5 grudnia
sobota
Sabiny, Krystyny, Edyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ks. prof. Szymik: Benedykt XVI to genialny diagnostyk rzeczywistości

Ocena: 0
2578

Tu zapytam o miejsca sztuki w myśli Benedykta XVI/Ratzingera muzyka, miłośnika sztuki i estetyka. W “Raporcie o stanie wiary” powiedział: “Teolog nie kochający sztuki, poezji muzyki, natury może być niebezpieczny. Ta bowiem ślepota i głuchota na piękno nie jest sprawą drugorzędną, lecz może wycisnąć piętno także na jego teologii”. Jak skomentuje te słowa poeta? Dlaczego aspekt estetyczny jest tak ważny dla teologii?

Tak, to mocna teza, fragment rozmowy z Vittorio Messorim, jeszcze z lat 80-tych ub. wieku. W kontekście cytatu, który Pan przytoczył, czytelniejsze stają się zmagania współczesnej teologii o własną tożsamość, zmagania, które są związane z przeobrażeniami współczesnego uniwersytetu – z sytuacją rozumienia i rozwoju tego, co akademickie w (po)nowoczesności, z tzw. „konstytucją dla nauki”, czyli ustawą 2.0 w Polsce itp. Otóż teologia stale jest dziś zmuszana do tego, by udowadniać, że jest „naprawdę” nauką akademicką, że zasługuje na miejsce w palecie nauk tworzących współczesny uniwersytet, z całym jego zapleczem biurokratycznym, zdobywaniem punktów, grantów itp., że jest „poważną” naukową dyscypliną. Oczywiście, trzeba spełniać standardy naukowości, wypełniać zadania administracyjne i tak dalej, to jasne. Poza tym teologia dla dobra nie tylko samej siebie, ale dla dobra naukowej “universitas” powinna ją współtworzyć wraz z innymi siostrami naukami, bo przecież to właśnie ona ową wszechnicę nauk w Europie założyła kilkaset lat temu… Jednak grożą jej tu dzisiaj pewne niebezpieczeństwa. Bo żeby się zmieścić w kanonie współczesnych nauk uniwersyteckich teologia jest kuszona, by przemilczeć wiarę jako jeden ze swoich niezbywalnych fundamentów własnej metodologii naukowej. A wiara może być (i bywa) postrzegana (przez niektóre dyscypliny, a ściślej prze niektórych akademików) jako mit, magia i zabobon. Stąd teologia dziś naśladuje czasem religioznawstwo (czy bliżej nieokreśloną „refleksję nad duchowymi fundamentami kultury”) zamiast być sobą, czyli nauką o Bogu z rozumem i wiarą jako równoprawnymi narzędziami badawczymi w zbiorze własnego oryginalnego instrumentarium metodologicznego. Powiedzmy to jasno: religioznawstwo jest dyscypliną, która nie potrzebuje wiary dla własnej tożsamości. Natomiast do uprawiania teologii wiara – żywa wiara teologa – jest niezbywalnie potrzebna.

Teologia jest też kuszona, by „liczyć i ważyć”, czyli nie mieć nic wspólnego ze sztuką, z poezją, dziedzinami których nie da się zamknąć w modelu scjentystycznej naukowości. Gdy będziemy uwzględniać w naszej refleksji estetykę – lękają się uwiedzeni scjentyzmem teologowie – to nam to przeszkodzi być naukowcami “pełną gębą”. I w ten właśnie punkt bije Ratzinger. Gdy teologia nie współpracuje z wielką sztuką może być niebezpieczna, ponieważ tylnymi drzwiami może dostać się do niej bożek skrajnego racjonalizmu. Wtedy racjonalność tkwiąca pełnoprawnie i we właściwym kształcie w teologii zostanie zawężona i w konsekwencji zatraci ona swoją istotę a teologia stanie się jeszcze jedną dyscypliną podporządkowaną „szkiełku i oku”.

Teologia musi także uwzględniać aspekt stwórczy sztuki, dziedziny, w której człowiek chyba najlepiej naśladuje Boga Stwórcę….

Pisze o tym Ratzinger w zbiorze ” Na początku Bóg stworzył… Cztery kazania o stworzeniu i upadku”. Kapitalnie tam ukazuje Boga jako artystę – “Deus artifex”. Ta kwestia zresztą – Boga stwórcy, świata jako stworzonego przez Boga – jest jedną z fundamentalnych dla myśli Ratzingera. Można by ją streścić następująco: jeśli jest prawdą, że cała rzeczywistość, która nas otacza jest z Boga, z Jego stwórczej mocy i dzieła, to znaczy, że nasza chrześcijańska wiara dotyczy całokształtu rzeczywistości, wszystkich ludzi, i nie wolno nam jej zamykać w kościelnej zakrystii, ale trzeba z nią wyjść do całego świata. Jeśli Bóg stworzył świat i objawił się przez swego Syna Jezusa Chrystusa, jeśli to jest prawda, a nie tylko „jeden z wielu światopoglądów”, to cała rzeczywistość odnosi się do Niego, a my dzięki temu możemy tak samo wszystko odnosić do jego Osoby, także nasze wszystkie twórcze akty. Takie jest teologiczne i misyjne zaplecze pojęcia “Deus artifex” w jego twórczości. W tym kontekście trzeba wskazać na duchowy i intelektualny związek Ratzingera z Hansem Ursem von Balthasarem autorem mi.n. wielotomowej “Estetyki teologicznej”. Razem założyli w latach 60. XX wieku czasopismo “Communio”. W każdym razie, domykając wątek: teologiczna refleksja nad fenomenem piękna jest Ratzingerowi niezwykle bliska. I w ogóle sztuka jako taka. Nieprzypadkowo mówi się o nim jako „Mozarcie teologii”.

Dla mnie uderzające w myśli Ratzingera jest też podkreślanie kosmicznego wymiaru Jezusa Chrystusa…

To ważny element wiary chrześcijańskiej, która wyznaje w Jezusie Chrystusie Syna Bożego, „Boga prawdziwego z Boga prawdziwego”, „współistotnego Ojcu”. Jako Bóg jest Jezus i transcendentny (jest Panem wszechrzeczywistości, w tym kosmosu) wobec całej rzeczywistości i wobec niej immanentny (mówimy, słusznie, że w komunii świętej „Pan Jezus wstępuje do serca człowieka”). „Chrystologia kosmiczna” ma zresztą swój mocny korzeń w teologii paulińskiej, do której Ratzingerowi bardzo blisko. Przypomnę, że Benedykt XVI ogłosił Rok św. Pawła, który trwał od czerwca 2008 do czerwca 2009 z okazji dwutysiąclecia narodzenia Apostoła Narodów. Przez cały ten rok papież głosił katechezy poświęcone nauczaniu św. Pawła, którego mocnym rysem jest kosmiczność Chrystusa, czyli Jego stwórcze i zbawcze panowanie – Jezus jest “Kyrios”, jest Panem – nad całym wszechświatem.

Inny poetycki motyw pojawiający się u Ratzingera to “Bóg, Chrystus trzymający człowieka za rękę”…

Czułość, w rozumieniu i przeżywaniu wiary, tak, ona jest istotna. Jej nie wymyślił ani Franciszek, ani Benedykt XVI, ani Jan Paweł II, ani Jan XXIII. Ona sięga samego Boga, który jest miłością a ta jest czuła… Benedykt XVI mocno tę cechę miłości podkreśla i praktykuje. W tym kontekście przypomnę epitety jakimi go obdarzano: inkwizytor, pancerny kardynał, reakcjonista, hamulcowy, rotweiler Pana Boga, żandarm Kościoła. Pokazują one nie tylko jak był i nadal jeszcze jest nieznany, nierozumiany, ale też i skalę nienawiści jakiej doświadcza. Ona znów pokazała swoje rogi i ogon przy okazji jego niedawnego tekstu o celibacie… Tymczasem jest to człowiek, dla którego ludzkie ciepło, czułość, wrażliwość i empatia należą do podstawowych wymiarów człowieczeństwa i prawdziwej religijności. W takich wymiarach widzi wiarę w Boga, co wyraża obraz czułej i ciepłej dłoni Boga w naszych dłoniach. I obraz naszej ręki w Jego ręce, prowadzącej nas przez drogi i bezdroża życia. Z drugiej strony miłość dla niego to nie zbiór sentymentalnych uczuć. Miłość musi być stanowcza i zadziorna, powiada, i w tej zadziorności pokazująca, że naprawdę kocha drugiego, bo zależy jej na jego dobru. Ale to ważne, co Pan zauważył: podstawową cechą jego praktycznych, egzystencjalnych wniosków z teologicznych teorii jest ciepło i dobroć.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 5 grudnia

Sobota, I Tydzień Adwentu
+ Dzień Powszedni
Pan jest naszym sędzią, Pan naszym prawodawcą,
Pan naszym królem, on nas zbawi.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Iz 30,19-21. 23-26; Ps 147A,1-6; Mt 9,35 – 10, 1. 5-8
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter