12 grudnia
wtorek
Dagmary, Aleksandra, Ady
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W stronę utopii

Ocena: 0
164

Względnie niewielkim echem odbił się w Polsce artykuł niemieckiego dziennikarza Stefana Ulricha opublikowany na łamach „Süddeutsche Zeitung”. A szkoda, bo można sądzić, że mieliśmy do czynienia z rzadkim i bardzo cennym przypadkiem otwartego opisania intencji obecnych rządców Unii Europejskiej. Usłyszeliśmy, o czym mówi się za zamkniętymi drzwiami w kręgach wtajemniczonych i zaufanych.

Ulrich ocenia, że próba zachowania przez Polskę i Węgry „homogeniczności” własnych społeczeństw „nie bardzo pasuje do Unii Europejskiej”. I dodaje, że w Europie nie ma miejsca dla państw, które chcą „zachować jednorodność narodu”. „Jeśli o to chodzi, powinni oni natychmiast opuścić Unię Europejską. Europa i jej państwa stają się coraz bardziej różnorodne. Kto tego nie chce, musi się wymeldować z Unii i się izolować” – czytamy.

A więc komunikat jest jasny: jeśli nie chcecie zmienić swojej tradycyjnej, historycznej struktury etnicznej, nie ma dla was miejsca w Unii Europejskiej. Troska o uchodźców i „uchodźców” jest na drugim albo i trzecim planie. Najważniejsze jest dążenie do przeorania społeczeństw Zachodu tak, by Niemcy nie przypominały Niemiec, Francja Francji, a Polska Polski. 

Ta nowa Europa, po wielkim zerwaniu z przeszłością, ma umożliwić budowę kolejnej utopii – społeczeństwa z rozmytymi i zmiennymi tożsamościami, z płynnymi rolami społecznymi, ze zmutowaną, karykaturalną rodziną „patchworkową”. Społeczeństwa, którym łatwo rządzić i na którym można swobodnie eksperymentować.

Inny niemiecki dziennik, „Die Welt”, wyliczył z kolei, jak wysokie będą kary wobec państw, które nie zgodzą się na przyjęcie imigrantów w ramach mechanizmu relokacji. Polska ma zapłacić półtora miliarda euro, Węgry 325 mln, Słowacja 225 mln. Nie sądzę, by do nałożenia kar kiedykolwiek doszło, ale gdyby nie dało się tego uniknąć, to warto zapłacić. Nie ma bowiem ceny za trwanie narodu, a napływ imigrantów może skończyć się naprawdę niedobrze. Wystarczy poczytać niezależnych szwedzkich blogerów, którzy wręcz płaczą nad losem swojego kraju, wciąż bogatego i pięknego, ale chyba już pozbawionego możliwości zmiany polityki w tej sferze. Po przekroczeniu pewnego poziomu imigracja trwale zmienia scenę polityczną i kulturową.

Po przekroczeniu pewnego poziomu imigracja trwale zmienia scenę polityczną i kulturową

Dziś wielu ludzi w Polsce twierdzi, że imigranci i tak od nas wyjadą, bo w Niemczech czy innych krajach mają lepsze warunki socjalne. To prawda, ale na Zachodzie już myślą, jak obejść ten problem. Szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani poparł niedawno pomysł, by ujednolicić wysokość świadczeń dla uchodźców we wszystkich krajach UE. Zapewne w brukselskiej kasie znalazłyby się pieniądze na dotacje na ten cel dla biedniejszych państw. Gdyby do tego doszło, Polska nie byłaby już tak nieatrakcyjna dla przybyszów. Mieliby wszak te same środki, co w Niemczech przy znacznie niższych kosztach życia. To rozwiązanie wciąż mało realne, ale pokazuje determinację unijnego centrum w dążeniu do realizacji celu, czyli wspomnianego na wstępie złamania jednorodności etnicznej i kulturowej wszystkich państw.

Jednym z najważniejszych szańców obrony przed tym szaleństwem jest Grupa Wyszehradzka, desperacko walcząca o przetrwanie. Oficjalnie budzi na Zachodzie politowanie i jest lekceważona, ale jednocześnie prezydent Francji tak buduje plan swojej podróży, by podzielić wyszehradzką czwórkę (spotkał się wyłącznie z przywódcami Czech i Słowacji). Z kolei kanclerz Niemiec stwierdza: „Widzę różnice między krajami V4. Dlatego musimy z każdym z nich rozmawiać osobno” – co oznacza, że widzi ona szansę na przekupienie lub zastraszenie któregoś z udziałowców Wyszehradu. Również Komisja Europejska gra podobnie, grożąc karami w sprawie imigrantów Polsce, Czechom i Węgrom, ale już nie Słowacji. Liderzy europejskich mocarstw nie poświęcaliby tyle czasu i energii, gdyby chodziło o sprawę błahą. Na szczęście wydaje się, że Warszawa, Budapeszt, Praga i Bratysława, mimo różnic, rozumieją, że bez wzajemnej solidarności szybko polegną. Wówczas naprawdę nie będą nikogo obchodziły.

Idziemy nr 38 (624), 17 września 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły