23 lutego
sobota
Romany, Damiana, Polikarpa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wstrząs

Ocena: 0.15
979

Śmierć Pawła Adamowicza wstrząsnęła Polską, wstrząsnęła każdym z nas. Zginął znany, ważny polityk, prezydent dużego miasta, od lat zabierający głos również w sprawach ogólnopolskich. Zginął na scenie, na oczach setek ludzi, od zadanych z zimną krwią ciosów nożem. Sytuacja rzeczywiście bez precedensu w dziejach III RP.

Mordercą okazał się 27-letni mieszkaniec Gdańska, w przeszłości karany za napady na placówki bankowe, mający również – jak słyszymy – problemy psychiczne. Już po dokonaniu zbrodni wykrzyczał: „Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz”. Z tych słów można wnioskować, że to zabójstwo było swego rodzaju aktem osobistej zemsty. W oczach zabójcy prezydent Gdańska reprezentował władzę, która miała go rzekomo skrzywdzić.

Ze wszystkich stron sceny politycznej popłynęły kondolencje. Rząd zareagował błyskawicznie, wyrażając solidarność z walczącym wówczas o życie prezydentem Adamowiczem, śląc wyrazy solidarności rodzinie, udzielając wszelkiej pomocy. Prezydent Andrzej Duda zgłosił inicjatywę marszu przeciw nienawiści (ostatecznie upadła), zapowiedział także ogłoszenie żałoby narodowej. Ale te gesty nie mogły zatrzymać fali oskarżeń pod adresem obozu rządzącego. „W Gdańsku doszło do politycznej zbrodni, do wyrachowanej i zaplanowanej próby zabójstwa polityka” – grzmiał wicenaczelny „Gazety Wyborczej” Jarosław Kurski, nie zważając na fakty. A prof. Ireneusz Krzemiński stwierdził, iż „atak nożownika to efekt mowy nienawiści rozpętanej po 2015 r.”, dodając, że „i tylko jedna strona jest winna”. Ta próba rozpętania wielkiej awantury na szczęście raczej się nie powiedzie. Właściwa reakcja obozu rządzącego sprawiła, że tego typu ciosy trafiają w próżnię, finalnie szkodząc atakującym.

Po takiej tragedii pokusy poszukiwania prostego wyjaśnienia bądź prostej lekcji na przyszłość są zrozumiałe, ale nie zawsze mają sens. Tzw. hejt, zwłaszcza anonimowy, należy ograniczać, ale tak, by nie zabijać przy okazji swobody demokratycznej dyskusji, co – sądząc po doświadczeniach Zachodu – jest realnym zagrożeniem. O bezpieczeństwo należy dbać, ale w sposób, który nie zmieni naszego życia w piekło bezustannych kontroli i tysięcy ograniczeń. Polityków należy chronić, ale bez złudzeń: nie da się zapewnić ochrony każdej rozpoznawalnej publicznie osobie. Szaleńców i kryminalistów należy izolować, ale wszystkich nie da się zamknąć na całe życie za kratami.

Są jednak pytania zasadne. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku miał niską rangę organizacyjną, nie był oficjalnie imprezą masową, być może z powodu oszczędności. Zamachowiec swobodnie wszedł na scenę, która zawsze stanowi strefę szczególnie chronioną. Osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo zareagowały z opóźnieniem i chaotycznie. Owszem, WOŚP zawsze miała charakter imprezy dość swobodnej, luźnej, i dotychczas bezpiecznej, ale jednak pewne elementarne standardy powinny być zostać dochowane. Tymczasem Jerzy Owsiak nie tylko nie podjął rozmowy na ten temat, ale wręcz odpowiedział atakiem, na TVP. Zdawał się sugerować, że związek ze zbrodnią miała wyemitowana kilka dni wcześniej kukiełkowa satyra wymierzona w WOŚP. Jest to oczywisty absurd; to co stało się w Gdańsku, nie było w żaden sposób związane z kontrowersjami wokół jakichkolwiek działań Owsiaka. Jeszcze mniej zrozumiała jest rezygnacja animatora Orkiestry ze stanowiska szefa fundacji WOŚP oraz emocjonalne stwierdzenia w stylu: „Poczułem się jak w Auschwitz”. Niezdolność do wyjścia poza perspektywę skoncentrowaną na „ja” jest więcej niż uderzająca.

Najważniejsze obecnie pytanie brzmi: co z tej zbrodni wyniknie? Moim zdaniem jednak pewne zmiękczenie retoryki politycznej, przynajmniej na jakiś czas. Nie dlatego, że to morderstwo ma związek z działalnością tej czy innej partii, ale dlatego, że przypomniało nam wszystkim o wartości i kruchości ludzkiego życia. A dodatkowo Polacy są już od pewnego czasu zmęczeni ostrym konfliktem, i niektórzy politycy wyraźnie to wyczuwają (vide powołanie premiera Mateusza Morawieckiego). Kto pierwszy wiarygodnie odpowie na zmieniające się podskórnie nastroje, ten wygra.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -