22 maja
wtorek
Heleny, Wieslawy, Ryty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Autorytet Kościoła

Ocena: 4.6
1128

Rozpocznę od słynnych słów św. Augustyna, jakie wypowiedział on kiedyś w sporze z manichejczykami: „Nawet Ewangelii bym nie wierzył, gdyby nie skłaniał mnie do tego autorytet Kościoła”.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Augustyn niewątpliwie mówi tu o nadprzyrodzonym autorytecie Kościoła – tym autorytecie, jaki Kościół zawdzięcza bezpośrednio Chrystusowi, swojemu Panu i Głowie. Dlatego kilka pierwszych uwag poświęćmy autorytetowi Chrystusa Pana, bo w Nim jest źródło autorytetu Kościoła.

 

Autorytet Chrystusa Pana

Nigdy dość przypominania, że samą istotą chrześcijaństwa jest Dar Boga, który przewyższa wszystkie Jego dary, Syn Boży Jezus Chrystus, który dla naszego zbawienia stał się jednym z nas: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Otóż znamienne, że będąc wśród nas – choć nie przestał przecież być równym przedwiecznemu Ojcu Bogiem prawdziwym – nieraz deklarował i przypominał, że nie ma On autorytetu sam z siebie, ale Jego autorytet jest cały i bez reszty zakorzeniony w autorytecie Ojca.

Podam tylko kilka z wielu Jego wypowiedzi na ten temat. Mówił np.: „Moja nauka nie jest moją, lecz Tego, który Mnie posłał” (J 7,16); „Ja nic od siebie nie czynię, ale to mówię, czego mnie Ojciec nauczył” (J 8,28); „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4,34). Krótko mówiąc, Pan Jezus przedstawiał siebie jako autorytet krystalicznie ikoniczny. Zresztą mówił o sobie wprost, że jest żywą ikoną swojego Ojca: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9). Niekiedy wyrzucał nam, że łatwiej nam przyjmować autorytety fałszywe, autorytety z własnego nadania, niż otworzyć się na Jego autorytet, płynący wprost od Boga: „Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli” (J 5,43; por. 7,18).

Musimy jednak podjąć następujący problem. Podstawowym dogmatem wiary chrześcijańskiej jest prawda, że Pan Jezus jest nie tylko równym przedwiecznemu Ojcu Bogiem prawdziwym, ale jest również prawdziwym człowiekiem: „Wielu pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Taki jest zwodzicielem i Antychrystem” (2 J 7; por. 1 J 4,2n). Skoro zaś Jezus przyszedł do nas jako prawdziwy człowiek, to Jego historyczne życie upłynęło w konkretnym czasie i w konkretnej przestrzeni.

Jak tę historyczną partykularność Jezusa Chrystusa pogodzić z powszechnością Jego misji zbawczej? Przecież nie sposób nie zdawać sobie sprawy z tego, że podczas swojego doczesnego przebywania z nami spotkał się On bezpośrednio – nawet jeżeli to były tłumy – tylko ze znikomą częścią ludzi jednego tylko pokolenia. A przecież ludzkość, której przekazał słowa zbawienia i za którą umarł na krzyżu, stanowi wiele następujących po sobie pokoleń! Co więcej, nawet ci, których Jezus nauczał bezpośrednio, często Go nie rozumieli (por. Mt 13,13; J 8,43), nieraz nie rozumieli Go nawet najbliżsi uczniowie (por. Mt 15,16n; 16,22n; Łk 9,45; 18,34; J 13,7; Mk 16,14).

Największym geniuszom ludzkości nie udało się przekroczyć swojej ludzkiej partykularności. Podoba nam się to czy nie, Platon, Budda, Konfucjusz czy Einstein staje się dla kolejnych pokoleń kimś coraz bardziej oddalonym w czasie, kimś, kto żył coraz dawniej temu. Inaczej jest z Jezusem Chrystusem, gdyż On i spośród ludzi tylko On jest nie tylko prawdziwym człowiekiem, ale również przekraczającym wszelką partykularność Bogiem prawdziwym. W ten sposób otwierają się przed nami wielkie pytania: Co to jest Kościół? I po co jest Kościół?

 

Dar bezpośredniego dostępu

Podejmując refleksję na temat autorytetu Kościoła, odpowiedzi na pytanie, co to jest Kościół, proponuję szukać w stosunkowo tajemniczych słowach Jezusa: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was” (J 16,7). To jest naprawdę intrygujące: Dlaczego fizyczne odejście Pana Jezusa było warunkiem przyjścia Ducha Świętego?

Otóż już Ojcowie Kościoła wnikliwie zauważyli, że Duch Święty umożliwia wszystkim bez wyjątku wierzącym – niezależnie od tego, w jakim miejscu ziemi i w jakim czasie Opatrzność nas umieściła – nieporównanie bardziej bezpośredni dostęp do Pana Jezusa, niż ten, którym za Jego historycznego życia cieszyli się Apostołowie. Kiedy Pan Jezus przebywał z ludźmi, można Go było widzieć, słuchać Jego nauk, oglądać Jego cuda, można Go było nawet dotknąć, o coś zapytać... ale to była zawsze sytuacja, że Jezus był „tu”, a ja, ty, on, ona, byliśmy „tam”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły