16 grudnia
niedziela
Albiny, Zdzisławy, Alicji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Znak stop

Ocena: 4.73333
2169

Wywiady bywają różne. Są rozmowy i kłótnie, są prezentacje i spory. Nie ma nic dziwnego, jeśli rozmawiamy z dziennikarzami o radykalnie odmiennych poglądach. To okazja, żeby przekazać coś ludziom, który myślą tak jak oni, ale także po prostu im samym. Nie ma też nic dziwnego w rozmowie, w której dziennikarz, zamiast się kłócić, chce się po prostu czegoś dowiedzieć od rozmówcy, którego ceni. To jednak, co najbardziej zaskoczyło mnie w rozmowie Dominiki Kozłowskiej („Znak”) z Renatą Kim („Newsweek” 15/2018) to zupełny brak kontrowersji między redaktorami tak zdawałoby się odległych pism jak krakowski miesięcznik i organ Tomasza Lisa.

Dominika Kozłowska opowiada w tej rozmowie o swym udziale w czarnym proteście przed dwoma laty, o zrozumieniu dla jego wulgarnych i antykatolickich haseł (które dla redaktor „Znaku” są „dalekie”, jednak „wyrażają emocje”, które „rozumie i w pewnym stopniu podziela”). Uważa bowiem nawet obecny projekt „Zatrzymaj aborcję” za „restrykcyjny”, choć nie jest jasne, o jakie „restrykcje” jej chodzi.

Rodzenie się dzieci z zespołem Downa nie jest bowiem „restrykcją”, tak jak „aborcja” nie jest czynnością naturalną. Nie jest też restrykcją ciągle zachowywany w prawie obowiązek opieki nad chorym dzieckiem w ogóle. Każda poważna choroba wywraca życie. Ale przecież nawet tak dramatyczna sytuacja jak nieoczekiwana choroba nie zawiesza naturalnych powinności czy relacji między ludźmi. Przeciwnie. Jeśli ludzie nawet w tak dramatycznych sytuacjach podejmują nowe obowiązki wobec siebie, to z reguły nie wskutek „przymusu” czy „wyboru”, nie dlatego, że to piękne czy moralnie wzbogacające, ale na ogół po prostu dlatego, że nie można inaczej, że tak trzeba. Wierzący wiedzą, że to Bóg, inni, że to los postawił przed nimi takie zadanie. Jedni i drudzy wiedzą, że to „zadanie” jest po prostu osobą, że od jednego zależy los drugiego. Trudno je podjąć, ale cała kultura i porządek, który spoza niej przeziera, zgodnie mówi: tak trzeba.

Cóż nowego się stało, by zakładać, że nie dotyczy to choroby dziecka, które ma się urodzić? Nastrój epoki, która stopniowo, z coraz większą konsekwencją, z ekstrawagancji moralnych Aleksandry Kołłontaj, Simone Veil i Judith Butler uczynił „prawo”. „Duch czasu” to chyba za mało, skoro wiemy już, co sądzić o duchu na szczęście skończonego ostatniego krwawego stulecia?

Redaktor „Znaku” zapewne nie uważa tak zwanej aborcji za prawo, choć skarży się, że „daliśmy się złapać w pułapkę, jaką zastawili na nas ludzie z ruchów pro-life, którzy mówią o zabijaniu dzieci przez zwolenników aborcji”. Czymże więc dla Dominiki Kozłowskiej aborcja jest? Odnoszę wrażenie, że dramatycznym wyzwaniem, otwartym – przynajmniej społecznie – moralnym problemem.

„Znak” przez całe dziesięciolecia nawiązywał do myśli personalizmu katolickiego. Dziś, po latach „dialogu ze światem”, znalazł się w pułapce, jednak nie „ruchów pro-life”, jak pisze redaktor Kozłowska, ale relatywizmu, który – jak mówił bp José Guerra Campos – relatywizuje wartości absolutne i absolutyzuje względne. Szkoda.

Idziemy nr 16 (654), 22 kwietnia 2018 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -