23 listopada
czwartek
Adelii, Klemensa, Felicyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zakręt do Monachium

Ocena: 0
1436

Władze autonomiczne Katalonii oczekują mediacji międzynarodowej w sprawie uzgodnienia zasad oderwania swojej prowincji od Hiszpanii, i za najlepszego mediatora uważają Unię Europejską. Nic dziwnego; zaangażowanie Unii otwiera od razu drogę do uznania Katalonii przynajmniej przez większość z jej dwudziestu sześciu państw. Unii, zaangażowanej w negocjacje separacyjne, trudniej byłoby również negować ewentualne katalońskie członkostwo. A na tym katalońskim nacjonalistom bardzo zależy.

Tylko w jakiej roli miałaby Unia wystąpić? Imperialnego protektora bezpaństwowego Ludu Europejskiego? Unii nie zawierały ani regiony, ani ruchy społeczne, tylko państwa. Stronami konstytuujących ją traktatów nie są Kraj Basków, Korsyka czy Kurlandia, ale państwa Europy. Gdyby władze UE zaczęły z jednym z konstytuujących ją państw negocjować oderwanie części jego terytorium, uruchomiłyby precedens o nieobliczalnych konsekwencjach. W 1938 r. w Monachium też negocjowano na podstawie „prawa do samostanowienia” Niemców sudeckich, a rok później Niemcy to „prawo do samostanowienia” zapewniły Gdańskowi. Czy chcemy naprawdę wchodzić na tę drogę? Oczywiście – jest różnica, i nie wolno jej ignorować. To różnica oczywista. Presję na Czechosłowację uruchomiły mocarstwa, ale jednak nie Liga Narodów. Oby dziś do czegoś podobnego nie doszło.

Jeden z komentatorów, Adam Ołtusek, przypomniał mi, że „nasze wieloletnie pragnienie wolności” wyklucza odmawianie prawa do „wolności Katalonii” i że Unia Europejska „nie powinna w tej sprawie umywać rąk”. Owszem, nie powinna, bo w ogóle swymi długimi rękami nie powinna dotykać nie swoich spraw. Zakres jej spraw definiują traktaty. Unia to wzajemne zobowiązania państw, również wobec Hiszpanii. Jeśli zaś ktoś uważał, że Korona Hiszpańska uciska należące do niej ludy, prześladując „ruchy wolnościowe”, takie jak baskijska ETA – to w ogóle nie powinien zawierać z nią unii.

A tak w ogóle to nie bardzo potrafię pojąć tę logikę. Korona Hiszpańska, która dzięki swej uniwersalnej misji patronowała ewangelizacji narodów od Ekwadoru po Filipiny, która skutecznie broniła Europy przed inwazjami islamu, w imieniu której Filip II proklamował uniwersalizm naturalnych praw ludzkich i która bohatersko walczyła z komunizmem – ta Hiszpania miałaby zacząć się rozpadać tylko dlatego, że wielkie media pokazały policję blokującą nielegalne, separatystyczne referendum? I skąd nagle to niebywałe zaufanie widzów do tych mediów?

Nie neguję prawa katalońskich nacjonalistów do walki o własne cele polityczne. Ale ich prawo do własnej polityki nie może zawieszać ani prawa Katalończyków do życia w Hiszpanii, ani prawa Hiszpanów do życia w hiszpańskiej Katalonii. Rozgrywa się na naszych oczach poważny dramat polityczny. Przyszłość Polski jest w Europie narodów. W Europie, która szanuje historyczne państwa, a nie podważa ich całość czy suwerenność.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły