23 kwietnia
poniedziałek
Jerzego, Wojciecha
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dar kontrreformacji

Ocena: 4.725
1991

Istotą kontrreformacji nie było sprzeciwianie się luteranizmowi i innym odłamom protestantyzmu, ale reforma Kościoła, by przekonywująco ukazać prawdę i piękno katolicyzmu.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Dziś nierzadko można przeczytać, że Luter chciał dobrze. Widząc rażące nadużycia w Kościele, pragnął jego reformy. Władze kościelne potraktowały go jednak w sposób lekceważący i niesprawiedliwy, oskarżając o herezję. Nic dziwnego, że Luter się oburzył i zareagował, być może przesadnie. Potem sprawy wymknęły mu się z rąk. Luter padł ofiarą społeczno-politycznych uwarunkowań. Tym niemniej z perspektywy pięciu wieków możemy powiedzieć, że na reformacji Kościół skorzystał. Co więcej, Luter pozostaje świadkiem wiary i może być punktem odniesienia dla tych, którzy chcą reformować Kościół katolicki dzisiaj. A po historycznym udziale papieża Franciszka w obchodach 500-lecia w Szwecji jedność jest coraz bliżej.

Tego rodzaju tezy pojawiły się ostatnio w niejednym tekście, jak np. w artykule mojego włoskiego współbrata, Giancarla Pani SJ, opublikowanym na łamach „Civiltà Cattolica”. Sądzę jednak, że pierwsi jezuici, współtwórcy kontrreformacji, dziwią się wielce, patrząc z nieba na ten superekumeniczny hurraoptymizm.

 

Więcej roztropności

Święty Ignacy, założyciel jezuitów, uczył swych duchowych synów miłości roztropnej. Roztropność bez miłości może bowiem stać się zimną kalkulacją, a miłość bez roztropności może zdegenerować się do naiwnego podtrzymywania dobrej atmosfery kosztem nie tylko prawdy, ale zwykłej przyzwoitości. Miłość roztropna jest ważna w dialogu ekumenicznym. Otwartość, szacunek dla innych, szukanie tego, co łączy nie mogą oznaczać fałszowania historii i budowania na piasku postępowych ideologii. Ale z drugiej strony dbałość o katolicką tożsamość nie oznacza programowego widzenia innych od jak najgorszej strony.

Dlatego nie przekonuje mnie zajadła antyluterska retoryka, nawet jeśli jest jakoś oparta na fragmentach ukrytych głęboko dzieł samego Lutra. Ksiądz Tadeusz Guz na licznych fimikach krążących po internecie odziera luteranizm z jakiejkolwiek godności. „Świętować taką zbrodnię [500-lecie reformacji], świętować utożsamienie Boga z szatanem, to jest najwyższym aktem herezji” – stwierdza profesor KUL. I dodaje: „Nie znam drugiego człowieka w dziejach kultury duchowej, szeroko pojętej, poza Marcinem Lutrem, który w tak systematyczny sposób dokonał satanizacji Boga”. Natomiast włoski profesor filozofii i Danilo Castellano oznajmił, że „Luter zapoczątkował wszystkie nowożytne rewolucje ze względu na swój nihilizm, (…) swój radykalny subiektywizm, (…) i swoją koncepcję sumienia jako „właściwości natury” będącej zaprzeczeniem sumienia moralnego.

Z drugiej strony nie przekonuje mnie „kanonizowanie” Lutra. Katolicki biskup Magdeburga Gethard Feige w ubiegłym roku powiedział w homilii: „Luter, podobnie jak św. Franciszek (…) poprzez swoją wiarę w Boga gruntownie zmienił swoje życie. I jest to przykład, który powinni naśladować wszyscy chrześcijanie”. Biskupowi Feige’owi odpowiedziałbym, że zdecydowanie wolę naśladować św. Ignacego Loyolę. W diabolizowaniu, ale i w kanonizowaniu Lutra ze strony katolików brakuje miłości i roztropności.

Jeśli nic nie jest herezją,
to i nic nie jest
prawdą wiary.

W dialogu z luteranami potrzeba szczególnej roztropności, bo choć w dużej mierze udało się porozumieć np. w sprawie rozumienia Bożej łaski, to do starych rozbieżności doszły nowe, całkiem poważne. Otóż wiele kościołów luterańskich przyjęło za swoją ideologię homoseksualną. Podajmy jeden, wcale nie odosobniony, przykład. Biskupem sztokholmskiej diecezji Kościoła Szwecji jest Eva Brunne. Pani biskup żyje oficjalnie w lesbijskim związku. Razem ze swoją partnerką, pastorką Gunillą Lindén, wychowuje syna. Luter zapewne oburzyłby się taką sytuacją. Tym niemniej sam położył fundament pod tego rodzaju aberracje.

 

Jezuici kontrreformatorzy

Pomimo że nie brakuje współczesnych jezuitów, którzy zachwycają się Lutrem, wielu ludziom Towarzystwo Jezusowe kojarzy się z kontrreformacją. Nic dziwnego – w 1917 r., na 400-lecie reformacji, we wspomnianym jezuickim piśmie „Civiltà Cattolica” opublikowano artykuł „Luter i luteranizm”. Znajdujemy w nim taką oto ironię: „Pod wygodnym pretekstem realizowania wymogów Pisma, które jako jedyne zawiera słowo Boże, wszczął wojnę z teologią scholastyczną, tradycją, prawem kanonicznym, wszystkimi ustanowieniami i wskazaniami Kościoła i soborów; a na miejsce tych pobożnych i czcigodnych rzeczy on, Marcin Luter, wiarołomny mnich i samozwańczy doktor, ustanowił siebie i swój autorytet. Papieże, doktorzy i święci ojcowie zostali pozbawieni wszelkiej wartości; słowo Marcina Lutra przewyższało je wszystkie”. Taki właśnie krytyczno-ironiczny stosunek do Lutra był charakterystyczny dla jezuitów przez całe wieki.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
dkowalczyk@jezuici.pl



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły