłowanie (Mk 10, 46-52). Uczniowie i tłum próbują go uciszyć, ale On woła coraz głośniej: „Synu Dawida, ulituj się nade mną” (w. 48).

Franciszek zwrócił uwagę, że Jezus usłyszał jego krzyk i natychmiast się zatrzymał. To pokazuje, że Bóg zawsze wysłuchuje wołania ubogich, dostrzega w nim głos wiary, który nie boi się nalegać, pukać do Bożego serca. Ona jakby wywołuje cud uzdrowienia. Modlitwa Bartymeusza nie jest nieśmiała i konwencjonalna. On nazywa Pana „Synem Dawida”, czyli uznaje go za Mesjasza, za Króla przychodzącego na świat. Woła Go po imieniu, z ufnością: „Jezusie”.

Nie lęka się Go, nie trzyma się na dystans. W ten sposób z serca wykrzykuje Bogu-przyjacielowi cały swój dramat: «ulituj się nade mną!». Nie prosi go o kilka monet, jak innych przechodniów. Tego, który może uczynić wszystko prosi o wszystko: "ulituj się nade mną, ulituj się nad tym wszystkim, czym jestem. Nie prosi o łaskę, lecz o miłosierdzie dla swojej osoby, dla swojego życia. Nie prosi o coś drobnego, ale jest to piękna prośba, bo błaga o litość, czyli współczucie, miłosierdzie Boga, Jego czułość.

– powiedział papież zwracając uwagę, że w swoim wołaniu o litość Bartymeusz nie używa wielu słów. Powierza się z ufnością miłości Boga, który może sprawić, aby jego życie rozkwitło na nowo. Ukazuje Panu swoją ślepotę i cierpienie wykraczające poza to, że zwyczajnie nie widzi. Jego serce było pełne zranień, zniweczonych marzeń, upokorzeń, błędów i wyrzutów sumienia.

Ojciec Święty zaproponował, aby przyswoić sobie modlitwę Bartymeusza.  I zadać sobie pytanie: czy nasza modlitwa jest odważna tak, jak jego, czy jest natarczywa, czy potrafi „pochwycić” Pana, który przechodzi obok? Czy nasza modlitwa jest „treściwa”, czy odsłania przed Nim serce, historię i różne strony życia?

Kiedy wiara jest żywa, modlitwa jest serdeczna: nie żebrze o grosze, nie sprowadza się do potrzeb chwili. Jezusa, który może wszystko, trzeba prosić o wszystko. Nie zapominajcie o tym. Jezusa, który może wszystko, trzeba prosić o wszystko, z natarczywością stawać przed Nim. On nie może się doczekać, aby wlać swoją łaskę i radość do naszych serc, ale niestety to my trzymamy się z daleka, może przez nieśmiałość, lenistwo lub niewiarę

– zauważył Papież.

Niech On, Bartymeusz, stanie się dla nas wzorem ze swoją wiarą konkretną, wytrwałą i odważną. I niech Matka Boża, Dziewica modląca się nauczy nas zwracać się do Boga całym sercem, ufając, że On wysłuchuje uważnie każdą modlitwę

- zaapelował do obecnych na Placu św. Piotra papież.

Po odmówieniu z wiernymi modlitwy Anioł Pański Ojciec Święty wyraził bliskość z tysiącami migrantów, uchodźców oraz innych osób potrzebujących ochrony w Libii. Zapewnił, że pamięta o nich, słyszy ich wołanie oraz modli się za nich. Zwrócił uwagę, że wielu z tych ludzi poddawanych jest okrutnej przemocy, i wezwał społeczność międzynarodową do dotrzymywania obietnic dotyczących poszukiwania wspólnych, konkretnych oraz trwałych rozwiązań w zakresie uregulowania przepływów migracyjnych w Libii i całym basenie Morza Śródziemnego.

Trzeba położyć kres odsyłaniu migrantów do niebezpiecznych krajów i nadać priorytet ratowaniu życia ludzi na morzu za pomocą urządzeń ratunkowych i dostarczaniu ich na ląd, gwarantując im godne warunki życia, możliwość zatrzymania, regularne trasy migracji i dostęp do procedur azylowych. Poczujmy się wszyscy odpowiedzialni za tych naszych braci i siostry, którzy od zbyt wielu lat są ofiarami tej bardzo poważnej sytuacji.

– podkreślił Franciszek. Przypomniał, że wczoraj w Brescii została beatyfikowana siostra Lucia Ripamonti, zakonnica ze Zgromadzenia Służebnic Miłości. Była łagodną i serdeczną kobietą, zmarła w 1954 roku w wieku 45 lat, po życiu spędzonym w służbie innym. Dzisiaj z kolei, w Rimini, odbyła się beatyfikacja Sandry Sabattini, studentki medycyny, która zginęła w wypadku samochodowym w wieku 22 lat. Była radosną dziewczyną, ożywioną wielką miłością i codzienną modlitwą, z entuzjazmem poświęcała się służbie najsłabszym.

Z okazji Światowego Dnia Misyjnego Ojciec Święty pozdrowił misjonarzy – kapłanów, osoby konsekrowane i wiernych świeckich, którzy poświęcają swoje siły w służbie Kościoła Chrystusowego, płacąc niekiedy słono za swoje świadectwo. Czynią to nie po to, aby uprawiać prozelityzm, ale aby własnym życiem dawać świadectwo Ewangelii w krajach, które nie znają Jezusa.

Czytaj także: Mój przyjaciel Bartymeusz
(komentarz tygodnika Idziemy)

+++++

Rozważanie poprzedzające modlitwę „Anioł Pański” (tekst)

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej liturgii mówi, że Jezus, wychodząc z Jerycha, przywraca wzrok Bartymeuszowi, niewidomemu żebrzącemu przy drodze (por. Mk 10, 46-52). Jest to ważne spotkanie, ostatnie przed wejściem Pana do Jerozolimy na Święto Paschy. Bartymeusz stracił wzrok, ale nie głos! Istotnie, gdy usłyszał, że Jezus ma przejść obok, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (w. 47). Ów człowiek woła i woła. Uczniowie i tłum są zirytowani jego wołaniem i napominają go, aby milczał. Ale on krzyczy jeszcze głośniej: „Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (w. 48). Jezus słyszy i natychmiast się zatrzymuje. Bóg zawsze wsłuchuje się w wołanie ubogich i wcale nie jest zaniepokojony głosem Bartymeusza, wręcz przeciwnie, dostrzega, że jest on pełen wiary, wiary, która nie boi się nalegać, pukać do Bożego serca, pomimo niezrozumienia i strofowań. I tu tkwi źródło cudu. Istotnie, Jezus mówi do niego: „Twoja wiara cię uzdrowiła” (w. 52).

Wiara Bartymeusza przejawia się w jego modlitwie. Nie jest to modlitwa nieśmiała i konwencjonalna. Przede wszystkim nazywa Pana „Synem Dawida”: to znaczy, że uznaje Go za Mesjasza, za Króla, który przychodzi na świat. Następnie woła Go po imieniu, z ufnością: „Jezusie”. Nie lęka się Go, nie nabiera dystansu. W ten sposób z serca wykrzykuje przyjaznemu Bogu cały swój dramat: „ulituj się nade mną!”. Jedynie ta modlitwa: „ulituj się nade mną!”. Ludzi prosi o milka monet, a Jezusa, który może wszystko, prosi o wszystko: „ulituj się nade mną!, ulituj się nad tym wszystkim czym jestem”. Nie prosi o łaskę, lecz przedstawia siebie: prosi o miłosierdzie dla swojej osoby, dla swojego życia. Nie prosi o coś nieznacznego, ale jest to piękna prośba, bo błaga o litość, czyli współczucie, miłosierdzie Boga, Jego czułość.

Bartymeusz nie używa wielu słów. Mówi to, co istotne i powierza się miłości Boga, który może sprawić, aby jego życie rozkwitło na nowo, czyniąc to, co jest niemożliwe dla ludzi. Dlatego nie prosi Pana o jałmużnę, ale ukazuje wszystko, swoją ślepotę i swoje cierpienie, które wykraczało poza to, że nie widział. Ślepota była wierzchołkiem góry lodowej, ale w jego sercu musiały być rany, upokorzenia, zniweczone marzenia, błędy, wyrzuty sumienia. Modli się sercem. A my? Czy kiedy prosimy o Boga o łaskę, wkładamy w modlitwę także naszą własną historię, nasze rany, upokorzenia, zniweczone marzenia, błędy, wyrzuty sumienia?

„Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Przyswójmy dziś sobie tę modlitwę. Powtórzmy ją. I zadajmy sobie pytanie: „Jak to jest z moja modlitwą?”. Czy jest odważna, czy ma w sobie dobrą natarczywość Bartymeusza, czy umie „pochwycić” Pana, który przechodzi obok, czy też zadowala się formalnym pozdrowieniem od czasu do czasu, gdy sobie przypomnę? Te letnie modlitwy, które w ogóle nie pomagają. A ponadto: czy moja modlitwa jest „treściwa”, czy obnaża moje serce przed Panem? Czy przedstawiam mu historię i twarze mojego życia? Czy też jest może anemiczna, powierzchowna, złożona z rytuałów bez uczuć i serca? Kiedy wiara jest żywa, modlitwa jest serdeczna: nie żebrze o grosze, nie sprowadza się do potrzeb chwili. Jezusa, który może wszystko, trzeba prosić o wszystko. Nie zapominajcie o tym. Jezusa, który wszystko może, trzeba prosić o wszystko, nalegając przed Nim. On nie może się doczekać, aby wylać swoją łaskę i radość do naszych serc, ale niestety to my trzymamy się z daleka, może ze względu na nieśmiałość, lenistwo lub niewiarę.

Wielu z nas, kiedy się modlimy, nie wierzy, że Pan może czynić cuda. Przypomina mi się historia - którą widziałem - o ojcu, któremu lekarze powiedzieli, że jego dziewięcioletnia córka nie przeżyje nocy. Była w szpitalu. I wsiadł do autobusu i pojechał siedemdziesiąt kilometrów do sanktuarium Matki Bożej. Było zamknięte a on, trzymając się kurczowo bramy, całą noc się modlił: „Panie, ocal ją! Panie, daj jej życie!” Modlił się do Matki Bożej, całą noc, wołając do Boga, płacząc z serca. Rano, gdy wrócił do szpitala, zastał płaczącą żonę. I pomyślał: „Ona nie żyje”. A żona powiedziała: „To nie zrozumiałem, nie da się wyjaśnić, lekarze mówią, że to coś dziwnego, wygląda na to, że jest uleczona”. Wołanie tego człowieka, który prosił o wszystko, zostało wysłuchane przez Pana, który dał mu wszystko. To nie jest opowieść: sam to widziałem, w innej diecezji. Czy mamy tę odwagę w modlitwie? Tego, który może dać nam wszystko, prośmy o wszystko, jak Bartymeusz, który był wielkim nauczycielem, wielkim mistrzem modlitwy... Niech on Bartymeusz stanie się dla nas wzorem ze swoją wiarą konkretną, wytrwałą i odważną. I niech Matka Boża, Dziewica modlitwy nauczy nas zwracać się do Boga całym sercem, ufając, że On wysłuchuje uważnie każdą modlitwę.

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Watykan

Słowo po modlitwie "Anioł Pański" (tekst)

 Drodzy bracia i siostry,

Wyrażam moją bliskość wobec tysięcy migrantów, uchodźców i innych osób potrzebujących ochrony w Libii: stale o was pamiętam. Słyszę wasze wołanie i modlę się za was. Bardzo wielu z tych mężczyzn, kobiet i dzieci jest poddawanych nieludzkiej przemocy. Raz jeszcze wzywam wspólnotę międzynarodową do dotrzymania obietnic dotyczących poszukiwania wspólnych, konkretnych i trwałych rozwiązań w zakresie zarządzania przepływami migracyjnymi w Libii i w całym regionie Morza Śródziemnego. Jakże cierpią ci, którzy są zawracani! Są tam prawdziwe obozy koncentracyjne. Musimy położyć kres odsyłaniu migrantów do krajów niebezpiecznych i nadać priorytet ratowaniu życia na morzu za pomocą środków ratunkowych i przewidywalnego lądowania, zapewniając im godne warunki życia, środki alternatywne względem zatrzymania, regularne szlaki migracyjne i dostęp do procedur azylowych. Poczujmy się wszyscy odpowiedzialni za tych naszych braci i siostry, którzy od nazbyt długo są ofiarami tej bardzo poważnej sytuacji. Módlmy się razem za nich w milczeniu.

Wczoraj w Brescii została beatyfikowana siostra Łucja od Niepokalanej, zakonnica ze Zgromadzenia Służebnic Miłości. Ta delikatna i serdeczna kobieta, zmarła w 1954 roku w wieku 45 lat, po życiu spędzonym w służbie innym, także wtedy, gdy choroba osłabiła jej ciało, ale nie ducha. A dziś w Rimini beatyfikowana jest młoda Sandra Sabattini, studentka medycyny, która zginęła w wypadku samochodowym w wieku 22 lat. Radosna dziewczyna, ożywiona wielką miłością i codzienną modlitwą, z entuzjazmem poświęciła się służbie najsłabszym, na wzór charyzmatu Sługi Bożego księdza Oreste Benzi. Brawa dla tych dwóch błogosławionych. Wszyscy razem!

Dziś, w Światowy Dzień Misyjny, spójrzmy na te dwie nowe błogosławione jako na świadków, którzy swoim życiem głosili Ewangelię. I z wdzięcznością pozdrawiam licznych misjonarzy - kapłanów, zakonników i zakonnice oraz wiernych świeckich - którzy poświęcają swoje siły w służbie Kościoła, płacąc osobiście - niekiedy wysoką cenę - za swoje świadectwo. I czynią to nie po to, by uprawiać prozelityzm, lecz aby swoim życiem dawać świadectwo Ewangelii w krajach, które nie znają Jezusa. Wielkie dzięki dla misjonarzy! Im również należą się wielkie brawa! Pozdrawiam również seminarzystów z Kolegium Urbaniana.

Pozdrawiam was wszystkich, drodzy Rzymianie i pielgrzymi z różnych krajów. W szczególności pozdrawiam wspólnotę peruwiańską - jakieże wiele flag peruwiańskich! - która obchodzi święto Señor de los Milagros (Pana sprawiającego cuda). Tegoroczny żłóbek również przygotuje wspólnota peruwiańska. Pozdrawiam także wspólnotę filipińską w Rzymie; pozdrawiam Centro Academico Romano Fundación (Hiszpania); Córki Najświętszego Serca Jezusa zgromadzone na Kapitule i grupę Wspólnoty Emmanuel. Pozdrawiam również uczestników "maratonu" z Treviso do Rzymu oraz uczestników "Drogi" z Sacra di San Michele do Monte Sant'Angelo; pielgrzymki rowerowej ku czci św. Alojzego Guanelli; pozdrawiam wiernych z Palmi, Asola i San Cataldo. Szczególne pozdrowienie kieruję do uczestników Tygodnia Społecznego Katolików Włoskich, zgromadzonych w Taranto na temat „Planeta, której pragniemy”.

Życzę wszystkim dobrej niedzieli. Pogoda dopisuje. I proszę, nie zapomnijcie o nie w modlitwie. Smacznego obiadu i do widzenia!

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Watykan

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 9 grudnia

Czwartek, II Tydzień Adwentu
Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Juana Diego Cuauhtlatoatzin
Pan jest łagodny i bardzo łaskawy.
+ Czytania liturgiczne (rok  C, II): Mt 11, 11-15
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter