23 listopada
czwartek
Adelii, Klemensa, Felicyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zwrot na prawo

Ocena: 3.5
974

Stało się: kolejny europejski kraj wybrał w wyborach powszechnych do parlamentu prawicę. W ubiegłą niedzielę zwyciężyła w Austrii chadecka Austriacka Partia Ludowa (ÖVP) na czele z byłym już ministrem spraw zagranicznych Sebastianem Kurzem, który za chwilę zostanie najmłodszym kanclerzem w historii tego kraju – ma zaledwie 31 lat.

Według wyników exit poll partia zdobyła 31,5 proc. głosów, a za nią uplasowały się jej dotychczasowy koalicjant, czyli socjaldemokraci (SPÖ) z trochę ponad 27 proc. i prawicowa Wolnościowa Partia Austriacka (FPÖ), uzyskując prawie 26 proc. Dokładne wyniki zostały podane po przeliczeniu kart wyborczych, kiedy nasz tygodnik poszedł już do druku. Nie zmienia to faktu, że austriackie społeczeństwo powiedziało socjaldemokratom wyraźne „dość”, bowiem – sumując wyniki chadeków i członków FPÖ – prawicę wybrała ponad połowa głosujących.

To oczywista porażka socjaldemokratów, którzy po ponad dziesięciu latach w koalicji z chadekami oddają władzę „totalnej prawicy”, jak grzmią liberalne media. Grzmią, gdyż wszystko wskazuje na to, że ludowcy stworzą koalicję właśnie z FPÖ. Największą jednak porażkę odnieśli Zieloni, którzy zdobyli niecałe 4 proc. głosów, podczas gdy jeszcze trzy lata temu triumfowali z ponad 12 proc.! Jest to bardzo podobna sytuacja do ostatnich wyborów parlamentarnych w Niemczech, chociaż Austriacy byli bardziej stanowczy w opowiedzeniu się za zmianą. A taką zmianę – w odróżnieniu od Angeli Merkel w Niemczech – w alpejskim kraju na pewno przyniesie Kurz jako kanclerz.

Już w pierwszej wypowiedzi po wyborach Kurz stwierdził: „Jestem świadomy, że wynik ten jest również poleceniem zmiany państwa. Chętnie przyczynię się do tego”. Niemieckie i austriackie liberalne media szaleją z wściekłości, słysząc te zapowiedzi i skupiają się tylko na tym, że młody przyszły kanclerz sprowadzi kraj na populistyczne manowce. Zresztą to nie pierwsze ataki na tego polityka. Już na samym końcu kampanii wyborczej rozpętała się przeciwko Kurzowi prawdziwa kampania nienawiści w mediach społecznościowych, w których oskarżano go o antysemityzm i ksenofobię. A to dlatego, że Kurz jeszcze jako szef MSZ zapowiedział wprowadzenie restrykcyjnej kontroli imigrantów i wdrożenie procesu integracji tych, którzy są już w Austrii. Jego wygrana w wyborach jasno pokazuje, że austriackie społeczeństwo zgadza się z polityką zewnętrzną Kurza i chce dalszych zmian na tym polu.

Zwłaszcza po tym, jak we wrześniu austriackie MSW opublikowało raport na temat aktywnej działalności Bractwa Muzułmańskiego, którego celem jest „stopniowa islamizacja społeczeństwa”. Właśnie sprzeciw wobec tego procesu określany jest jako ksenofobia i islamofobia, tak że ze strachu zaczyna się przymykać oko nawet na przemoc stosowaną przez radykalnych wyznawców islamu. Kurz postanowił z tym zerwać, a Austriacy nie mają powodów nie wierzyć raportowi MSW, że w samym Wiedniu ponad 63 proc. dzieci w przedszkolach dopiero zaczyna uczyć się języka niemieckiego. W wiedeńskich szkołach przeważają uczniowie muzułmańscy nad katolikami, wobec czego bojkotowane są święta i zwyczaje chrześcijańskie. Jeśli zaś chodzi o sprawy światopoglądowe, to podczas debaty wyborczej tylko Kurz i kandydat FPÖ opowiedzieli się za tym, że kultura chrześcijańska ma pozostać w ich kraju jako dominująca. Właśnie dzięki głosom chadeków i członków FPÖ w czerwcu parlament odrzucił wniosek socjaldemokratów, Zielonych i liberałów za wprowadzeniem małżeństw homoseksualnych.

Pozwala to wierzyć, że obietnice przyszłego kanclerza nie pozostaną bez pokrycia. I że Austria dołącza do krajów, które pragną zachować lub odbudować wartości chrześcijańskie, wybierając takich przedstawicieli politycznych, którzy jej to zagwarantują. 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły