25 września
wtorek
Aurelii, Wladyslawa, Kleofasa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co niszczy autorytet Kościoła

Ocena: 4.68
1990

Kościół to nie tylko Chrystus Pan, aniołowie i święci. Tutaj, na ziemi, Kościołem jesteśmy my.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Do zbawienia jesteśmy dopiero wezwani, a niekiedy zachowujemy się tak, jakby nam na jego osiągnięciu mało zależało. Nasze ułomności, a zwłaszcza nasze grzechy, mogą autorytet Kościoła niemało zaciemniać. Pan Jezus mówił nam o tym zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35) – mówił. Ale mówił też z gniewem do faryzeuszy, a w gruncie rzeczy do nas wszystkich: „Sami nie wchodzicie do królestwa i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą” (Mt 23,13).

Już w czasach apostolskich grzechy wyznawców Chrystusa osłabiały autorytet Kościoła. „Słyszy się powszechnie o rozpuście między wami, i to o takiej rozpuście, jaka się nie zdarza wśród pogan” (1Kor 5,1n) – oburzał się na Koryntian Apostoł Paweł. Później musiał upominać duchownych, ażeby nie byli „chciwi brudnego zysku” (Tt 1,7; 1Tm 3,8). Natomiast Apostołowie Jakub i Paweł czuli się w obowiązku napiętnować dalekie od ducha miłości zachowania pierwszych chrześcijan podczas spotkań eucharystycznych (por. Jk 2,1-4; 1Kor 11,20-22).

Albo wsłuchajmy się w surowy rachunek, jaki wystawia swoim współwyznawcom anonimowy autor najstarszej chrześcijańskiej homilii. Komentuje on skargę Pana Boga, że „z waszej przyczyny Imię moje jest znieważane wśród pogan” (Iz 52,5): „Przez co jest znieważane? Przez to, że nie czynicie tego, czego chcę od was. Poganie, słysząc z ust naszych słowa Boże, podziwiają ich piękno i wspaniałość. Później przekonują się jednak, że nasze czyny nie odpowiadają temu, co głosimy, i dlatego też zaczynają bluźnić, wołając, że wszystko to tylko baśnie i oszustwa. Kiedy bowiem słyszą od nas, że Bóg mówi: Nie ma dla was wdzięczności, jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, lecz wdzięczność znajdziecie, jeśli miłujecie nieprzyjaciół i tych, którzy was nienawidzą (Łk 6,32.35). Kiedy to słyszą, są pełni podziwu dla tej nadzwyczajnej dobroci. Gdy zaś zobaczą, że nie kochamy nie tylko tych, co nas nienawidzą, lecz i tych nawet, co kochają, wtedy wyśmiewają się z nas i znieważają Imię Boże”.

Ostry ten tekst niewątpliwie mówi prawdę. Ale spróbujmy sobie uprzytomnić, ilu męczenników wydali spośród siebie ci tak ułomni chrześcijanie II w. Jaka musiała być w nich moc wiary, skoro wystarczyło kilka pokoleń, aby Ewangelia – wraz z jej przesłaniem o Bożej miłości do wszystkich ludzi oraz o godności, jaką Bóg obdarzył każdego bez wyjątku człowieka – rozprzestrzeniła się na całe narody!

Wielka stąd dla nas nauka, że również słabościami dzisiejszego Kościoła wolno nam się przejmować tylko w taki sposób, żeby to nas mobilizowało do tym gorliwszej służby Bożej. Przeklęte jest takie myślenie o złu w Kościele, które prowadzi do paniki i zwątpienia w moc Bożą, które zamiast pobudzać nas do tym większej gorliwości, raczej paraliżuje i zniechęca.

Jest takie hinduskie przysłowie, że jedno upadające drzewo robi w lesie więcej huku niż to, że cały las rośnie. Nie dziwmy się, że kiedy w Kościele dzieje się jakieś zło, ludzi ogarnia zdumienie i zgorszenie. Ale wielka to sztuka zauważać dobro, jakiego również wówczas jest w Kościele naprawdę bezmiar, i umieć je pokazywać innym.


Sól w oku

Jest jednak takie myślenie o złu w Kościele, które nie pobudza do nawrócenia ani do pomagania innym, żeby się nawrócili. Gorszymy się cudzym złem głównie po to, żeby zaspokoić naszą ciemną potrzebę potępiania innych oraz żeby usprawiedliwić nasze własne oddalenie od Boga. Świetnie to oddaje zamieszczona w tomie Edmonda Flega „Mojżesz w opowieściach mędrców” żydowska opowieść: „Wczesne wstawanie Mojżesza Hebrajczycy komentowali za jego plecami: »Zobaczcie, jak wcześnie wstaje! Chce przed nami zaopatrzyć się w mannę i zabrać najlepsze jej ziarna!«. Kiedy zaś wstawał późno, mówili: »Zobaczcie, jak późno wstaje! Wczoraj wieczorem zjadł za dużo manny i ani żona, ani słońce nie mogły go obudzić!«. Kiedy skromny przechadzał się pośród tłumów, Hebrajczycy z bliska pokazywali go palcami, mówiąc: »Zobaczcie, jak przechadza się pośród nas! Chce, żebyśmy go pozdrawiali!«. Kiedy zaś w swej skromności trzymał się na uboczu, z daleka pokazywali go palcami, mówiąc: »Zobaczcie, jak trzyma się na uboczu! Chce nam dać odczuć, że jest większy od nas!«”.

Dzisiaj niektórzy ludzie mają dokładnie taki stosunek do Kościoła. Cokolwiek by Kościół robił, będzie ostro krytykowany. Skupia się Kościół na posłudze ściśle religijnej – ludzie mówią: „Zamknął się w swojej wieży z kości słoniowej, wyłącza się z życia, izoluje się ze społeczeństwa”. Angażuje się Kościół w sprawy społeczne, w obronę biednych, przeciwstawia się aborcji, przypomina o prawach człowieka – ludzie mówią: „Niech pilnuje swojej posługi religijnej, niech się nie miesza do polityki”. Głosi ksiądz kazanie na temat świętości i nierozerwalności małżeństwa – jeden powiada: „Z choinki się chyba urwał, przecież nieraz nie ma innego wyjścia niż rozwód!”. A drugi po tym samym kazaniu mówi: „Dlaczego dopiero teraz głosi się takie kazania? Dlaczego nie było takich kazań, kiedy moje małżeństwo się rozpadało?”.

Warto może jeszcze zauważyć, że grzesznik chowa się niekiedy przed Panem Bogiem w niechęć do Kościoła. Przypomina mi się następująca wypowiedź znajomej nauczycielki podczas dyskusji na temat antyklerykalizmu: „W moim pokoju nauczycielskim ciągle wygaduje się na księży i w ogóle na Kościół. Początkowo się tym przejmowałam – do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że dwoje najbardziej aktywnych animatorów tej nieustannej krytyki Kościoła załatwia w ten sposób swoje własne problemy: ten najbardziej głośny kolega żyje już z trzecią żoną, a wtórująca mu koleżanka dokonała dwóch aborcji, a nie wiem, czy nie więcej”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI